Zaczął się kolejny rok, dla mnie bardzo ważny etap w życiu, nie chodzi tu o noworoczne postanowienia, a bardziej o podsumowanie poprzedniego i zaplanowanie kolejnego, świadomie, na wielu płaszczyznach, w najważniejszych aspektach mojego życia. Jak wiecie nadrzędnym priorytetem są dla mnie dzieci. Dziś podsumowując te ostatnie dwanaście miesięcy doznałem olśnienia, opowiem Ci o nim poniżej.

W trakcie rozstania wiele razy paraliżował mnie strach. Kogo by nie paraliżowała świadomość życia poza rodziną? Wszystkie emocje jakie towarzyszyły mi, oceny, odcięcie mojej osoby przez wielu naszych wspólnych znajomych. Ja jednak skupiłem się na trzech rzeczach:

Dzieci i relacje z nimi.

Bałem się strasznie że oddalimy się od siebie, że zgubimy to coś, że ja odsunę się niechcący od nich, a one ode mnie. Że moja wyprowadzka będzie miała na nich dewastacyjny wpływ. Wyobrażałem sobie płacz, bunt. Strach ściskał mi gardło. Wiecie, taki obraz rozbitej rodziny, oddalających się rodziców, może nawet stereotypowy rozwód ojca nie tylko z partnerką ale i z dziećmi. Taki który widzimy pośród naszych znajomych weekendowych ojców, którzy przestają być z czasem nawet ojcami.

Ogarniecie własnej głowy.

Od razu zacząłem pracować z psychologiem, bez wachania poszukałem profesjonalnej pomocy. Zrozumiałem że muszę sam być w dobrym stanie mentalnie jeśli chcę iść do przodu i rozsądnie i świadomie przechodzić przez ten jakże trudny etap w życiu. Chciałem być dobrym eks, chciałem być dobrym ojcem, a co najważniejsze zbudować mocne relacje. Z dzieciakami, a przede wszystkim z mamą moich dzieci. Razem wychowujemy je dalej i będziemy rodzicami do końca naszych dni, ewentualnie dziadkami w przyszłości. Ani przez setną sekundę nie zamierzałem iść na wojnę, toczyć bitew, robić podchodów. Chciałem być silny. Mentalnie sprawny by podejmować mądre i właściwe decyzje w tak trudnym okresie którym niewątpliwie był czas rozstania, przeprowadzki i odnajdywania się w ten nowej sytuacji.

Poprawienie statusu materialnego.


Jako współmałżonek, mężczyzna i stereotypowy facet w większości skupiałem się na zarabianiu. Jednak naturalne jest to że dwa dochody które generowaliśmy pozwalały nam na życie na odpowiednim poziomie. Mieliśmy wystarczająco środków na wakacje, wyjścia, fure ubrań, zabawki, spełnianie potrzeb dzieci i naszych. Proste, zwyczajnie życie, czasami z nutką spełniania własnych marzeń. Wyprowadzając się  zabrałem ubrania, mojego lapka, gitary i pare drobiazgów jak płyty, książki i pierdoły. Utrzymanie się samemu jest o wiele trudniejsze. Nie chciałem w wieku trzydziestu sześciu lat iść na pokój, chciałem by moje dzieci mogły mieszkać też ze mną. Szukałem dodatkowych źródeł dochodu. Miałem trzy etaty. Praca jako Dad’s Worker z ojcami, praca w szkole, którą zamieniłem na lepszą pracę w przedszkolu (wróciłem do zawodu), praca z niepełnosprawnymi na nocki.  Czasem kończyłem pracę o 17-tej, jechałem do domu na obiad, by o 19:30 iść do pracy do 7:30 rano. A o 8:30 byłem już w szkole na etacie.

Chciałem żyć jak wcześniej, chciałem dać moim dzieciom to samo co daje im mama. Być zdolnym do kupienia im zabawki, pójścia na pizze, wyjechania z nimi na konie czy na wakacje. Jak wiecie w UK rodzice dostają dodatki na dzieci, Maks ma rentę, wielu ludzi pewnie chciałoby podzielić te pieniądze, przecież dzieci spędzają ze mną pół miesiąca, przecież to kosztuje. Tak, nawet na początku takie myśli przeszły mi przez głowę, jednak stwierdziłem że to pieniądze dzieci, na dzieci. Ich mama kupuje im ubrania, dba o nich. Nie jest w stanie póki co podjąć pracy na pełny etat, studiuje, a ja mam dwie ręce i mogę docisnąć, mogę postarać się.

I wiecie co? Udało się. Wszystko się udało. Dzisiaj rano  napisałem mojej eks SMSa. Podziękowałem jej że potrafimy się dogadać, a także że nie wyobrażałem sobie że moje relacje z dziećmi będą tak wspaniałe. Dzieciaki wspaniale rozumieją co się dzieje, cieszą się czasem spędzonym ze mną jak i z mamą. Przyznam szczerze – co może nie być dobre dla mnie – ale będąc w związku, mając dzieciaki na codzień byłem setki razy gorszym ojcem, nasze relacje były słabe. Dziś rozmawiamy, pielęgnujemy bliskość, poznajemy się, cieszymy momentami. Nie będę wspominać o przytulasach i mówieniu sobie jak bardzo się kochamy i tęsknimy za sobą w czasie tego dnia, dwóch rozłąki.

Ja z kolei jestem mentalnie bardzo mocno osadzony, przestałem się zamartwiać, bać się. Ostatnio oglądałem świetny film z Tomem Hanksem – Bridge of Spies ( Hanks gra prawnika który zostaje negocjatorem między rządem USA i Rosjanami w czasie podziału Berlina). Bohater który jest ukazany jako szpieg rosyjski na pytanie Hanksa czy ten się nie boi wyroku który może kosztować go życie odpowiada – Would it help? – A pomogłoby to?

Czy moje zamartwianie się o to co będzie się działo za miesiąc, rok, za parę lat, pomoże w czymkolwiek? Nie, więc zamiast się zamartwiać podejmuje decyzje, rozważam, planuje, pytam dzieci co możemy zrobić. Wkładam w relację z nimi i z eks wiele pokory i zrozumienia. Na pewno dla eks to też bywa niełatwe. Staram się myśleć o tym jaka może być jej perspektywa, jaka jest moja, co można zrobić lepiej, świadomie próbuję z dzieciakami iść przez te momenty.

Stoję mocno stopami na ziemi, zapuściłem korzenie i niczym silne drzewo uginam się podczas wichury ale nie łamie mnie byle sztorm. Dziś zrozumiałem też mega ważną rzecz, dostrzegłem w sobie przez te ostatnie dziesięć miesięcy zajebistego tatę. Wiesz dlaczego? Napiszę o tym kolejny zajebisty wpis, ale póki co zdradzę ci sekret. Dlaczego wygrywamy? Dzieciaki, ja, moja eks i ci którzy się nie odwrócili ode mnie? Bo dałem sobie przyzwolenie. Pozwoliłem sobie na mega ważną rzecz:

Dałem sobie pozwolenie sobie na niewiedzę, na błędy i naukę tego wszystkiego.

Niebawem o tym.

Ave