Dzisiaj będzie o balansie plusów i minusów. Zacznę od pewnej letniej historii, będzie o kluskach z mięsem, wakacjach, złośliwościach, uprzejmości, miłości i systemie punktowym. Zastanawiasz się pewnie co jedno z drugim ma wspólnego? Zaskakująco dużo. Czytaj dalej, przekonaj się.

 

Letnie popołudnie, przynajmniej tak mi się wydaje bo było to 16 lat temu. Było ciepło, wszystkie okna w domu otworzone, kwiaty wystawione na balkon przez mojego ojca czekające na deszcz – letnia tradycja. W trakcie szkoły średniej rzadko bywałam w domu. Gdzieś tam o tych pięknych, szalonych czasach będę pisać ale dzisiaj konkret: chodziłam do szkoły z internatem 70km od domu. Niby nic wielkiego, ale moje życie przenosiło się do domu tylko na poszczególne weekendy i wakacje – stąd też przypuszczenie, że było to lato.

Mama przygotowała na obiad kluski z mięsem, kupne ale całkiem dobre. Często robiła śląskie albo knedle ze śliwkami ale z mięsem zawsze kupne. Cebulka, boczuś i od groma pieprzu. Gdzieś po trzeciej klusce zostałam odciągnięta przez jednego z domowników od talerza. Coś przykuło moją uwagę na tak długo, że jedzenie zdążyło wystygnąć.

 

 

Wróciłam do talerza, zabrałam się za pozostałe cztery kluski (tak, pamiętam dobrze obraz talerza). Ci którzy to czytając są w trakcie posiłku proszę o wrócenie do posta póżniej… Kończąc drugą z pozostałych klusek, zauważyłam na drugiej jej połówce wielką kupę muszych jaj. Wielkie białe, podłużne musze jaja!!! Niby dziewczyna z miasta, ale wiedziałam jak to wygląda. Tak zakończył się mój obiad, a kluski plus jeszcze pół drugiego śniadania z zawrotną prędkością opuściły mój system pokarmowy. Szkoda – dobre kluski i pyszny chrupki boczuś, starania mojej mamy no i dzień zrujnowany… Odcisk na zawsze, nigdy klusek z mięsem już nie ruszyłam.

 

Cały ten obraz to baza porównawcza, obrzydliwa wizualizacja, tak co by łatwiej było Ci zrozumieć wszystko poniżej.

Z tym jajami much to jak z przykrymi, niemiłymi, złośliwymi lub niezbyt przemyślanymi słowami, które mówimy i czynami, które popełniamy. Wymazywacze. Minusowe punkty, odejmowane od salda dobrych rzeczy, które zrobiliśmy dzisiaj, wczoraj, w tym tygodniu, a bywa i że w życiu. Czyści konto jak te musze jaja, których widok wyczyścił moje drogi pokarmowe.

W większości przypadków jak nieudany żart, głupie słówko, niezręczna sytuacja, spotykamy się z reakcja naszego systemu punktowego porównywalną do beknięcia, bączka czy lekkiej zgagi – mały punkt ujemny. Powiedzmy „-1 do -2”. Szybko jesteśmy je wstanie odrobić, przeproszeniem, innym dobrym słowem lub zrobieniem komuś kubka kawy.  Baaa… bardzo często nawet nie zwracamy uwagi na to i nie zastanawiamy się, co spowodowało ten chwilowy dyskomfort.

Są sytuacje gdzie wchodzimy już na śliski grunt i jest lekkie jeżdżenie po żołądku, wzdęcia lub słona ślinka w ustach która zwiastuje nadchodzące kłopoty. Czujemy że to już było za dużo, coś jest „nie halo”, zaczynamy szukać. Często tracimy apetyt na więcej lub robimy jednodniowa głodówkę.

To można porównać do cięższych przewinień. Robi nam się przykro z powodu słów drugiej osoby, jesteśmy podirytowani, wkurzeni. Zastanawiamy się dlaczego druga osoba tak postąpiła, dlaczego czegoś nie zrobiła, czym sobie na to zasłużyliśmy. Często wtedy pojawia się myśl : „Przecież ja jestem taka lub taki. Ja zrobiłam dla niej/niego to lub tamto”. Potrzebujemy wtedy albo upustu emocji, rozmowy, pytań albo separacji, chwili wytchnienia i samotności. Tutaj punktację już obstawiam od „-3 do -8”. Często po rozmowie lub przypomnieniu sobie dobrych momentów, pomyśleniu o drugiej stronie i o tym, że może było coś co spowodowało takie zachowanie wracamy do balansu. Saldo ocalone. System punktowy zadziałał. Myślimy o tym co ta dana osoba dla nas zrobiła i o sytuacjach kiedy to my zawaliliśmy. Zmiękczamy obraz. Wypełniamy luki punktami zdobytymi na przestrzeni ostatnich miesięcy, tygodni czasem lat.

 

Ilu z nas przydarzyło się po wielkim wk*#$%ie pomyśleć „kurde, no ja ostatnio nie byłam lepsza”, „Zwyczajnie zapomniała, nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało” lub „No tak, był zmęczony, ciężki dzień w pracy i jeszcze te korki, a ja jeszcze tyle wymagam”? Czasem sytuacja mogłaby się uplasować spokojnie na poziomie „-5”, ale dzień wcześniej był komplement, fajny żart, mile spędzony czas, pomocny gest i system punktów sam się balansuje. To tak jak byś grał mecz w siatkówkę – kiedy wygrywasz 21:11, strata pięciu punktów będzie odczuwalna ale nie będzie zagrożeniem dla wyniku meczu.

 

No i etap „-9 i -10”. Nazywany przeze mnie „Wymazywaczem” lub „Kasownikiem”. To te akcje kiedy nie ma znaczenia ile punktów było na koncie wcześniej, ile dobrych słów, gestów, czynów i miłych sytuacji was łączy. Bilans się zeruje. Nie ma, dupa! Pracujesz od początku. Nie gra roli, czy były wyznania miłości, wiecznej przyjaźni, spotkania się. Świat, który kładli u mych stóp mógł mieć znaczenie wczoraj, dzisiaj nie gra roli. Zdobywasz punkty od początku, zaczynasz od zera. Jeśli na kalkulatorze wpiszesz 0 + 0 wyjdzie 0, jeśli zrobisz (3+2-2+1+1+2-3 +2+2 ) – 8 też wyjdzie 0.
Oczywiście nie zrozumcie mnie źle, nie mówię to extremalnych akcjach usuwania ludzi ze swojego życia, to całkiem inna sprawa. Cały czas pisze o systemie punktowym w naszych związkach, bliskich relacjach, relacjach w pracy czy z klientami.

Każdy z nas ma inny system punktowy. Inne sytuacje są dla nas czkawką, zgagą, wzdęciem czy odruchem wymiotnym.
I w drugą stronę, wszystko co ma wskaźnik dodatni jest przez nas inaczej punktowane.

Hipotetycznie – nigdy nie robie w pracy ludziom kawy, nie pytaj dlaczego bo sama nie wiem. Zawsze robie sobie i nawet przez myśl mi nie przejdzie zrobić komuś innemu. Dla mnie moment kiedy komuś wręczę kubek pysznego latte z mleka migdałowego z syropem orzechowym to jak +4 do naszej relacji! Dla tej osoby może to być raptem +1. W drugą stronę dla mnie nie założona nowa rolka papieru toaletowego to -1, dla Nikodema to -3, a jak ma gorszy dzień to spokojnie -5.
Znaczenie ma też siła więzi która nas łączy i jej charakter. Kiedy Nikodem nie oddzwoni przez kilka godzin zarabia -3 (albo zwyczajnie się martwię), kiedy znajoma, z którą mam luźne relacje nie dzwoni przez 3 dni to raptem -1.

 

 

Mamy też lepsze lub gorsze dni. W poniedziałek wkurzy mnie olewcze podejście kolegi w pracy do przedłużenia jego przerwy i zrobi się z tego -3, a w czwartek machnę ręką i powiem „spoko, i tak nie jestem głodna, poczekam” i będzie -0.5.

Niestety kobiety mają inny system punktowy od mężczyzn, mamy humory, inne wartości, widzimy szczególiki i pamiętamy rozpis bilansu punktów na kilka lat wstecz.

Ja osobiście pamiętam głównie balans punktów Nikodema . Swojego już nie ogarniam tak bardzo 😉

Dlatego tak ważne jest dobre życie, pomaganie innym, bycie miłym, gesty, komplementy, telefony i smsy. Czasem zostawienie wiadomości dla drugiej połówki z życzeniem miłego dnia podbije Twój stan punktowy na tyle wysoko, że nie umyte gary w zlewie i skarpetki na podłodze nawet nie ruszą jej brwi. Dbajmy o siebie, nie musimy się wszyscy kochać i lubić, szanujemy się wzajemnie i dbajmy o to żeby każdego dnia pojawiały się te „zmiękczacze” które z naszej -7, zrobią błahostkę, a relacje pozostanie nietknięta.

A wy moi drodzy? Jak to u was wygląda? Jak rozpracowujecie system, jak radzicie sobie z kasownikami i czy dbacie o bilansy punktowe w relacjach z ludźmi?