Kolejna lekcja. Dziś zrozumiałem, po raz kolejny, jak ważne jest pokazywanie Maksowi życiowych umiejętności  i ” męczenie” go tym co świat dla niego szykuje. Ale czy na pewno? Czy ważne jest bym pokazywał mu świat, zabierał na zakup, pokazał gdzie i jak się kupuje ubrania, gdzie może zapłacić kartą, jak się płaci gotówką?. To kurna takie oczywiste, prawda?

 

Dla przeciętnego rodzica nie ma o czym mówić, nie musisz tego czytać. A wiec do rzeczy. Maks ma autyzm i opóźnienie rozwojowe czytaj upośledzenie po polsku.

 

Rzeczywistość jest cholernie trudna, a życiowe umiejętności konieczne do przetrwania.

 

Życie nie składa się z samych przyjemności, nie raz musimy robić rzeczy, które nie koniecznie są przyjemne, niektóre rzeczy trzeba wykonać, bo tak został skonstruowany dzisiejszy świat. Na przykład czytanie książek, jak bardzo kocham je czytać, to wolałbym nie musieć ich oddawać do biblioteki. Czy inne rzeczy, kupowanie ubrań. Niby dla mnie przyjemne, dla mojego syna niekoniecznie. Kupuje mu ubrania, on je nosi. Taki układ jest ok, póki co. Ale jeśli jest się dzieckiem to do czasu jest to akceptowane. A co gdy mój syn będzie miał 20, 30 czy 40 lat?

 

Życiowe umiejętności. Pomagam mojemu synowi, ściągając na siebie jego gniew.

 

Dziś zrozumiałem jedną cholernie ważną rzecz, smutną zarazem, że przez najbliższe lata sprowadzę na siebie gniew mego syna, będę nie raz płakał i czuł się cholernie źle, tylko dlatego że będę próbował jemu pokazać zwyczajne życie. Nie tylko to fajne, wesołe i szczęśliwe, ale to cholernie nudne i oczywiste. Zakupy spożywcze, kupowanie ubrań, wyjście do bankomatu, wycieczka do biblioteki, zmywanie, kupowanie butów, środków czystości, spacer czy wyjście na miasto. To są czynności, które każdy żyjący w XXI wieku prędzej czy później wykona. Często o nich mówię jak o życiowych umiejętnościach.

To wszystko będzie nudne, mało zabawne, totalne oderwane od tego co może chcieć robić mój syn, to wszystko będzie zapewne obkupione łzami, buntem, walką o to kto odpuści pierwszy.

Gdy nadejdzie niebawem okres dojrzewania, wejdą do akcji hormony to dopiero się zacznie. Może jakiś cios czy kopniak poleci w moją stronę. Maks potrafi być cholernie uparty. Zdaję sobie z tego sprawę, może samorzecznicy powieszą na mnie psy po tym poście, nie pierwszy raz zresztą, chcę jednak by mój syn który ma autyzm i opóźnienie rozwojowe wiedział, że w życiu robimy rzeczy które nie zawsze są ekscytujące. Chcę przygotować mojego syna na dorosłość, przejdziemy przez trudne momenty. Dodam, że nie rozumiem twierdzenia „w domu się tak nie zachowuje” jeśli rodzice zauważają trudniejsze zachowania swoich dzieci. Tak, w swoim miejscu, gdzie czują się zrelaksowane, znają to miejsce, robią w domu to co lubią, nikt ich zazwyczaj nie zmusza do pokonywania „strefy komfortu”.

Nie skrzywdzę swojego syna zamykając go w klatce, nie pokazując mu niczego co nie jest fajne. Chowając go w domu, przed telewizorem czy swoimi zajawkami. Wrzawa się podniesie, bo przecież nie szanuje wyborów swojego syna, on jako niewerbalne dziecko musi mieć swoją opinię? Oczywiście, nie każe mu pokochać czynności opisanych powyżej, chcę jedynie by ich doświadczył i zrozumiał na swój sposób.

 

Gdy mnie zabraknie, będzie mu wystarczająco ciężko, nie wiem czy będzie miał kiedykolwiek taką relacje z kimś jak ze swoimi rodzicami. Jego potencjalni opiekunowie będą musieli iść z nim na zakupy, kupić żywność, ubrania. Z nim – nie, za niego.

 

Od roku tych momentów jest ogrom, czasem siadam na krawężniku i płaczemy obaj. Bo on chce iść do sklepu na dział zabawek, a nie na spacer w niedziele. Nie mogę pozwolić mu rządzić, nie dlatego że jest dzieciakiem i ma mnie słuchać, a dla jego własnego dobra. Muszę go nauczyć, że słowo „nie” czy „nie teraz” są kluczowe, że nie jest w życiu dane nam robienie tylko rzeczy fajnych, przyjemnych tu i teraz kiedy mamy na to ochotę.

 

Życiowe umiejętności. Pomagam mojemu synowi, ściągając na siebie jego gniew.

 

Może ja czegoś nie rozumiem, może mnie coś ominęło, ale pragnę byście mi powiedzieli, bo już zgłupiałem co mam robić. Szanuje i wiem jak ważna jest samodzielność i przy tym niezależność, własne zdanie osoby niewerbalnej i upośledzonej. Z drugiej strony chcę zrobić wystarczająco wiele dla mojego syna, pokazać mu świat taki jaki jest.

Nie chcę skrajności, chować go pod kloszem i stworzyć człowieka odrealnionego, mimo upośledzenia i autyzmy chcę by wiedział czym jest życie. Nie będę też przeginał, to jakby próbować kogoś kto się boi wysokości katować codziennie próbą skoku na bungie. To nie tak, ale drogi człowieku, psychologu, samorzeczniku, powiedz mi gdzie jest ta linia między pokazywaniem świata i wiarą w robienie dobra, edukacji dziecka mocno zaburzonego, a gdzie jest już odbieranie tych potrzebnych doświadczeń na rzecz świętego spokoju?

Jak daleko trzeba się posunąć, kiedy odpuścić? Gdy mój syn już czegoś doświadczy to często nie jest zainteresowany robieniem tego częściej  w przyszłości. Jednakże tysiące razy pokazywał mi że kocha wodę i pływanie, a gdy pytam go czy chce jechać na basen odmawia. To co, szanować jego odmowę, czy przekonać i pojechać z nim na basen bo tam już jest zadowolony?

Pomóż mi, mam setki takich sytuacji w ciagu roku.  Szarpie się ja, a chcę mu pomóc.

AVE