Czyżbym zwariował? Mam wrażenie, że wszystkie lata z moich 38 przeżytych były zwyczajnie błądzeniem po omacku. Wszystko to, co znałem i wiedziałem okazuje się nieistotnym i mało ważnym kawałkiem czegoś, co musiałem w sobie odkryć. Przez ostatni rok, niemal każdy dzień obserwowałem zmiany, jakie zachodzą w mojej głowie i z każdym dniem próbowałem znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania.

Czym jest moje szczęście i po co, ja żyję?

Co jest dla Ciebie ważne? Co sprawia, że czujesz się szczęśliwy? Czy jesteś zadowolony z pracy w korporacji, zarabianiu dużej ilości pieniędzy, pozwalających ci żyć na pewnym poziomie i być osobą o pewnym statusie? Czy może należysz do tych, co nie biorą życia nazbyt serio i liczy się dla nich dobry czas z przyjaciółmi, miłosne dramy, imprezka co weekend i szczycisz się wyrywaniem panienek lub facetów, by poprawić swoją samoocenę?
A może zwyczajnie ciśniesz, jak nakazał ci kołcz i mówisz wszystkim, że nie rozumieją cię, bo są na innym poziomie i kasa jest wyznacznikiem wszystkiego? Co sprawia, że wiesz, czy jesteś szczęśliwy i co jest dla ciebie wyznacznikiem kierunku życia, do którego chcesz dążyć?

Pomyślisz, że do reszty odjechał mi peron i moje antydepresanty i problemy zdrowotne wymagają leczenia psychiatrycznego bardziej, niż wpisów na blogu o swoich przemyśleniach. Przeglądam media społecznościowe i widzę, że nowi kołcze, nowi eksperci od zarabiania on line mają swoje żniwa. Tak, sam znam kilku, którzy robią swoją robotę i nie są oszustami, żerującymi na naiwności innych. Niemniej, jest masa takich, którzy nie mając nic, nie dając innym nic, zabierają im wszystko inne. Bezpieczeństwo, godność, poczucie własnej wartości, wiarę w ludzi i siebie samych. To cholernie trudne i bolesne.

Czym jest szczęście i po co żyjesz?

 

Dziś miałem sesje z moim psychologiem, rozmawialiśmy o smutku, celach w życiu, umiejętności odnajdywania tego, co nam sprawia radość w życiu i dawaniu tego samego innym.

Ostatni rok był dla mnie przełomowy. Depresja i problemy ze stanami lękowymi sprawiały, że stałem się uważny i zacząłem żyć świadomiej, porzuciłem dotychczasowy styl życia, który namawiał mnie do robienia więcej, mocniej i szybciej. Nauczyłem się odpuszczać, odnajdywać inspirację i szczęście nawet w rzeczach z przeszłości, które wtedy były dla mnie zwyczajnie częścią codzienności.

Pamiętacie moją pierwszą książkę Słowo na A? Napisałem ją z potrzeby serca, z potrzeby wylania z siebie emocji, które we mnie tkwiły po diagnozie Maksa. To był proces żałoby, przechodzenia od diagnozy do akceptacji. Zmian w nas wszystkich. Dziś wróciłem w rozmowie z psychologiem do momentu wydania książki, do wieczorów autorskich w kraju, podróżach, spotkaniach i niesamowitych ludziach, którzy identyfikowali się z tym, co napisałem w książce. Widzieli w niej swoje emocje i swoje historie.

Dziś widzę więcej, rozumiem więcej. Wtedy nie miałem pojęcia dlaczego, dziś już wiem dlaczego zrobiłem to wszystko.

 

Czym jest szczęście i po co żyjesz?

Gdy wyszła moja książka, miałem okazję doświadczyć wielu wspaniałych momentów. Wyleciałem ze Szkocji, by spotkać się z czytelnikami i promować Słowo na A w Polsce. Czy wspominałem Wam, że odwiedziłem Poznań, Łódź, Gdańsk, Warszawę, Kraków, Opole i kilka innych miast? Nikt mi za to nie zapłacił, nikt mi nie zapłacił za loty, za bilety PKP, za hotele i czas z dala od mojej rodziny.

Sprzedałem przez ostatnie trzy lata, bez jakiejkolwiek płatnej promocji około 2000 książek, sam kupiłem prawie setkę i rozdałem czy rozesłałem po znajomych. Książka, którą wydałem, mnie samego kosztuje nieco ponad 15 zł, wiecie, jakie są stawki w wydawnictwach dla „pierwszaków” bez wielkich nazwisk?
Poczytajcie, zazwyczaj miedzy pięć, a dziesięć procent dostaje autor książki. Łatwo policzyć, jakie to koszta. Jeśli kiedykolwiek, ktoś zarzuci mi chęć wzbogacenia się na sprzedaży książki rodzicom dzieci z autyzmem, zwyczajnie go wyśmieję. Filmy promocyjne do książki kosztowały mnie tysiąc złotych. Oddałem wiele ze swoich oszczędności, by ten przekaz mógł dotrzeć do wielu ludzi. By książka dotarła do rąk rodziców, takich samych, jak i ja.

Całe to pisanie, całe nieudolne nagrywanie i planowanie kolejnych rzeczy to moja pasja, to coś, co chcę robić, dla innych. Sprawi mi to ogromną satysfakcję, daje poczucie dzielenia się wiedzą i swoimi doświadczeniami z innymi. Jeśli to, co robisz w życiu, może pomóc choć jednej osobie to warto, a jak pomoże trzem, stu czy kilku tysiącom? Jak wielki impakt może mieć na świat nasze robienie dobra i dzielenie się wartością, którą mamy w sobie.

Minimalizm nauczył mnie, by odrzucić wszystko, co nie dodaje wartości mojej egzystencji. Ja z kolei, chciałbym dzielić się swoim doświadczeniem zawodowym i zmieniać swoje życie, przy tym wspierając zmiany w życiu innych. Autyzm mojego syna pozwolił mi na zmianę kierunku, depresja pozwoliła na głębsze dotkniecie tematu.

Wartości, jaką dają mi moje doświadczenia są nie do oszacowania. Dziękuje każdemu, kto kupił moją książkę. Jeszcze bardziej chciałbym podziękować tym, którzy ją przeczytali i podali dalej.

Czym jest szczęście i po co żyjesz?

Wiem, po co żyję, chcę dzielić się swoimi doświadczeniem, wspierać innych w dążeniu do odnalezieniu w sobie spokoju. Bogactwem jest bycie szczęśliwym, bogactwem jest umiejętność życia zgodnie ze sobą, wbrew temu, co mówią inni, bez strachu o opinię innych. Oceny, bycia i życia w zgodzie z sobą. Nie bójmy się szukać, eksperymentować, bójmy się tego, że nigdy nie zrobiliśmy nic dla siebie.

Niedawno usłyszałem od czternastolatka — Chciałbym pokazać mojej mamie, że będę kimś, kupić jej dom w podziękowaniu za to, jak mnie wychowała.
Cholernie piękne i smutne zarazem. Zdaje sobie sprawę, że mama kocha go bezwarunkowo, niemniej warto żyć dla własnego szczęścia, nie dla pokazania tego, że zadowolenie kogoś innego niż ty sam, jest definicją szczęścia.

Czym więc jest moje szczęście i po co ja żyję?

 

Moje szczęście to dzielenie się swoimi doświadczeniami, pomyłkami, instrukcją przechodzenia przez trudności i pokonywania przeszkód. To też upadanie i wstawanie silniejszym, to smutek po stracie, po depresji, to lęk zmuszający mnie do przeanalizowania swojego życia, momentów z niego i wyciągnięcia lekcji na przyszłość. Moje szczęście to pozwolenie sobie na poklepanie się po ramieniu i powiedzeniu sobie — Kurcze, Nikoś dałeś radę, wstałeś i do tego dałeś znać innym, jak upaść by nie bolało aż tak mocno. Moje szczęście to odkrywanie i droga, którą pokonuję.

A po co ja żyję? To raczej temat na inny wpis, niemniej powiem Ci, że jedno jest pewne. Ja, nie żyję dla samego siebie, choć żyję nie przejmując się co powiedzą o mnie inni. A ty wiesz już co jest twoim szczęściem i po co żyjesz?

 

 

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.