Wczoraj wykonałem najtrudniejszy telefon w życiu. Po krótkiej rozmowie z koleżanką z pracy zdecydowałem się że nie jestem w stanie tego już dłużej odwlekać czy bagatelizować. Mówiłem sobie że to tylko chwilowe, że przejdzie, zniknie, okłamywałem się. Od jakiegoś czasu dzieje się coś czego nie potrafię wyjaśnić ani zrozumieć, nie wiem co jest tego powodem. Dziś nadszedł moment by zacząć szukać odpowiedzi na pytania które mnie nurtują. Co się ze mną dzieje… Postanowiłem poprosić o pomoc. Audio nieco niżej

Wyszedłem z biura i poszedłem do toalety, drżącymi rękoma wybrałem numer w telefonie i nacisnąłem zieloną słuchawkę. Milion myśli przebiegły mi przez głowę, miałem wrażenie że czas się zatrzymał, a te cztery, pięć sygnałów telefonu rozbrzmiewają w nieskończoność. Odebrała recepcjonistka, zacząłem nerwowo dukać, poprosiłem o rozmowę z lekarzem, poprosiła o datę urodzenia, potwierdzenie tożsamości i o numer telefonu w razie przerwania połączenia.

Chwile później rozmawiałem z lekarzem. Wiecie co, nigdy w życiu się tak nie czułem jak podczas tej rozmowy. Obdarty z prywatności, totalnie pozbawiony godności, słaby, niewarty uwagi, żałosny, maluczki, śmieszny i patetyczny. Drżącym głosem odpowiadałem na pytania lekarza,  w tej samej chwili poczułem że cały ten strach i to odwlekanie się zakończyło. Ulga, a z drugiej strony byłem taki bezbronny i emocjonalny. Czułem się taki samotny, miałem wrażenie że cały mój świat zniknął. W zasadzie w tym momencie miejsce w którym się znajdowałem reprezentowało to jak się czuje przez ostatnie pare miesięcy, a nawet lat. Kibel.

Najtrudniejszy telefon w życiu. Sięganie po pomoc.

Zapytał mnie na początku czy mam myśli samobójcze lub przychodzą mi do głowy scenariusze w których robię sobie krzywdę. Nie, nie ma takiej opcji. Nie miałem takich myśl, od conajmniej dwudziestu lat. Nie poznaje sam siebie, w ciągu jednej doby mam totalnie rozjechane emocje. Tylko jednego dnia mogę cztery razy być na szczycie, wierzyć i czuć że mogę wszystko, na zmianę z totalnym dołem. Gdzie wydaje mi się że nic nie ma sensu, że jestem gówniany we wszystkim i nie ma sensu niczego robić. Nie mam ochoty wstawać z łóżka, jeść lub na odwrót, szukać ukojenia w dziadowskim żarciu.
Idąc głębiej czuje się czasami jak niepasujący puzel, nie mam dla siebie miejsca. Czasem mam momenty że nie mam ochoty przebywać w pomieszczeniu z innym człowiekiem.

Powiesz że rozstanie mnie dopadło i teraz mi robi sieczkę w głowie, tutaj mylisz się na stówę. Jedyne co sprawia że się uśmiecham i czuję się wpasowany emocjonalnie w sytuacje to właśnie dzieciaki i związek w jakim jestem. Przy dzieciakach nagle wszystko znika, jestem najbliżej dawnego siebie, czuje się także dobrze w moim nowy związku, a relacja z eks jest naprawdę rewelacyjna. W czasie rozmowy lekarz zaczął ze mnie wyciągać sytuacje w których czułem się tak samo sprzed paru lat,  wtedy tego nie zauważyłem. Po napisaniu książki przez tydzień leżałem w łóżku, co jakiś czas zmieniałem pracę czując że straciłem serce do niej, tak było. Już lata temu miałem takie momenty, w ostatnich miesiącach nasiliło się to jeszcze mocniej.Najtrudniejszy telefon w życiu. Sięganie po pomoc.

Mam pracę o której marzyłem, wreszcie wszystko jest tak jak powinno być, a ja nie dość że przestałem się cieszyć to dodatkowo moje własne życie wydaje mi się bezcelowe i bez głębszego sensu. Gdybym nie musiał pracować zawodowo to w cholerę bym rzucił to, co kocham w momentach gdy czuję się pozytywnie.

A może ja popełniłem gdzieś kolosalny błąd? A może ja nie wiem czego chcę, a to co chciałem dotychczas sobie tylko ubzdurałem?

Są dni gdy kocham każdą minutę tego co robie, pomagam innym, spełniam się zawodowo, a innym razem znajduję największą trudność z byciem w społeczeństwie, chciałbym rzec – nie mów do mnie, po co mi cokolwiek. Starczy łóżko, przepocona pidżama i zasłonięte kotary w sypialni przez cały dzień. Praca z psychologiem daje mi zawsze kopa, dzień wygląda obiecująco, chwile potem znów skitrałbym się jak jakiś krasnolud w  najgłębszych czeluściach.

Pisanie jak widać zawsze jest dla mnie rozwiązaniem, rodzajem autoterapii. Czasem łapie się na tym że siedzę w pustym mieszkaniu, w ciszy, słońce już dawno zaszło, gdy siadałem na chwile jeszcze świeciło. Zamyślony patrze na kołyszące się drzewa, przesuwające się chmury na niebie lub gapię się w nicość która chyba gdzieś znajduje się w okolicy ściany po lewej stronie salonu, bo tam mój wzrok wędruje bezwiednie.

Najtrudniejszy telefon w życiu. Sięganie po pomoc.

Nie googlowałem symptomów, nie sądzę że to depresja, może kryzys czegoś, może zmęczenie materiału, może zaniedbania z czasów młodzieńczych, cholera wie. Nie czuje się w żaden sposób pogrążony w biadoleniu, nie piszę tego by ktoś się litował nade mną czy mi nawet dodawał otuchy. To rodzaj autoterapii, czuję taką potrzebę i nie piszcie mi – trzymaj się, wszystko będzie dobrze czy inne pierdoły. I nie, nie dopadła mnie depresja bo mój syn ma autyzm, jak już pisałem dzieci dodają mi powera. Uznasz mnie za słabego faceta? Spoko, nie rusza mnie to.

Coś się dzieje i zdecydowałem się sięgnąć po pomoc, nie byłe to łatwe. Z drugiej strony dało mi to do myślenia. Stereotypy, jakieś dziwne wartości które nam świat wszczepił, facet musi być twardy, nie może mieć trudniejszego okresu w życiu, nie wypada mieć problemów natury mentalnej. Czujemy się dobrze kupując alkohol czy fajki – truciznę, a kiedy chcemy poprosić o pomoc bo mamy problemy zdrowotne, te natury mentalnej to już stygma nas przygniata. Popieprzony jest ten świat do reszty, może dlatego mi dynia siada ? 😉

AVE