Kolejna Wasza historia. Domyślam się, że w rodzinach patchworkowych takie historie występują dość często. Przedstawienie dzieciom nowego partnera lub partnerki wiąże się z ogromnym stresem. Dla każdego. Rodziców, dzieci, nowej osoby w tej relacji. Zapraszamy na Waszą Niedzielę.

Myślę, że bez wstydu mogę podzielić się z Wami moją historią. Ja 27 lat, on 46 lat. Od dwóch lat jestem w związku z mężczyzną, który ma
dwie córki, jedna 17 lat, druga 13 lat i nie ma rozwodu. Mieszkamy razem od listopada tamtego roku. Jego małżeństwo było nieudane, a ja z kolei nie dogaduję się z jego mamą, ma nam za złe, że jesteśmy razem.

Ja, wrażliwa osoba, mająca swoje zasady, po poznaniu mojego partnera schowałam je gdzieś głęboko.
Marząca o rodzinie, której nie miałam w dzieciństwie, czułam gdzieś w środku, że nie powinnam się ładować w coś takiego. No, ale stało się. Miłość wygrała.

Na co dzień można powiedzieć, że mamy udany związek. Razem dbamy o dom, mamy podział obowiązków i umiemy się dogadać.
Coś we mnie pękło.  Przyszły święta. W grudniu było nasze pierwsze Boże Narodzenie w naszym domu.
On oznajmił mi, że w drugi dzień Świąt zabiera swoje córki i jedzie z nimi sam do swoich rodziców.
Tak na marginesie, jego rodzice są po rozwodzie i są w nowych związkach małżeńskich.

Ta informacja mnie zaszokowała. No dobrze, ale czemu beze mnie?
Jego córki o mnie nic nie wiedzą. Mijają kolejne miesiące i sytuacja się nie zmienia, a jeśli pojawia się ich temat, to od razu zaczynamy się kłócić.
Próbowałam wiele razy dowiedzieć się, kiedy on im o mnie powie, bo już długo ze sobą jesteśmy. Zawsze odpowiada, żebym nie przekraczała cienkiej linii i, że to jego sprawa, kiedy im o tym powie. Nie wiem już, jak mam do niego dotrzeć.

Jakie są tego skutki?

Ano takie, że kiedy jedzie do swoich rodziców, to ja zostaję sama w domu. Zabrał je na narty, a ja siedziałam w domu. Czemu to piszę? Bo my nigdzie jeszcze nie byliśmy.  Trzy pojedyncze wyjazdy. A jedzie zazwyczaj z noclegiem. Wiem, że jest to dla niego okazja do spędzenia czasu z córkami, ale gdzie w tym wszystkim ja?

Były u nas parę razy, ale wtedy kiedy mnie nie było w domu. Pytałam, czy nie zadawały pytań o moje rzeczy. Powiedział, że nie, ale myślę, że mogły zapytać, a on odpowiedział coś wygodnego dla siebie.

Strasznie to przeżywam, bo wiem, że pokochałabym je bez problemu, a on stawia między nami mur i nie pozwala na żadne
kontakty. A one mieszkają w tej samej miejscowości i zapytałam go, co powie jak je gdzieś spotkamy przypadkiem, bo jeśli powie, że jestem jego znajomą, to nigdy mu tego nie wybaczę.

Potem stwierdził, że czeka aż los sprawi, że mnie poznają. Powiedział, że nie chce, żeby było tak, że one przyjadą i zobaczą mnie, bo to będzie szok i boi się, że mnie nie zaakceptują. Myślę, że to wcale nie chodzi o to, że mnie nie zaakceptują, ale o to, że mogą go znienawidzić oraz,  że nie będą chciały mieć z nim kontaktu.

Jemu jest wygodnie jak jest, a uczestniczy w ich wychowaniu. Powtarza, że są dla niego ważne. Wozi je rano do szkoły, odbiera z dodatkowych zajęć, zabiera na lody. Jest dobrym tatą. Jednak mi jest przykro, że nie mogę w tym uczestniczyć tym bardziej, że chciałabym też mieć rodzinę.

Co robić? Czuje się niechciana, czy ja jestem dla niego naprawdę ważna?

Stało się.

No i pewnego dnia, siedzimy w domu, ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam, a w drzwiach stała jego młodsza córka. Strasznie się
zmieszała, powiedziała „dzień dobry” po czym odwróciła i pobiegła do bramy. Zatkało mnie. Mówię do niego kto przyszedł i poprosiłem by poszedł za nią. Nie poszedł. Powiedział, że zadzwoni do jej mamy i zapyta, bo to na pewno ona kazała jej przyjechać.

Mama dziewczyn wie o mnie. Wie, że razem mieszkamy, ale nie znamy się osobiście. Zapytałam potem, czy zadzwonił, a on wybuchł mówiąc, że nie oraz żebym go o to nie pytała, bo to nie mój problem, tylko jego. Oburzona stwierdziłam, że przecież jego córka mnie zobaczyła i zapytałam czy będzie kłamał, czy może powie, że jestem jego sąsiadką?
Oburzył się, stwierdził,  że nie mam prawa mówić mu co mam robić, że nie życzy sobie takiego czegoś jak „idź za nią”, bo to nie są moje dzieci.

Zrobiło mi się przykro i stwierdziłam, że jakby to było moje dziecko to ja, w takiej sytuacji bym za nią poszła. Powiedział, że powie im o mnie, ale na pewno nie wtedy kiedy ja chcę.
Jaki to ma skutek? Taki, że nie czuję się ważna jako jego partnerka. Bo skoro nie powiedział o mnie swoim córkom to jakie on ma do mnie podejście?

Nie wiem, nie wiem jak się zachować. Boję się tego, że znowu gdzieś je zabierze, a ja zostanę
sama. Wiem, że to nie moje dzieci, ale uważam, że z nimi też możemy stworzyć rodzinę a przynajmniej żyć obok siebie.

Czy mogę prosić o rady? Nasz związek przechodzi ciężkie chwile.

—————————                  ————————                      —————————                ———————–        ———————–

Ja na początku też nie chciałem, aby moja nowa partnerka poznawała moje dzieci, wiem, że było to dla niej trudne, niemniej chciałem poczekać na odpowiedni moment. Chciałem, by dzieci się przyzwyczaiły do tego, że mama i tata nie są razem, by poczuły się relatywnie bezpiecznie, by ustatkowały się z myślą o dwóch domach i obojgu rodzicach kochających ich tak samo mocno, mieszkającymi oddzielnie.

Nasze dzieciaki były o wiele młodsze i tutaj musiałem być bardzo uważny, to ogromna zmiana. Odczekałem ponad pół roku, potem poznali moją partnerkę jako moją przyjaciółkę, która zaczęła być częścią naszego życia. Polubili się, z czasem mam nadzieje pokochali. A co Waszym zdaniem powinna zrobić nasza czytelniczka ?

Pozdrawiamy – Rock Daddy i Wydziarana Macocha

Zapraszamy do komentowania i dzielenia się swoimi historiami. Niedziela jest Wasza.