Analiza mojej choroby zdumiewa mnie coraz bardziej. zapędziłem się w kozi róg, o tym już pisałem w tekście Jestem Potworem. Zacząłem pracować z psychologiem i na starcie po prostu dałem sobie szansę i czas. Bez presji, bez żadnego przymusu, w jakiekolwiek dziedzinie życia. Zapędziłem się na maksa i chyba to mnie przyprawiło o depresję, o lęk. Przestałem racjonalnie myśleć, opowiem Ci dzisiaj do jakich wniosków doszedłem na starcie mojej drogi, mam nadzieję, do powrotu do zdrowia. Czas na zmiany, zmienimy więcej w mniej, ale lepiej. Minimalizm.

 

Ciągle za czymś biegłem, w zasadzie goniłem, a najważniejsze rzeczy i osoby mam obok siebie, mam wspaniałe dzieci, rewelacyjny związek, pracę marzeń i kocham to wszystko szczerze całym serduchem. Dwie dekady temu wykiełkował we mnie strach, czy sobie poradzę, czy będę kimś, czy osiągnę sukces, czymkolwiek on jest. Najpierw chciałbym Ci opisać pewne uczucie, które przejęło kontrole nad moim życiem i postrzeganiem samego siebie.  O samym odkrywaniu siebie na nowo będę pisał niebawem więcej, dziś chcę zapisać o czymś nieco innym.

Znasz to uczucie gdy kupujesz sobie coś nowego, gdy kupujesz nowy, lepszy telefon, nowszy samochód, gadget, mega fajny ciuch? Te podjaranie, tę ekscytacje, kocham to uczycie. Nierzadko znika ono bardzo szybko, a ja dalej chcę czuć się tak wyjątkowo.  To jeden z moich większych problemów. Mam wrażenie, że uczucie to zastąpiło we mnie coś co mogę nazwać akceptacją.

 

Zastanawiam się jak mogę czuć coś takiego bez konsumpcji. Bez zakupów, bez wydawania kasy? To tylko złudzenie szczęścia, a ja się na nie dałem złapać. Kupujemy rzeczy których nie potrzebujemy, mówimy sobie, że jest inaczej. Może warto zostawić tylko to co daje nam szczęście, dodaje jakąś wartość naszemu istnieniu. Zauważyłem, że jedyne co daje mi takie myślenie to stres. Ciagle coś chciałem kupować,  bo to mi pomoże w blogowaniu, pomoże w życiu, relacji, będę czuł się lepiej, wyglądał lepiej. Po co? Dziś po obejrzeniu na Netflixie The Minimalists zobaczyłem inną jakość życie. Czy to co kupuje daje mi jakąś wartość, czy nie, a może mi ją zabiera ?

 

 

Kojarzysz to uczycie gdy otwierasz email, dostajesz SMS, masz powiadomienie o komentarzu na fejsie?

Dopamina.

Chce tak się czuć, bez tych rzeczy. Po każdym zakupie czuje się cholernie zadowolony, a potem cholernie źle. I tak zauważyłem, że z czasem czuje coraz mniejszą radość, a potem coraz więcej żalu i smutku bo coraz mniej odczuwam przyjemność z tego, co kiedyś dawało mi kopa.

Chce pokazać dzieciom że kupowanie nie musi równać się  przerośniętemu konsumpcjonizmowi .Chciałbym pokazać dzieciom ze można szukać lepszej jakości, że życie nie polega na wprasowaniu się w środowisko jakie nas otacza czy oczekiwani innych. Nie zamierzam zostać mnichem, pozbyć się wszystkiego, ale już pozbywam się niepotrzebnych rzeczy. Mój minimalizm zaczął się od szafy, oddałem większość ubrań, obuwia, jakiś pierdółek do sklepu organizacji charytatywnych. Klaudia zrobiła podobnie. Z naszych szaf wyjechało 6-7 worków ubrań. Pozbywam się na bierząco wszystkiego, co nie daje mi wartości i rozmawiam o tym z córką. Czy uda mi się wychować “minimalistyczną” córkę? Nie wiem, ale Livia zdecydowała się oddać swoje zabawki i posegregować je. Umówiliśmy się, że na jakiś czas mamy deal: za jedną kupioną zabawkę, jedną starą musi oddać na potrzebujące dzieci.

Nawet jeśli nie wytrwam, nawet jeśli to nie będzie to, to dostaną lekcje jakiej nie miałem ja. Chcę im pokazać, że mogą sami szukać i podążać za głosem serca,  że posiadanie nie musi być kluczem do  szczęścia. Nierzadko uważamy, że potrzebujemy tych rzeczy które kupujemy, tylko dlatego, że wmawia się nam to.

Wróciłem do kontaktu z naturą, niebawem o tym większy wpis.

Posiadanie za mało nie jest dobre, bez kasy nie da się żyć, kiedy brakuje na życie, to nie ma mowy o byciu szczęśliwym, znam to, byłem tam. Ale posiadanie zbyt wielkiej ilości rzeczy też nie da nam szczęścia – wiem to z autopsji.  Zdecydowałem, że poszukam balansu. Dla mnie minimalizm to nie posiadanie niczego czy minimum, ale posiadanie jak najmniejszej ilości rzeczy, z jak największa wartością, czy będzie to użyteczność, sentyment czy wielofunkcyjność. Zatroszczę się o siebie, zapytam szczerze samego siebie o to, czy to, co chce kupić dodaje wartość mojemu życiu?
Czy sukces to pieniądze? Czy posiadanie spokoju w sobie i szczęścia jest sukcesem?

Mam chyba wszystko, czas na zmianę myślenia. Za jakiś czas opowiem ci o akceptacji, daj znać jak odbierasz ten tekst. Pozdrawiam. Walczę.

Ave