„Veni, Vidi, Vici.”

Mamy za sobą tydzień turnusu w Ośrodku Rehabilitacyjnym Polanika i myślę że zajmie mi trochę czasu żeby to wszystko opisać. To był dla Maks i mnie bez wątpienia tydzień pełny ciężkiej pracy. Czas wypełniony odkrywaniem granic i poznawaniem tego co dzieje się jeśli chodzi o terapie i podejście do naszych pociech w Polsce. Przedstawie wam rzetelny obraz tego co tu się dzieje i jak odebraliśmy nasz pobyt w ośrodku. Nie ukrywam że jestem tu jako ojciec dziecka z ASD, ale także jako bloger. Nie był to wyjazd tylko rekreacyjny, bez dwóch zdań.  Nie będę jednostronny i pobłażliwy. Zapraszam.

Przylecieliśmy do Polski późnym wieczorem, z Katowic autem udaliśmy się do Ośrodka Polanika, około 15 km od Kielc. Magiczne miejsce w sercu lasu, choć ostatnie 600 metrów dojazdu wydawały się wyprawą do domku na kurzej łapce, a nie do ośrodka. Dotarliśmy tam o 2-giej w nocy. Recepcja pięknie nas przywitała, wręczyła klucze do pokoju, opaski na nadgarstek i pozostawiając wszelkie formalności na następny dzień udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Domki, co tu dużo mówić, nowoczesne, pięknie zadbane. Wszystkie z podjazdem dla wózków, z pięknie zadbanym trawnikiem. W nocy czułem się jakbym przybył do rajskiego osiedla. Pogoda na dodatek dopisała, ciepło i cicho.

Przytulne pokoje, na każdym piętrze salon z kuchnią, kominek, telewizor. Łazienki dostosowane do każdych potrzeb – Livia zakochała się w wygodnym siedzeniu pod pnatryskiem dzięki czemu regularny wakacyjny horror dobiegł końca, moja córka dla odmiany sama prosiła o wieczorny prysznic. Naprawdę byłem pod wrażeniem. Polanika posiada noclegi dla gości w domkach lub w przepięknym budynku głównym gdzie odbywają się wszelkie zabiegi rehabilitacyjne. Sam ośrodek zapewnia nam wyżywienie, dostęp do zindywidualizowanych  terapii oraz mega wypasione atrakcje w trakcie sezonu jak i poza nim. W ośrodku jest naprawdę dobre Wi Fi do użytku dla gości, z zasięgiem telefonicznym bywało już różniej.

Rano ośrodek i okolica okazały się jeszcze piękniejsze. Zresztą zobaczcie sami.

 

Po pobudce wybraliśmy się do bufetu na śniadanie, stołówka mieści sporo ludzi jednak w godzinach między 8 a 9 rano czasem trzeba poczekać na wolne miejsce. Dodatkowo dostępne są stoliki pod zadaszeniem na zewnątrz. Śniadanie jest podawane od 7:00 do 9:30, obiady od 12:30 do 15:00, a kolację od 17:30 do 19:30. Co do posiłków to mam tutaj mieszane uczucia jeśli chodzi o naszą wybiórczość pokarmową. Maks je pare rzeczy na krzyż i to konkretne. Myślę że niektórym paniom z bufetu brakuje dzisiejszych standardów i empatii. Córa zjadła na śniadanie płatki, na obiad nie miała ochoty na nic co było dostępne na  bufecie. Zapytałem jednej z pani czy mogłaby dostać miseczkę tychże płatków bo chce cokolwiek jej dać do jedzenia zanim coś  kupimy dla niej – odpowiedziano mi – „Oferta śniadaniowa jest dostępna tylko w trakcie śniadania, teraz serwujemy obiad.” Byłem niemiło zaskoczony, zdziwiony i poczułem że dla niektórych epoka Barei się jeszcze nie skończyła. Chwilę potem o to samo poprosiłem inną panią, zwyczajnie sięgnęła do szafki metr od niej, nasypała i podała z uśmiechem. Można?

Potem wróciliśmy do domku ciesząc się wspaniałą pogodą. Tego dnia zwiedzaliśmy okolice, odpoczywaliśmy po długiej i męczącej podróży. Po śniadaniu zostaliśmy zaproszeni na szybką wizytę u pani pielęgniarki, wiecie, wywiad, rozmowa o potrzebach i zachowaniach Maksa, jako że on jest tutaj na rehabilitacji i będzie korzystał z ośrodka najbardziej. Potem wizyta u pani doktor Weroniki Myśliwy – lekarz, specjalista w zakresie neurologii która przeglądając dostępną dokumentacje medyczną oraz prowadząc wywiad dobierała opowiednie terapie dla naszego bohatera.

Byłem naprawdę mile zaskoczony, takiego doboru terapii się nie spodziewałem. Pani doktor jest wyraźnie zaangażowana, rozumie potrzeby dzieciaków jak i rodziców. Zawsze można do niej wpaść gdy jest dostępna w ośrodku, zapytać, podpytać, poradzić się.

Dodatkowo współpracuje z okolicznymi przychodniami gdzie może skierować w razie potrzeby do lekarza pediatry, jak to miało miejsce w naszym wypadku gdy okazało się że Maksa złapała infekcja.

Pani dr dobrała nam terapie, takie które według niej mogą najlepiej wpłynąć na rozwój naszego syna i z których będzie miał największe benefity. I tutaj kolejny szok. Ilość dostępnych terapii i zabiegów w ośrodku Polanika. Spodziewałem się mniejszej liczby zajęć, a tu na dzień dobry dostaliśmy mega zróżnicowane i mega jak się z czasem okazało trafnie dopasowane zajęcia do potrzeb naszego dziecka.

Po badaniach nasza karta została podana dalej do gabinetu organizacji terapii, gdzie wyjątkowo uprzejme i radosne panie sporządziły grafik terapii na cały tydzień.  Początkowo Maksa grafik miał spore przerwy między zabiegami co mogło być problemem – Maksio jest domatorem i nie lubi wielokrotnych zmian miejsca. Po rozmowie z Panią Karoliną o potrzebach Maksa – jak i w temacie zabiegów tak i kwestii dietetycznych – dostalismy nową kartę zabiegową i przekazaliśmy liste produktów które Maks je. Rano ruszyliśmy z kopyta. Dzień pierwszy terapii

Od rana bardzo intensywnie
  • 9:50 Integracja odruchów dynamicznych i posturalnych
  • 11:10 Terapia SI
  • 11:50 Terapia Ręki – Hand Tutor
  • 13:00 Terapia Kraniosacralna
  • 13:40 Basen – ćwiczenia rehabilitacyjne indywidualne w wodzie
  • 15:30 Zajęcia logopedyczne

Szczerze powiem że ten dzień był mega intensywny, dla mnie i dla Maksa, a to dopiero początek. Dla nas obojga to na pewno nowe doświadczenia, chciałem chłonąć, pytać i zobaczyć jak Maks reaguje na nowe miejsce, osoby i taki rodzaj intensywnych zajęć. Zastanawia mnie fakt że wielu rodziców narzeka że pół godziny to mało. Serio? Nowe miejsce, nowe bodźce, nowe twarze, korytarze, zmiany warty rehabilitantów, rzeczy nowe i nieznane, ciągłe zmiany gabinetów, od rana do późnego popołudnia. Ja wiem że najlepiej byłoby oddać dziecko rano, odebrać po szesnastej, można tak, wystarczy opłacić ze sobą opiekuna :). Tak serio to nie wyobrażam sobie nie brać udziału i nie dzielić tego ciężaru i stresu z moim synem.

Integracja odruchów dynamicznych i posturalnych

Maks początkowo nie chciał wychodzić z domku, upał i ogromne słońce ale gdy już założył czapkę  i okulary to daliśmy radę. Nowe doświadcznie. Pierwsze zajęcia mieliśmy z przemiłą Panią Klaudią Chmiel. Fizjoterapeutka z zawodu, która pokazała mi jak mogę z Maksem ćwiczyć w domu. Integracja odruchów dynamicznych i posturalnych. Chciałem wiedzieć więcej, zobaczyć co to może dać przy dłuższym stosowaniu. Nagrywałem i zastanawiałem się, obserwowałem i patrzyłem na Maksa.

Nasz pobyt w Ośrodku Rehabilitacyjnym PolanikaRozmowy, pytania. Pani Klaudia pracowała z Maksem metodą Mazgutowej – Integracja odruchów dynamicznych i posturalnych. Dla mnie metoda nieznana, z poszukiwań w internecie i rozmów z różnymi osobami w świecie terapeutycznym w PL ma różne opinie. Jedni mówią że to działa, pomaga, dzieciaki robią postępy, inni uważają że jest to hochsztaplerka. Nie mnie tu oceniać. Maks lubił te zajęcia, to dla mnie najważniejsze. Czuł się zrelaksowany i uśmiechnięty.

Terapia Ręki.

Kolejnymi zajęciami na które zostaliśmy zapisani to Terapia Ręki. Zajęcia te jak sama nazwa wskazuje są po to by ćwiczyć dłonie i nadgarstki. Maksowi została założona rękawica, a w zasadzie nakładka na dłoń i nadgarstek która jest podłączona do komputera i odpowiada na ruchy samego nadgarstka jak i palców. Otwieranie i zamykanie dłoni, wyginanie nadgarstka przesuwa obiekt lub kursor na ekranie.

Program posiada gry i zadania które wykorzystują grywalizację do pracy nad dłonią. Dziecko zaciskając lub otwierając dłoń zdobywając punkty, przenosi przedmioty i wbrew pozorom nie jest to takie łatwe. Maks dzielnie stawiał czoła zadaniom. Pierwsze zajęcia były na pracę prawej ręki, kolejne na lewą. Maks wykonuje większość czynności prawą ręką, jest prawo ręczny, a lewą wykonywał zadania lepiej i szybciej.

Nasz pobyt w Ośrodku Rehabilitacyjnym Polanika

Pytanie brzmi czy ma lepszą lewą rękę , czy wykminił już po pierwszych zajęciach jak się obsługuję tę rękawicę z przyszłości? Coś tam go czasem kuło, czasem swędziało. Wkurzał się jak mu nie wychodziło. Cały się zginał, jak ja kiedy kiedyś grałem na joysticku. Czaicie? Tak jakby pochylenie się sprawiło że manewr będzie lepszy gdy się pochylisz.Typowe zachowania starego gejmera 😉 Terapię Ręki prowadzi Pani Małgorzata Rysińska. Chętnie bym sam założył taką rękawicę i spróbował swoich sił.

Integracja Sensoryczna

Kolejnym etapem sprawdzania tego co się dzieje w sferze terapii w Polanice była Integracja Sensoryczna z Panią Anną Wójcik-Mańką, dla mnie w ten sposób ukierunkowane zajęcia były czymś nowym. W szkole specjalnej w Edynburgu w której pracowałem jak i w szkole Maksa są zajęcia fizyczne, podobne gadgety, podobna idea, jednak tu było to bardzo konkretne. Pani Ania ma świetne podejście do tematu. Pierwsze spotkanie było wywiadem i próbą obserwacji Maksa i jego potrzeb oraz mocnych jak i słabych punktów. Maks czuł się bardzo swobodnie.

Co mnie zaskoczyło w całym pobycie terapeutycznym w Ośrodku Rehabilitacyjnym Polanika, jest to, że słucha się „pancjentów’, szczególnie tych niewerbalnych. Kiedy dają znać że czują się w jakikolwiek sposób niekomfortowo, przerywa się działanie i pozwala się prowadzić interakcje dziecku.

To coś czego uczą nas na studiach pedagogicznych w UK. Traktujemy dzieciaki partnersko, wszystko jest budowane w okół nich i taki sam „Child Center Approach” jest praktykowany w Ośrodku Polanika. Pani Ania pracowała nad różnymi aspektami. Balans, motoryka wielka oraz poczucie własnego ciała w przestrzeni.

Zobaczcie zresztą sami.

 

Nasz pobyt w Ośrodku Rehabilitacyjnym Polanika

Maks był zachwycony i chętnie brał udział w tym co przygotowała Pani Ania. Maks w szkole w Edinburgh’u ma podobne zajęcia, jednak są to zajęcia klasowe, tu skupienie jest na pracę indywidualną. Z racji tego że Maks lepiej mówi i rozumie po angielsku byłem swego rodzaju tłumaczem. Maks odpowiada lepiej na angielski. Urodził się w UK, tu chodził do przedszkola, tu chodzi do szkoły, więc zrozumiałe jest to że może mieć problem z językiem polskim.

Przedstawię Wam nasz pobyt w Ośrodku Polanika w paru odsłonach i w odstępach czasowych. Chcę rzetelnie wywiązać się z tego zadania. Byliśmy tam tydzień, nie da się w jednym poście opowiedzieć o wszystkim, tak więc dziś część pierwsza. Wiele się działo, poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi i otworzyliśmy głowę na nowe.

Jakie będą tego rezultaty, jakie dalsze kroki okaże się z czasem. Już niebawem zapraszam Was na kolejny wpis, kolejne rozkminy, kolejne relacje z zajęć terapeutycznych.

Nie jestem w stanie opowiedzieć o niczym innym jak tylko o naszej perspektywie, na turnusie były różne dzieciaki, z różnymi niepełnosprawnościami, chorobami, zaburzeniami. Byli tam także rodzice, dziadkowie i starsi kuracjusze jeśli się tak wyrażę. To nie miejsce cudów, w tydzień nie zmienisz świata, nie zobaczysz postępów, ale poznasz miejsce, ludzi tam pracujących i poczujesz czy wkładają w to serce czy nie. Prawda? Dajcie znać czy ten wpis jest dla was wartościowy, jeśli macie pytania to chętnie odpowiem, jeśli macie własne doświadczenia i chcecie się nimi podzielić to również zapraszam. Chętnie poczytam jak Wam minął pobyt w Polanice lub podobnych miejscach w kraju i poza granicami Polski.

Część II niebawem.

Oferta

Oferta dla każdego czytelnika Rock Daddy:  Każdy kto zamówi turnus poza sezonem w Ośrodku Polanika: 0d 3 listopada do 27 kwietnia otrzyma 3 zabiegi indywidualne do tego turnusu. Polanika ma 5 zabiegów, moi czytelnicy dostają kolejne 3  zabiegi.

UWAGA: Koniecznie w przy każdej rezerwacji trzeba wpisać KOD: Turnus Nikodem Sadłowski – w treści, albo zaznaczy to w  rozmowie telefonicznej z konsultantami Polaniki.
Możecie również kliknąć w link tutaj ——-> TURNUS NIKODEM SADŁOWSKI i jedyne co wam zostaje to korzystać z tej wspaniałej oferty.

Jeśli macie pytania czy chcecie bym wam pomógł w kontaktach z Polaniką to śmiało piszcie na info@rockdaddy.uk