Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego tak mocno zmieniamy się, zostając rodzicami? Gdy jednak zostajemy rodzicami dziecka wymagającego dodatkowej opieki, nasze życie nabiera całkiem innego wymiaru. Opowiem Ci dzisiaj jak skąd we mnie tyle optymizmu i szczęścia i dlaczego to nie jest nic niezwykłego.

Ostatnio zacząłem bardzo mocno rozmyślać o przyszłości, zmianach we mnie i o moich dzieciach. Nasz syn kilka dni temu skończył dziesięć lat. Pamiętam, jakby to było wczoraj, gdy na porodówce w Londynie przecinałem pępowinę. Pamiętam, gdy pierwszy raz złapał mnie za palca. Jego dłonie były takie malutkie, pomarszczone, paznokcie ostre, a on smacznie spał, gdy potem już trzymałem go na rękach.

 

Czy potrafisz rozśmieszyć Boga?

 

Dekada. To niesamowite ile może się zdarzyć w tym czasie.

 

Kiedy nasz syn został zdiagnozowany z autyzmem i niepełnosprawnością intelektualną, patrząc z perspektywy czasu, wydaje mi się, że stanąłem na wysokości zadania. Zaopiekowałem się jego mamą, nim samym. Postanowiłem dokonać zmian w swoim życiu, by lepiej móc w stanie mu pomóc. To był cios, niemniej uderzenie, które nastąpiło i siła popchnęła mnie do przodu.

Dziesięć lat późnej kładę swoje dzieci do łóżek, patrzę na swojego syna z miłością i słyszę: Daddy? Swimming? Tomorrow? (Tato,pływać, jutro?) Dla mnie taka komunikacja to powód do dumy, to momenty, w których moje serce topnieje jak ser w piekarniku. Więź, jaką tworzymy dla mnie, jest wyjątkowa. Tak, wiem, że Maks ma autyzm i opóźnienie, niemniej jestem z niego cholernie dumny. Nie dlatego, że idzie do przodu, nie dlatego, że ma lepszy dzień, zamiast gorszego. Dlatego, że jest moim synem, którego kocham nad życie. Tak samo jest z jego siostrą.

Jedziemy autem, on patrzy przez okno, ogląda mijające nas samochody, ludzi budynki. Ja do niego mówię, opowiadam mu, że za trzydzieści kilka dni jedziemy na wyprawę, że zaraz w domu zjemy śniadanie po basenie, opowiadam mu wszystko. On wydaje się nie reagować, czasem powie – yes. To nie jest istotne dla mnie, stajemy na światłach. Kładę mu moją otwartą dłoń na nodze, on przykłada swoją do mojej. Chwytam go za rękę, uśmiecham się do siebie, po czym podnoszę jego dłoń i go całuję w nią. Kocham cię synku, jesteś moim największym przyjacielem. Pamiętaj o tym zawsze.  Ruszamy na światłach.

 

Dlaczego zmieniać się?

 

Kiedyś, Woody Allen napisał: Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach. Ja zamieniłbym słowo Bóg, na los czy cokolwiek podobnego. Niemniej uważam, że słowa, które wypowiedział Woody Allen, możemy tylko brać do siebie do pewnego stopnia. Jako rodzice, jako partnerzy, ludzie, to od nas zależy, w jaki sposób odpowiemy na pojawiające się w naszym życiu trudności.

Jak co drugi dzień oraz w każdy weekend są u mnie dzieci. Stoję w kuchni, leję kawę do kubków, widzę w przedpokoju moją córkę. Patrzy mi w oczy, a ja puszczam jej oko.
Podchodzi do mnie i pyta: Tato co robisz?
– Robię kawę, a co?
Przytula się do mnie szybko i zostawia mnie kontynuującego nalewanie tym razem mleka do kawy.  Przez moją głowę przeszedł impuls, gdy mnie przytuliła, oboje poczuliśmy się dobrze, ciepło nam na sercu. Odkładam karton mleka i wołam ją do siebie. Kucam, a następnie klęczę i gdy moja córka wraca, przytulam ją mocno, całuję w policzek i mówię: Kocham Cię skarbie, jesteś najfajniejszą dziewczynką, jaką znam.
Potem, tak przytuleni przez chwilę rozmawiamy o tym, jak jej mijał poprzedni dzień. Niby nic wielkiego, niemniej to jest coś, co w mojej pracy zawodowej nazywamy zestrojeniem.
Musiałem się tego nauczyć, musiałem zacząć być uważny, zacząć wychwytywać te sygnały płynące od moich dzieci.

 

Czy potrafisz rozśmieszyć Boga?

 

Szersze grono.

 

Gdy każda osoba z autyzmem czy innym dodatkowym sprzężeniem jest jednostką niepowtarzalną, jak każdy z nas, to co nas powinno łączyć to radość i docenienie siebie nawzajem jako ludzi, rodziców, przez pryzmat codzienności, która czasem w niektórych przypadkach jest trudniejsza. Gdy widzę innych rodziców z niepełnosprawnym dzieckiem, czy chorym uśmiecham się do nich z iskrą i czasem nawet szczerą łezką w oku. To coś w rodzaju, niewypowiedzianego – wiem, jak się możesz czuć, dlatego wysyłam dziś ci uśmiech pełen ciepła.

Nie ma to nic wspólnego ze współczuciem, to zwyczajnie coś, co oznacza: nie oceniam, rozumem, życzę słońca.

 

 

Relacja

 

Kiedyś wydawało mi się, że rozstanie to będzie dla mnie koniec świata. Okazało się, że za rogiem czaiła się dla mnie niesamowita niespodzianka. Dość szybko otarłem łzy, nawet rzekłbym, że za szybko. Niemniej nie żałuję. To niesamowite mieć przy sobie przyjaciela, kogoś, kto cię rozumie, bawi. Kogoś, z kim chcesz spędzać każdy dzień, kto nigdy cię nie nudzi. Kto tak jak ty kocha towarzystwo tej drugiej osoby. Ma podobne poczucie humoru, z kim możesz milczeć lub krzyczeć z radości.

 

 

Żyjemy tylko raz. Ale czy na pewno?

 

Kiedyś byłem zgorzkniały, wiecznie wkurzony na świat i ludzi. Dziś, gdy teoretycznie mam więcej problemów i trudności w życiu niż siwych włosów na głowie umiem cieszyć się życiem. Kiedyś przeczytałem, że podobno żyje się tylko raz. Wolę myśleć nieco inaczej. Umiera się tylko raz, żyje się każdego dnia, gdy tylko rano otwieramy oczy, każdego dnia na nowo.

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.