Raz po raz dostaje od kobiet wiadomości z zapytaniem, czy to, co czują, jest normalne? Czy mają prawo się tak czuć i co mają z tymi emocjami zrobić? Po pierwsze, dziękuje za wasze zaufanie i otwarcie się na możliwość pogadania z jakąś wariatką, mieszkającą tysiące kilometrów od was! Po drugie, nie ma znaczenia “normalność” tego, co czują macochy. To jakie emocje towarzyszą macochom, wynika z tego, w jak trudnej sytuacji są i są pewne uczucia, z którymi będą musiały się zaprzyjaźnić, albo zwariują!

 

Nie będziemy się tutaj rozpisywać o tym, że czasem będziecie dumne, szczęśliwe i pełne nadziei. Pisanie o dobrych rzeczach w internecie jest passe!!! Oczywiście żartuje! Prawda jest taka, że wszystkim łatwiej się mówi i pisze o dobrych rzeczach, a macochom czasem potrzebne jest miejsce, gdzie mogą przyjść i powiedzieć na głos “Też tak mam, ale nie mam komu tego powiedzieć!!!” Sensem istnienia wydziaranej macochy, jest nie tylko pokazanie wam tego, że się da stworzyć szczęśliwy patchwork, ale też stworzenie przestrzeni, miejsca, do którego będziecie mogły przyjść i odnaleźć kawałek brutalnej rzeczywistości.

 

Jedziemy z tym! Przed wami trójca święta macochowych emocji! 

 

ZAZDROŚĆ 

Zaczynam z grubej rury od wielkiego Z jak Zazdrość. Królowa ciemnych, mrocznych i zakazanych emocji!

Jak mówi Lew Starowicz “Zazdrość jest naturalnym elementem każdego związku”. Nie będzie inaczej w patchworku, pisałam już o tym, że rodzinę rekonstruowaną cechuje podwojona ilość relacji, a istnienie każdej z nich daje nam jakieś powody do zazdrości.

Jesteśmy zazdrosne o relacje (jaka by nie była) naszego partnera ze swoją eks – mamą dzieci. Jedne z nas, mają lżej, inne ciężej. W naszej sytuacji Nikodem jest w stałym kontakcie z mamą dzieci i przyznam, że przez pierwsze kilka miesięcy naszego związku miałam problem z kontrolowaniem zazdrości, a raczej mojej bujnej wyobraźni. Teraz zdarza nam się żartować na temat “hipotetycznego” powrotu Nikodema do swojej eks i wszystkich sytuacjach, które kobieca wyobraźnia potrafi podrzucić. Wiem jednak, że wiele z macoch, są w sytuacji, w której eks ich partnerów regularnie i aktywnie się narzucają, padają dwuznaczne sugestie i propozycje, a ich spotkania są dosyć ciekawe…

Zazdrość o czas! To jest zabójca! Nikt nie ma prawa was za to osądzać, więc i wy nie powinniście się katować! Każda z nas chce spędzić ze swoim ukochanym jak najwięcej czasu, pierwsze miesiące związku to motylki w brzuchu, buziaczki i pełne romantico, a w patchworku nie ma lekko. Wsadź sobie to romantico między dom, pracę, jego dzieci, jego eks, odebrania ze szkoły, wycieczki i zajęcia tylko dla niego i jego dzieci, a jak jeszcze masz swoje dzieci i swoje wycieczki to życie Ci powodzenia! Ustalenie grafiku jest sensowne, ale od razu Cię ostrzegam, że zabija spontaniczność i romantyzm… Wyobraź sobie planowanie seksu na konkretny dzień, bo w żaden inny nie da rady, bo… (tu wstaw sobie co zechcesz).

Zazdrość o dzieci to grząski grunt, nawet ja muszę uważać, co piszę i mówię, a jak wiecie mamy sporo rzeczy z Niko przepracowanych. To jest chyba rodzaj zazdrości, którym nie wolno, nam macochom, się dzielić publicznie. Dlaczego? A dlatego, że wtedy stajemy się suczyskami bez serca, co zabraniają ojcu kontaktu z dzieckiem, bliskości z dzieckiem, są egoistkami i w ogóle to potwierdzają się historie z bajek. Ubranie w słowa zazdrości o jego dzieci i jednoczesne niewywołanie huraganu Katrina graniczy z cudem. Cudem się zdarzają, ale uwaga… rzadko!

Dla przykładu, w naszym domu tematem nierozwiązanym, jest kwestia spania Nikodema z dziećmi. No kurde, staram się, jak mogę, ale w momencie, kiedy pada “Livia/Maks chce, żebym z nią/nim spał dzisiaj”, budzi się we mnie nienaturalna zazdrość. Na pytanie, dlaczego, powiem Ci, że nie wiem! Serio! Nie wiem!

 

 

 

 

ŻAL / ROZGORYCZENIE 

Powodów do żalu i rozgoryczenia są setki, ale z czego tak po prawdzie rodzą się takie emocje. Nie jestem psychologiem, ale z doświadczenia mojego i macoch mi znanych, to niezrozumienie, izolacja i frustracja przeradzają się w żal i gorycz, a te potrafią zmienić nawet najbardziej idylliczną rodzinę w emocjonalne szambo.

Możemy być rozgoryczone, bo jak byśmy się nie starały, nie uszczęśliwimy wszystkich, zawsze ktoś będzie miał problem. Rzadko kiedy, ktoś nam podziękuje, za to każdy jest pierwszy do oceniania. Mamy żal za to, że nie jesteśmy traktowane, tak jak byśmy chciały, czasem nie mamy zrozumienia ze strony rodziny, bliskich i przyjaciół.

Kiedy nie jesteśmy zazdrosne, to tłumaczymy sobie, że tak to już jest w patchworku, przez jakiś czas udaje nam się udawać, że to akceptujemy, ale jeśli tego nie przegadamy z naszym partnerem, to przeradza się to w żal i pretensje.

Dla mnie takim nieprzegadanym tematem był nasz plan tygodnia. Nikodem ustalał go z mamą dzieci i dzieciakami, ja byłam o nim informowana, a jakiekolwiek zmiany dochodziły do mnie w momencie nastąpienia zmian. Początkowo próbowałam zaczynać temat, uderzałam w mur obronny Nikodema i stwierdziłam, że w sumie to racja, może nie mam nic do powiedzenia na ten temat. Po kilku tygodniach eksplodowałam, rozgoryczona, pominięta w procesie decyzyjnym, zepchnięta na drugi plan.

Najlepszym rozwiązaniem, żeby uniknąć żalu i rozgoryczenia jest rozmowa, komunikacja i rozwiązanie sytuacji, w której czujesz się niekomfortowo. Zła wiadomość — takich “dyskomfortów” będzie sporo, bo patchwork to nowy grunt dla Ciebie, dla Twojego mężczyzny i dla jego i Twoich dzieci. Rada: nauczcie się rozmawiać i umiejętnie, pokojowo wyrażać swoje obawy i zastrzeżenia.

 

POCZUCIE WINY

 

To jest cwane uczucie! Pojawia się często wtedy, kiedy go najmniej potrzebujemy!

Czujemy się winne, gdy stawiamy dzieci nad swoim partnerem, partnera nad dziećmi, nasze dzieci ponad jego dziećmi, jego dzieci ponad swoimi… i tak można wymieniać przez kolejne kilka godzin. Konfiguracji jest niezliczona ilość.

 

Mamy wyjątkowy talent do obwiniania się za coś. Nawet wtedy, kiedy podążamy za rozsądkiem, głosem serca i jesteśmy święcie przekonane o swojej racji i poprawności danego zachowania, znajdziemy powód, żeby czuć się winną. No albo ktoś, to umiejętnie zrobi.

 

Kiedy przez długie miesiące budujemy relacje z pasierbami i nareszcie czujemy, że to jest to czymś, co sprawia, że zaczynamy się obwiniać, że może wchodzimy niepotrzebnie w rolę matki lub ktoś inny podsuwa nam myśl, że mieszamy dzieciakom w głowach.

Kiedy prosimy naszego partnera o weekend, czy cały tydzień razem, cieszycie się czasem, dobrze bawicie, ale jednak wiesz, że on tęskni za dziećmi, zaczynacie się obwiniać, że to wasza sprawka, wy go zabrałyście z dala od jego latorośli.

Nie powiem wam, jak pokonać to uczucie, bo sama ciągle się uczę nabierać dystansu do tego, co dzieje się w głowach innych ludzi, Nikodema w to włączając. Bardzo często na własne barki bierzemy zmartwienia i uczucia innych, bez potrzeby, ale jednak to robimy.

 

 

Do tej trójcy świętej dorzuciłabym jeszcze koleżankę złość i kumpla zza płotu strach. Te dwa jednak są naturalne i obecne w życiu bez względu na to, czy jest się biologicznym rodzicem, czy patchworkowcem. Tak więc moja droga macocho, jeśli dotrwałaś do tego momentu, chciałam Ci pogratulować panowania nad swoimi emocjami, albowiem sama dobrze wiem, jak ciężko czasem poskromić zazdrość, zapanować nad zalewającym Cię żalem i powstrzymać się od poczucia, że to wszystko Twoja wina. Chciałam Ci też powiedzieć, że jeśli puściły Ci nerwy, eksplodowałaś, wywołałaś huragan i zalałaś wasz patchworkowy świat morzem łez, to wiedź, że to też jest ok i rozumiem Cię. Tak, jak rozumieją Ci dziesiątki tysięcy macoch rozsypanych po dalekich krańcach świata. Jeśli zaakceptujesz to, że czasem możesz być zła, zazdrosna, rozgoryczona i że nie wszystko jest Twoją winą, to z czasem nakopiesz tej trójcy świętej do dupy i uśmiechniesz się na myśl o sobie sprzed kilku miesięcy czy lat.