Dorośli się kłócą, strzelają fochy, czasem przeklną na siebie, nie mają ochoty rozmawiać ze sobą i jest to normalne. Dorośli, też się całują, trzymają za ręce, żartują i szepczą sobie do ucha coś, co sprawia, że się rumienią i to też jest częścią codzienności. To jaki obraz związku i relacji stworzycie, czy będzie sobie okazywać czułość, pokaże waszym dzieciom, jak ma wyglądać miłość. Zapamiętaj to, bo jest to prawda uniwersalna dla rodzin patchworkowych i standardowych rodzin nuklearnych.

 

 

Pamiętam moich rodziców chodzących z nami na spacery, często szli, trzymając się za ręce, jednak nie pamiętam, żeby poszli razem na kawę, do kina czy do restauracji. Pamiętam moich rodziców kłócących się, ale nigdy nie widziałam, aby się przy nas przepraszali. Nie mówię, że nigdy nie chodzili na randki i że nie potrafili przepraszać, tylko że mi tego nie pokazano. Jako dziecko czy nastolatka, nie myślałam o obserwacji relacji między ludźmi, to po latach w głowie odbywała się niezauważalna rekonstrukcja zdarzeń, która skutkowała powtarzaniem zachowań, do których byłam przyzwyczajona. Moi rodzice, nie potrafili ze sobą rozmawiać, dzisiaj z perspektywy czasu wiem też, że nie mieli wspólnych hobby, punktów stycznych. Dokładnie taki sam związek stworzyłam z moim eks, nigdy nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, nie potrafiliśmy się kłócić, wskutek czego nie potrafiliśmy się godzić. Nauczyłam się przepraszać za wszystko, tak dla świętego spokoju, bo tak robiła moja mama. Myślałam, że to normalne w związkach, że nie ma się wspólnych zainteresowań, a po pracy rozmawia się o zupie, praniu i nowym filmie na netflixie. Myślałam, że standardem jest oglądanie dwóch różnych filmów, w dwóch różnych pokojach, bo tak robią moi dziadkowie i przecież ciągle są razem. Życie w XXI wieku, w wielkim mieście, jakim był na tamten moment Londyn, zweryfikowało wszystko, o czym myślałam. Rozwiodłam się i musiałam od nowa zbudować obraz tego, jak może wyglądać relacja, miłość dwojga ludzi.

No więc, jak ma wyglądać miłość? Czy mamy okazywać sobie czułość przy dziecku? Jaki obraz powinniśmy pokazać naszym dzieciakom? Co robić, a czego unikać? 

 

Raz za razem, gdy Nikodem wraca z pracy, lub gdy wchodzę do domu, w którym on jest, ogarnia mnie spokój. Potem różnie bywa, stres codziennego życia, presja, zmęczenie, choroba lub czasem zwyczajnie zły humor sprawiają, że czar pryska i wkrada się rzeczywistość, jednak ten wspomniany spokój zawsze jest. Szokuje mnie to, nie wiem skąd ten spokój się bierze i często z Nikodemem nie dowierzamy, że jest, jak jest. Mamy swoje słabsze momenty, kiedyś mieliśmy takowe częściej, niż byśmy chcieli.

 

W początkowej fazie naszego patchworku, na kilka miesięcy po tym jak się poznaliśmy, zostałam przedstawiona dzieciom jako koleżanka Nikodema. Pisałam więcej o tym w poście o naszych początkach i poznaniu dzieci. Ustalone było, że tak się traktujemy przy dzieciach i koniec. Nie było mowy o jakimś buziaczku, trzymaniu za ręce, „kochanie” czy heheszkach. Po kilku może kilkunastu tygodniach takiego stanu wkurzyłam się i zapytałam Nikodema, czy gdyby do domu weszła jego faktyczna koleżanka lub kolega, przyjaciel, ktoś z rodziny to przywitałby tę osobę suchym „Cześć” bez podania ręki, przytulenia czy buzi w policzek? Nikodem dostał olśnienia, zdał sobie sprawę, że pokazuje swoim dzieciom jakiś przerysowany, fałszywy obraz tak podstawowej relacji, jak przyjaźń! Od tamtego momentu, naturalnie, z tygodnia na tydzień, miesiąca na miesiąc nasza relacja ewoluowała, nie tylko w naszych oczach, ale przede wszystkim w oczach dzieci.

Systematycznie, ale nie na siłę dodawaliśmy takie elementy, jak złapanie się z rękę, dotknięcie po plecach, siadanie obok siebie i uśmiechanie się do siebie przy tym. Z czasem przyszedł buziak na powitanie, wymsknęło się jakieś “kochanie” czy “skarbie”. Przestaliśmy “inscenizować” nasze życie, bo dzieci patrzą. Ta zmiana była nam tym bardziej potrzebna, kiedy postanowiliśmy ze sobą zamieszkać. Spójrzmy prawdzie w oczy, dzieci nie są głupie, łatwo skojarzą, że Klaudia to chyba ktoś ważniejszy, niż koleżanka skoro tata postanawia z nią zamieszkać.

Nikodem wytłumaczył Livii, że w życiu czasem tak bywa, że mama i tata się już nie kochają, że nadal kocha ją i Maksa, ale kocha też Klaudie. Padło pierwsze “Kocham Cię Klaudia” przy dzieciakach i tak zostało do dzisiaj, mówimy to sobie i dzieciom non stop.

 

czułość przy dziecku

 

Nie uciekamy od bliskości przy dzieciach, nie chowamy się po kątach po to, by dać sobie buzi. Okazujemy sobie czułość przy dzieciakach, oczywiście bez przegięć, nie chcemy ich zakłopotać. Często, kiedy leżymy przytuleni, zapraszamy dzieciaki do zbiorowego przytulaka. Staramy się nie kłócić przy dzieciach, ale jak już komuś puszczą nerwy to głośno mówimy „przepraszam, nie powinnam/em tak mówić. Porozmawiamy o tym później”. Opowiadamy sobie żarty i śmiejemy się, jeśli są odpowiednie dzielimy się nimi z Liv. Uczymy dzieciaki tego, że czasem ktoś może mieć zły dzień, może być chory i potrzebuje przestrzeni. Pokazujemy dzieciom, jak ma wyglądać miłość, przez okazywanie jej sobie przy nich.

 

Psychologowie mówią, że kluczem do sukcesu każdej rodziny patchworkowej jest stawianie miłości między dorosłymi na pierwszym miejscu, docenianie jej i dbanie o nią, nawet jak dzieciaki dają czadu, proszą o uwagę i wchodzą nam na głowę. Nie zaboli nikogo przytulenie drugiej osoby czy buziak zaraz przed tym, jak powie “Kochanie, idę się pobawić z dzieciakami”. Traktowanie waszego związku jako priorytet w praktyce to bardzo prosta i naturalna sprawa, jeśli związek jest zdrowy oczywiście. Nikt nie sugeruje Ci, żeby zacząć ignorować dzieciaki, olewać ich potrzeby, czy odcinać od siebie. Dzieci w patchworku potrzebują, uwagi, kochania, ale potrzebują też poczucia bezpieczeństwa. Jaki jest lepszy sposób na pokazanie tego, jak nie udowodnienie im, że tworzycie szczelny, solidny związek i że obojgu wam zależy na waszym i ich szczęściu? Uświadomicie im, że od teraz mama/tata i ojczym/macocha grają w tym samym zespole, że jesteście kapitanami drużyny, w której oni są najważniejszymi zawodnikami.

 

Pokażcie to dzieciakom przez drobne gesty jak trzymanie się za ręce przy nich, pomaganie sobie w pracach domowych, przytulenie się. Opowiadajcie im o tym, co ciekawego robiliście razem, kiedy ich nie było i pytajcie, czy chcieliby się przyłączyć. Jeśli w każdy poniedziałek planujecie razem jedzenie na tydzień, zapytajcie, czy chcieliby wam pomóc przy następnej okazji. Powiedzcie dzieciakom o tym, że w weekend, kiedy ich nie będzie, idziecie na randkę. Pokażcie, że się kochacie, okazujcie sobie czułość przy dziecku. Dlaczego macie to robić? Bo to normalne!!!

 

Jeśli będzie unikać waszej ludzkiej natury, bliskości, wspólnego czasu, śmiechu, drobnych nieporozumień i szczerych przeprosin, kiedy dzieciaki są w domu, to będziecie nie tylko je okłamywać, ale też będzie zachowywać się nienaturalnie, a one to wyczują. Problem w tym, że będą siebie winić za zmianę atmosfery w domu, za zmianę zachowania rodzica i macochy. Nie oszukujmy się, wkurzona macocha to nic przyjemnego 😉

 

jak ma wyglądać miłość

 

Pamiętajcie moi drodzy patchworkowcy, wasza miłość i relacja są podstawą domu, jaki budujecie dla dzieci. Jeśli ta miłość was uszczęśliwia, sprawia, że jesteście lepszymi ludźmi, rodzicami to uszczęśliwi ona też wasze dzieci! W pośredni i bezpośredni sposób. Uśmiechnięty i zadowolony z życia rodzic, jest skory do zabawy, jest cierpliwszy i wyrozumialszy, a przede wszystkim pokazuje on swoim dzieciom, jak ma wyglądać miłość. Buduje on w oczach dziecka obraz, który może ono nieświadomie rekonstruować w dorosłym życiu, bez uszczerbku na zdrowiu i szczęściu.