Jako rodzice dzieciaków obdarzonych autyzmem oraz opóźnieniem rozwojowym nierzadko napotykamy trudności egzystowania w strefie publicznej. Nie raz doświadczaliśmy z Maksem sytuacji, w której byliśmy oceniani lub zwyczajnie nie pasowaliśmy do standardów obcowania w przestrzeni publicznej. Zawsze powtarzam, że nasze dzieciaki, raczej nie wpasowują się w obraz funkcjonujących samodzielnie jednostek z Zespołem Aspergera. Dzisiaj o jedzeniu na mieście i czy da się to zrobić tak, żeby nas nie oceniano. 

 

Nie raz miałem okazję rozmawiać z rodzicami, którzy nie są w stanie wyjść ze swoimi dzieciakami w przestrzeń publiczną, oceniani, czują się niekomfortowo, gdy ich dzieci będąc zwyczajnie sobą, przyciągają spojrzenia. Kto z was, w czasie wyjścia do restauracji czuł, że wszyscy gapią się na Waszego syna? Niby taka normalna rzecz – jedzenie na mieści, a dla wielu ludzi to czasem wyczyn, niedoścignione marzenie.

 

Dodatkowo nie raz knajpki i restauracje mogą być dla naszych dzieci nie lada wyzwaniem. Zapachy, światła, głośna muzyka, brzdęk sztućców, oj można by tu wymieniać w nieskończoność. Znamy to wszyscy doskonale.

Historia Lenarda Zohn’a

Lenard Zohn uwielbiał wypady ze swoją rodziną, z wiekiem stawało się to coraz trudniejsze. Jego syn coraz częściej był przeładowany bodźcami, co powodowało, że jego zachowanie było trudne do zniesienia dla personelu restauracji. Z czasem ich wyjścia stały się coraz rzadsze. Pan Zohn zdał sobie sprawę, że takie trudności napotykają także inni rodzice i zdecydował zrobić coś w tym kierunku.

Dwa lata temu wpadł na pomysł organizacji spotkań obiadowych Autism Eats, wykorzystując prywatne sale w restauracjach i lokalach. Obiady są organizowane w formie bufetu lub standardowo podawane do stołu na wyznaczoną godzinę, bez czekania, bez zbędnych trudności dla dzieciaków z ASD i ich rodzin. A co najważniejsze, nikt nie ocenia, nikt nie patrzy na nich dziwnie, a na menu jest to, co zażyczy sobie rodzina. Podane tak jak sobie życzy, z możliwością zapłacenia przed pojawieniem się w lokalu, co z własnego doświadczenia wiem, nierzadko jest stresogennym momentem. Oczekiwanie na sam rachunek jest dla nas dużym wyzwaniem.

 

 

W czasie imprez obiadowych nie ma głośnej muzyki, dzieciaki mogą, do woli chodzić gdzie chcą, wokalizować, bujać się na krzesłach, bez oceniania, bez krzywego patrzenia, w atmosferze totalnego zrozumienia.

Z czasem Autism Eats stało się znane nie tylko w okolicy Bostonu, rodziny z okolicznych dystryktów zaczęły przyjeżdżać, by móc skorzystać z tego typu doświadczenia. Inne restauracje mają okazję włączyć się w promowanie idei, która pozwala rodzinom na udział w codziennym życiu społeczności rodzin ASD. Przybytki, które spełnią wszystkie wymagania, otrzymują rekomendacje Autism Eats.

 

Kto z nas nie raz myślał, że to była ostatnia okazja do zjedzenia na mieście? Tylko dlatego, że ktoś się gapił, że trzeba było czekać zbyt długo na posiłek, co powodowało stres i było dla naszego dzieciaka bardzo trudne.

 

Kocham wychodzić na miasto z rodzinką, jednak chciałbym by, nikt się na nas nie gapił, gdy Maks wokalizuje, by nie zatykał uszu, gdy muzyka jest za głośno, by nie zakrywał oczu, gdy razi go sztuczne światło.
Oczywiście pojawią się głosy, że to samo-wykluczenie, a ja uważam, że to świetny sposób na włączanie naszych dzieciaków, dorosłych z ASD, opóźnieniem czy niepełnosprawnością intelektualną w to, co im się należy. Czyli życie bez ograniczeń społecznych.

Nie zamykajmy naszych głów, nie zamykajmy naszych kochanych dzieci z trudnościami w czterech ścianach. Żyjmy pełną piersią, w końcu dla nich Chcemy Całego Życia.

Idąc dalej, z pomysłodawcą Autism Eats skontaktowały się rodziny cierpiących na Alzheimera oraz na demencję starczą, takie rozwiązanie może pomóc w cieszeniu się życiem i wspólnymi wyjściami wielu rodzin.

A Wy co o tym myślicie?

Hot or Not?

 

Facebook Autism Eats