Jak to w ogóle się zaczęło, jak powstał ten szalony duet Klaudia i Nikodem? Online – a jakże by inaczej!!! Czy była to miłość od pierwszego wyjrzenia, czy może batalia argumentów za i przeciw?

 

 

Setny „swipe left” lub „swipe right” na popularnej w UK aplikacji randkowej baddoo.co.uk. Spoglądam na zdjęcie i myślę „nie jest żle, wygląd całkiem – całkiem, wiek odpowiedni, imię brzmi polsko”, dajemy „serduszko”. Ku mojemu zaskoczeniu mamy trafienie, pan po drugiej stronie telefonu też stuknął serduszko. Kilka godzin póżniej wiadomość i tak od jednej do drugiej prawie dwa lata póżniej siedzimy obok siebie stukając w klawiaturę i układając plan podboju świata.

Nie było lekko to trochę się napociliśmy żeby tu trafić i ciągle miewamy dni kiedy wyrywamy sobie włosy z głowy, uroni się łza lub pęknie żyłka. Jak w każdym związku.

Jednak spójrzmy prawdzie w oczy, ludzie z odzysku mają pod górkę, dotknięci doświadczeniami z przeszłości rozbijają się o argumenty za i przeciw. Ciało migdałowate podpowiada nam ucieczkę, a płat czołowy daje nam możliwość kontroli emocji, rozważań. Instynkty walczą z naszym panelem kontrolnym.

 

Jakie to argumenty? Czytaj dalej, znajdziesz tu kilka argumentów za i przeciw, od tych z którymi musiałam zmierzyć się w momencie poznania po te, które powoli wyjawiały się zza lini horyzontu.

Argument no. 1

 

„Mam dwójkę dzieci”. Pierwsza reakcja : „Nie jest żle”

 

Już jakiś czas myślałam o tym, że raczej swoich dzieci nie będę miała. Nim poznam kogoś komu zaufam, zrobię to co zaplanowałam, osiągnę co chciałam to pyknie 35 i to już nie czas na dzieci. Takie moje prywatne zdanie, bycie mamą dla swoich dzieci – ok, bycie babcią (nawet taką fit) swoich dzieci, już nie bardzo.

Z drugiej strony, kurde dwójka dzieci?
Gdzie spontaniczne wyjazdy? Randki? Zarwane noce przy lampce wina? Gdzie dziki seks? Gdzie czas i sposobność?

Od początku Niko powtarzał, że dzieci są i będą numerem jeden i nie będę ukrywać, że bywały dni kiedy naprawdę to bolało. Jaka kobieta chce wchodzić związek, tworzyć coś na serio, na zawsze ze świadomością, że nigdy, przenigdy nie będzie numerem jeden w życiu faceta. Mało tego, Nikodem zawsze mówił: „Numer jeden to dzieci, potem praca, potem ja, a dopiero na 4 miejscu Ty i nasz związek”. Z czasem to ewoluowało do dzieci, praca i my. Dzisiaj chyba mogę już nieśmiało powiedzieć, że są dzieci i nasze życie razem, a to obejmuje rozwój siebie, pracę, marzenia i wspólne plany.

Argumenty za i przeciw, czyli szalonego związku początki

Argument no.2

„Mój syn ma autyzm”

 

Tutaj, szczerze i z ręką na sercu miałam zdziwko warte Aborygena któremu ktoś wręczył pilot do Nteflixa. WTF? Słyszałam o tym, coś, gdzieś, od kogoś… Moja wiedza była znikoma, na całe szczęście po kilku dniach została mi przesłana kopia książki „Slowa na A” i rozpoczęłam łączenie kropek.
Podsumowanie pierwszych faktów: nie będzie lekko, przesrane, dzieciak zawsze będzie w dużym stopniu zależny od swojego taty.

Po prawie dwóch latach jest wiele aspektów których się boję lub nie jestem pewna. CIągle uczę się Maksa, odkrywam go i pracuje na jego zaufanie.

Kto wie jak będzie wyglądała przyszłość Maksa, możliwe, może całe życie będzie od nas zależny. Boję się okresu dorastania, wybuchów złości i buntów, kiedy będzie konkretnych rozmiarów chłopakiem.

Jest to temat, który pewnie jeszcze nie raz poruszę. Opowiem wam o moich odkryciach, nauce, strachach i rozterkach związanych z Maksem i autyzmem.

 

Argument no.3

 

„Mam żonę, rozeszliśmy się jakiś czas temu, ale to ciągle świeże”

 

To mnie rozłożyło na łopatki jak Anthony Joshua w siódmej rundzie walki Dilliana Whyte ( nie mam bladego pojęcia o boksie – znalazłam w google walkę najsłynniejszego brytyjskiego boksera i macie).
Cisnęły mi się na usta słowa: „Świeżynka”, „Odskocznia”, „Nagroda pocieszenia” no i „Błąd” ale jak to mówią „Raz się żyje”.

Przez kilka miesięcy męczyły mnie koszmary o Nikodemie wracającym do eks żony, łapały mnie napady zazdrości kiedy dostawał od niej smsy, pomimo że były one dotyczące dzieci. Zadawałam o wiele za dużo pytań, które były odzwierciedleniem mojego strachu i niepewności. Zdarzało mi się powiedzieć do samej siebie „Nawet jeśli do niej wróci to będzie to jego strata, jestem zajebistą kobietą”, a później czekać ze łzami w oczach na smsa od Nikodema.

Moim zdaniem to obecność byłych partnerów w takim modelu rodziny jest największą bolączką i największym utrudnieniem. Jest to do ogarnięcia, ale wymaga dojrzałości, opanowania i cierpliwości. Jest jednak coś co ciężko ogarnąć – ludzie w okół Ciebie.
Najgorsze były komentarze ludzi w okół. Przyjaciół, znajomych ( tych prawdziwych i tych jak się później okazało toksycznych) ale też i rodziny.
„Wróci do żony”, „Facet z dziećmi to problemy”, „Pewnie z nim jest coś nie tak skoro go żona zostawiła”. Ci bardziej zatroskani zwyczajnie podkreślali fakt, że nie będzie to łatwe. Wiecie co? Nie było i nie jest i choć czasem idzie to jak krew z nosa czy ciągniemy jak koń pod górę to razem możemy więcej.

 

Argument no. 4

 

„Nie wiem czy kiedyś jeszcze pokocham”

 

No trzymajcie mnie… Jak?! Jak ja mam się odważyć?! Jaki sens?!

Pierwsze „kocham” przyszło z zaskoczenia i dłuższy czas się nie powtórzyło. Siedzieliśmy w saunie i Nikodem to powiedział tak cicho, że nie byłam pewna. Dzisiaj nie tylko sobie to mówimy, ale też, a może przede wszystkim, pokazujemy i udowadniamy. Czasem nawet po kilka razy dziennie.

 

 

Wczoraj podziękowałam sama sobie za to, że dobrze wywarzyłam wszystkie za i przeciw. Powiedziałam Nikodemowi, już prawie zasypiając, że cieszę się z tego, że wtedy się nie poddałam tej gonitwie argumentów. Co mogłam stracić? Trochę czasu i pewnie złamane serce, ale nie ma co gdybać i myśleć co mogło się stać.

Dzisiaj idziemy razem do przodu, czasem ja jestem większym oparciem dla Nikodem, czasem on jest wszystkim czego potrzebuje.

Czasem się tak niemiłosiernie wkurzamy, że nawet na argumenty nie ma miejsca 😉

To tyle, trochę o tym co i jak, jak to się zaczęło i jak to wyglądało.