Czy można poznać kogoś bez fizycznego spotkania i czy zbudowanie więzi jest możliwe bez faktycznej interakcji między ludźmi? Poznając się z Niko wiedziałam, że jest ojcem dwójki dzieci. Jest córka i syn, oboje kochani bardzo przez swoich rodziców, z innymi potrzebami. Widziałam, że poznać Niko to też poznać jego dzieciaki. Tylko kiedy i jak?

Od pierwszych spotkań byłam bardziej niż chętna by słuchać o dzieciakach, historii ze szkoły, domu, przedszkola. O tym co robili, jak im minął czas. Był to też czas gorącego romansu, sekretnych randek, setki wiadomości. Mimo wszystko wiedząc jak silna jest więź między dzieciakami a nim, szybko pojawiła się ich niefizyczna, jakby eteryczna obecność w moim życiu.

Nasze pierwsze miesiące były intensywne, pełne dyskusji, rozmów, układania w głowach i układania sobie w życiu. Spotykaliśmy się często, a rozmawialiśmy jeszcze częściej. Zanim się spostrzegłam wiedziałam jakie są ulubione gry, kolory czy jedzenie córki Niko. Znałam ulubione bajki, cytaty, nawyki i przyzwyczajenia jego syna. To tak jak czytać o życiu inny ludzi na blogach, wiedzieć o nich wszystko a przynajmniej to co chcą nam pokazać. Takie znanie bez zapoznania.

Jeden drobny szczegół: ja nie istnieje w ich życiu, a oni już w moim byli.

Pozostawili pierwsze ślady w mojej świadomości i pamięci. Moje decyzje były czasem podejmowane przez wzgląd na ich obecność w życiu Niko. Te dzieci już miały wpływ na mnie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam tego co wiem teraz : ten moment kiedy podejmiesz decyzję przez wzgląd na dzieci Twojego partnera to moment kiedy stajesz się macochą. I nie mówię tu o wielkich sprawach ale zaczynasz to czuć kiedy jest godzina 16:30, siedzicie wygodnie na kanapie, pijecie kawę i rozmawiacie o tym jak minął wam dzień i nagle z jego ust pada: „Chyba musisz się zacząć zbierać, zaraz jadę po dzieci”. Będą dni kiedy przyjmiesz to z uśmiechem i będzie to zupełnie naturalne. Niestety będą też takie kiedy będziesz czuła żal, przykrość, niedosyt i taką irracjonalną niesprawiedliwość: „Ale ja chce więcej!”. Te weekendy które Ty masz wolne i chciała byś spędzić czas z Twoim partnerem i serio nie masz nic przeciwko jego dzieciakom ale mimo wszystko „to jeszcze nie jest ten moment”.
Powiem Ci jedno : to jest normalne. Masz prawo czuć żal, masz prawo do tego żeby Twoje serce się buntowało. Każdy z nas jest po części egoistą, łakniemy i chcemy tego co sprawia że czujemy się dobrze. Cieszy nas czas spędzony z bliską nam osobą. Pytanie co z tymi uczuciami zrobimy?

 

Ideałem nie jestem!

Daleko mi do ideału… Bywały dni kiedy wychodziłam z  mieszkania z łzami w oczach, wiedziałam że on potrzebuje czasu z dziećmi, ale ja potrzebowałam czasu z nim. Niestety jedno z drugim kolidowało. Bywały dni kiedy chciałam mu powiedzieć „Przestań mówić mi o dzieciach którym nie chcesz mnie przedstawić!” lub gdy na widok kolejnego zdjęcia ich szczęśliwych, spędzających czas wspólnie, ja przykrywałam się kocem i pytałam się sama siebie czy tak już zawsze będzie.

Z drugiej strony poszłam po rozum do głowy, zaczęłam czytać, regularnie spotykałam się na Skype z psychologiem i stosowałam to co wszyscy doradzali. Najlepsza rada jaką uslyszałam to: „zajmij się sobą.” Serio,  sprawdza się w każdej relacji. Mało tego, że rozwijasz się, uczysz nowych rzeczy, jesteś kimś interesującym to jeszcze nie skupiasz się na analizowania wszystkiego w okół. Internet i książki podarowały mi jeszcze jedną radę: zachęcaj swojego partnera do spędzania czasu z dziećmi, podziękuje Ci i zobaczy że dbasz o tą relacje pomimo własnych potrzeb. Strzał w dziesiątke. Ja oczywiście, jak to bywa ze mną, zrobiłam swoje własne ulepszenie tej porady. Mało tego, że zachęcałam Nikodema do spędzania czasu z dziećmi to brałam aktywny udział w wymyślaniu fajnych na to sposobów.

nieoczekiwane-nadejscie-wyczekiwanego-momentu-poznac-jego-dzieciaki

Wiedząc, że jego córka uwielbia kolorowanie, a Niko nie ma drukarki, będąc w pracy drukowałam jakieś obrazki z jej ulubionych bajek i gier. Innym razem poszłam na spacer po plaży i nazbierałam muszli, które on potem malował farbami razem z dziećmi. Żeby nie było zbyt różowo i cukierkowo to dodam, że często było mi smutno, że jedyne co dostaje to zdjęcia jako dowody udanych pomysłów ale była też satysfakcja z tego że znam powoli te dzieci. Czego nie wiedziałam (ale dowiedziałam się później) budowałam z nimi więź bez wcześniejszego poznania.

 

 

 

Rozmowa to podstawa, rozmawiajcie dużo i szczerze.

Gdzieś po 3 miesiącach znajomości pojawiły się z mojej strony pytania do Niko o to kiedy poznam dzieci. Czy kiedyś będzie gotowy, czy czegoś się boi, czy mówi o mnie dzieciom. Szukałam oparcia i potwierdzenia następnego poziomu. Im częściej ja pytałam, tym bardziej on się bronił i stawał okoniem. Kiedy padło z jego strony: „Nie wiem, może w przyszłym roku się poznacie” moja złość i żal sięgnęły zenitu. To by oznaczało jakieś pół roku czekania. Pół roku dzielenia czasu na mnie i dzieci osobno, liczenia, planowania i ukrywania. Pół roku mnie w cieniu, długie 6 miesięcy mnie samej będącej dodatkiem  – takie myśli pojawią się kiedy masz o coś żal, kiedy jest Ci przykro i często myśli te nie są one prawdą bo to czyste skumulowane emocje pomieszane z doświadczeniami z Twojej przyszłości. Jednak myśli te są Twoje i masz do nich prawo. Dla mnie był to czas kiedy trochę się wycofałam z pytania o dzieci, zabiegania o informacje z ich życia, dużo więcej też pracowałam z psychologiem, więcej chodziłam na siłownie. Troszkę ucierpiała nasza relacja, potrzebowałam katalizatora, pojawiło się troszkę więcej zazdrości o jego czas z dziećmi. Moment w którym zaczęło mi to samej przeszkadzać był też momentem kiedy postanowiłam że musimy pogadać. I tutaj dla tych co czytają kolejna rada która będzie się przewijać przez wszystkie teksty : ROZMAWIAJCIE! Długa rozmowa, szczerość (czasem bolesna), oczyszczenia atmosfery i otwarcie się na perspektywę drugiej strony.

On powiedział: pomyślę o tym czy byłbym gotowy Cię przedstawić w jakiejś formie dzieciakom, a ja powiedziałam : że nie będę naciskać i wiercić dziury w brzuchu.

Kilka tygodni później, wyszłam z mieszkania Niko o 9 rano. Pojechałam do domu wcześniej wiedząc, że ma z dzieciakami jechać do parku zobaczyć mini ciuchcie i poszaleć na placu zabaw. Bez ciśnienia, bez żalu, cieszyłam się że będzie miał okazję spędzić z dziećmi całą sobotę. Godzinę później telefon: „Bądź gotowa za godzinę, podjadę po Ciebie. Tylko pamiętaj jesteś koleżanką”

W nieoczekiwanym dniu i momencie doczekałam się czegoś co było tak oczekiwane.

Dobrze pamiętam ten dzień. Pamiętam jak zestresowana byłam i jak nieswojo się czułam jadąc autem z Nikodemem, Livią i Maksem. Co powiedzieć, jak powiedzieć, rozmawiać z Nikodemem czy siedzieć cicho? Będąc w parku wybrałam najlepszą formę ochrony – aparat fotograficzny. Oni cieszyli się czasem, a ja byłam aktywnym obserwatorem. Zawsze dzielił mnie obiektyw i przestrzeń potrzebna do złapania dobrego kadru. Maks był Maksem, nie naciskałam na kontakt, dawałam przestrzeń. Wiem, że Maks to nie tylko 8 letni chłopak ale też autyzm więc potrzebuje więcej zrozumienia  i czasu. Livia była zwyczajnie nieśmiała, potrzebowała czasu żeby przyzwyczaić się do nowej osoby. Nie postrzegałam siebie jako dziewczyny, partnerki czy towarzyszki Nikodema, nowa osoba – to mocno pomogło mi w zrozumieniu dlaczego mam ten dystans utrzymać. Dzieci to zawsze dzieci, nie jest to zależne od układu pomiędzy dorosłymi. Po jakimś czasie Livia zaskoczyła mnie i zapytała czy pójdziemy razem na plac zabaw, potem było szukanie samochodu taty i powiem wam że była to kupa fajnej zabawy. Pierwsze lody przełamane, wypływaliśmy na głębsze wody.

Z tego wyjazdu jest cała masa mega fajnych zdjęć i niektóre z nich są moimi, a te najlepsze na 100% widzieliście w Nikodemowych postach tutaj na blogu jak i na facebooku.  Jest dużo wspomnień ale ten wyjazd w głównej mierze otworzył mi na wiele spraw oczy.
Ten wyjazd pokazał mi, że Nikodema „Ale jestem zmęczony, padam na pysk” po dniu z dzieciakami to nie wymówka żeby nie spędzić ze mną wieczoru! Przez pierwsze tygodnie za każdym razem kiedy padało coś podobnego myślałam „bycie tatą nie może przecież być aż tak wyczerpujące”. Zobaczyłam Maksa i Livie w akcji. Potrzeby dwójki dzieci i jednego tatę który stara się je spełnić w 100%. Autyzm Maksa i jego nieprzewidywalność w połączeniu z żywotnością i charakterem Livii. Można faktycznie paść na twarz.

Dzieciaki od tamtego czasu tak bardzo urosły i zmieniły się. Niko się zmienił, ja się zmieniłam, wylałam morze łez, wykrzyczałam w ciszę masę złości, nauczyłam się wiele nowego. To czego się uczę jako macocha jest bezcenne, nie jest to łatwe, ani tyci!

Czasem więcej można osiągnąć dając innym przestrzeń, odpuszczając lub zwalniając. Nasze tempo i pragnienia nie zawsze zgrywają się z potrzebami innych ludzi. Nie warto popędzać, zaufajmy czasem naszej drugiej połówce, uwierzmy w poprawność decyzji przez nich podejmowanych, nawet jeśli wydają nam się totalnie niezgodnie z nami samymi. Kiedy decydujesz się na związek z mężczyzną / kobietą z dziećmi musisz zaakceptować, że dynamika tej relacji będzie zależna nie tylko od was dwojga ale też tych małych istot i ich biologicznych rodziców. Ciężkie to czasem i będą tacy którzy się poddadzą. Popełnicie wiele błędów. Ja i Nikodem popełniamy je non stop, ale uczymy się z nich.