To najtrudniejszy moment w moim życiu, to nie rozstanie, nie „zaczęcie od nowa” , nie diagnoza syna czy śmierć ojca. To zmaganie z samym sobą, to zmaganie się z własnym zdrowiem. Dlaczego widzisz las i widoczki, przeczytaj do końca, zrozumiesz dlaczego tak wygląda ten wpis.

 

Czwarta nad ranem, może sen przyjdzie….jedyne o czym marzę, to by włożyć sobie śrubokręt w ucho.

Dokładniej, jest 4:20, a ja nie mogę spać, leżę w łóżku, obok śpi ona, słyszę jak dzieciaki chrapią w pokoju obok. Kojarzycie ten dźwięk po zakończeniu programu, w czasach naszego dzieciństwa?  Ten pisk, a w głowie zamiast spokoju i ciszy pokazały się kolorowe pasy, które towarzyszą temu monotonnemu dźwiękowi.

I tak od paru miesięcy, nieustannie, niezależnie od pory dnia i nocy, przy śniadaniu, przy obiedzie, gdy biorę prysznic, gdy jadę do pracy, gdy bawię się z dziećmi, gdy się kocham, robię zakupy czy siedzę na toalecie. Bez minuty wytchnienia. Ciagle ten sam, przytłumiony i kurewsko męczący pisk.

Dodałem już, że jest to wycieńczające psychicznie? Do tego zatkane zatoki. Zatkane, to chyba nie jest odpowiednie słowo, każda przestrzeń w uchu środkowym i zatokach jest  „zajebana” tym glutem, mam wrażenie, że rozkładam się od środka, głowa niczym czajnik, w którym bulgocze woda, do tego przeraźliwy gwizd, który lada moment może wyrzucić zatyczkę lub wypalić to co znajduje się w środku, kolejna opcja to wybuch. Ciśnienie w mojej głowie, a w zasadzie w uchu i zatokach rozsadza mi twarz. Mam wrażenie, że ktoś mi wyciska… twarz, moja głowa jest niczym pryszcz, który zaraz eksploduje pozostawiając mnie wolnym od tego wszystkiego, przy okazji pozbawiając mnie głowy.
Wtedy przynajmniej, nie będę już musiał słuchać i czuć tego wszystkiego.

Zmaganie z samymi zatokami to nie wszystko, straciłem jakieś 30% słuchu, mam problemy z równowagą, boli mnie głowa, oczy, nie sypiam po nocach i jakby tego było mało, co jakiś czas puchnie mi twarz. Czuje też co jakiś czas przeszywający ból w uchu, w zasadzie bardziej za uchem, już w środku głowy. Tak było parę miesięcy temu, od miesiąca w  zasadzie boli mnie cała twarz, prawa strona powoli w ciągu dnia drętwieje. W nocy z bólu zaciskam szczęki tak mocno, że na drugi dzień muszę zacząć dzień od ćwiczeń na rozluźnienie mięśni żuchwy. Mam wrażenie, że moje zęby wbijają mi się w szczękę. Ot taki dodatek.

 

Zmaganie się z własnym zdrowiem - okres bólu i walki.

 

To efekt problemów zdrowotnych sięgających ostatnich trzech, może czterech lat. Najpierw migdały, tydzień po tygodniu, zapalenie za zapaleniem, antybiotyk za antybiotykiem, zawalone gardło, tak bardzo, że moje podniebienie krwawiło, nie wspominając o cholernym bólu przy przełykaniu. Po paru miesiącach, wycięli mi je. Przygoda mojego życia. Dodam że kiedyś już mi grzebali w migdałach, podobno potrafią odrosnąć, miałem mniej niż pięć lat.

 

Leki które biorę, mają podobno jakieś skutki uboczne, mogą powodować koszmary, niepokój, wkurw, depresje…wszystko się zgadza. Nie wiem, tylko co przechodzi w co, kiedy mam stan depresyjny, a kiedy już wkurw czy niepokój. Takie tam problemy ze zdrowiem, kto by się przejmował.

 

Dlaczego o tym piszę? Czuję taką potrzebę, czuje się cholernie winny, że nie piszę, że moje plany podboju świata krzyżuje ból, czuje się źle, moje zdrowie szwankuje. Powiedziałem mojemu lekarzowi, że przez moje zdrowie fizyczne, przestaje ogarniać moją psychikę, która od zawsze stała na skraju przepaści. Mój lekarz powiedział mi coś bardzo mądrego : Niko, zdrowie jest jedno, zdrowie to całość. To nie zdrowie psychiczne i fizyczne, to zwyczajnie zdrowie – zadbajmy o nie. 

Staram się cholernie, straciłem nie tylko zdrowie, straciłem wiarę w siebie, pewnoś siebie, stałem się oschły, nieczuły, jestem gdzieś daleko, nie jestem sobą. Czuje się z tym cholernie źle, czasem chcę wykrzyczeć całą złość jaką mam w sobie przez ten ból, czasem płaczę gdy nikogo nie ma w pobliżu. Gdyby nie dzieci i Klaudia to myślę że mógłbym się poddać dużo łatwiej, że rozważałbym inne wyjście, ostateczne. Dlaczego o tym piszę, bo jest wielu ludzi w około nas, którzy mogą czuć dokładnie to samo, bo zmagają się z problemami, zdrowie ich zawodzi i nikt nie pyta czy wszystko ok, czy pod kopułą dają radę.

Problemy ze zdrowiem to nie wszystko, ból i lęk. Te dwa towarzyszą mi codziennie. Lęk potęguje wszystkie negatywne rzeczy, zabiera mi pewność, łapię się na tym, że kwestionuje siebie w rzeczach, które do tej pory były dla mnie zwykłą codziennością. Czy ja napewno nadaję się do tej pracy, do tego związku, do bycia ojcem, bycia kimkolwiek. Może nie nadaje się już do niczego, chciałbym zapaść się pod ziemię, kwestionuje dosłownie wszystko co dotychczas zrobiłem. To jest kurwa przerażające, czuje się jak cień siebie, cień człowieka, miało być o zdrowiu i jest, Bo zdrowie to całość, równanie w którym mamy naszą fizyczność i mentalność.

 

 

Mam wrażenie momentami, że wchodzę do lasu, tak bardzo ciemnego, tak bardzo gęstego, z kolejnym krokiem widać mnie coraz mniej, z każdym krokiem zastanawiam się, czy ktoś zauważy, że zniknąłem, że mnie nie ma?  Zatrzymuje się, myślę o tym, że mam dzieci, partnerkę, że mam cholera jasna wszystko o czym marzyłem, że to przejdzie, że wyjdzie słońce. Przez dłuższą chwilę stoję na skraju, mam świadomość tego miejsca, ciemności panującej w nim. Wybieram jednak jedyną słuszną opcję. Walkę o zdrowie, walkę o samego siebie.

Ty też jesteś dla mnie ważny, dzięki temu blogowi i pisaniu coraz rzadziej zaglądam na skraj tego gęstego i ciemnego lasu.
AVE

PS. Zdjęcia z naszych wycieczek po Szkocji.