Długo nosiłem się z zamiarem napisanie tego tekstu, nawet teraz mam mieszane uczucia, dlaczego? Już wszystko wyjaśniam poniżej. Jest na fejsie grupa, a w zasadzie parę grup i fanpage Dzielny Tata. Dla mnie jest to miejsce bardzo smutne, mroczne, pełne frustracji i facetów, którym wstydziłbym się postawić piwo. Gości, którym daleko do bycia dzielnymi, a jeszcze dalej do bycia tatami. Miejsce, gdzie dzieci są ostatnim punktem na liście priorytetów.

Oczywiście będzie lincz i hejt. Zdaję sobie sprawę, chcę jednak napisać, że nie wszyscy są źli, zepsuci, zaślepieni złościom i rządzą zemsty. Spotkałem tam facetów na poziomie, wymieniliśmy parę emaili, uprzejmości, podzielili się swoją historią i swoją walką o to, by móc widywać swoje dzieci, by być traktowani jak tata, a nie przeszkoda. Współczuję Wam, mam nadzieje, że uda wam się dogadać z matkami Waszych dzieci, być tym o czym marzycie. Ojcami własnych dzieci, którzy mogą je przytulić, pogłaskać, dać im swojej miłości bez strachu, kiedy będą mogli zobaczyć się kolejny raz ze swoimi dzieciakami. Naprawdę łączę się z WAMI.

Niestety większość gości jest przeżarta chęcią zemsty, są wypełnieni żółcią, zgorzkniali i zepsuci do cna, z postawą roszczeniową, wulgarni i infantylni. Dyskusje, jakich jestem świadkiem, przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Nie raz próbowałem rozmawiać, pytać, dlaczego tak się zachowują, dlaczego są tak brutalni i winią cały świat za ich nieszczęście. To bardzo depresyjne miejsce, to miejsce, gdzie uchodzi całe zło z tych gości, to zakątek internetu, do którego lepiej nie zaglądać. Nie ma tam konstruktywnej pomocy, nie ma tam braci w misji, są tam frustraci, którzy najchętniej widzieliby swoje ex martwe, sami chętnie zabraliby dzieci i bez skrupułów zachowaliby się tak samo, a nawet gorzej.

Rozmawiając z tymi kolesiami, włos jeży mi się na głowie i reszcie ciała. Dla nich jedynym słusznym wyrokiem jest zemsta, połowa z nich przyznaje, że mieszka z daleka od dzieciaków, o które tak walczą, a wyjechali sami, bo praca jest ważniejsza od ich dzieci, głupie wymówki jak dla mnie. Gość mieszka 400 km od dziecka, wyprowadził się w czasie ciąży i gra wielkiego tatka. Kiedy uznałem, że czas skonfrontować tę część towarzystwa to padały bluzgi, w najlepszym wypadku standardem okazało się zbiorowy okrzyk obronny rodem z poradni dla zachwianych nastolatków: Ty i tak nie zrozumiesz lub coś, co pojawiło się nie raz: Syty głodnego nie zrozumie. Wybaczcie chłopcy, bo na miano faceta nie zasługują takie typy, rzucacie bluzgami, wyzywacie matki swoich dzieci od najgorszych szmat, poziom merytoryczny tego, co tam się dzieje jest niższy, niż głębokość rowu melioracyjnego, ale wy kurna toczycie wielką walkę.

Żodyn , powtórzę, Żodyn z Was nie jest gotów, żeby być ojcem. Wybaczcie, ale nie zasługujecie na słowo “tata”. Oczywiście mam na myśli tych wszystkich krzykaczy, klepiących się po plecach nawzajem, szukających winy za własne niepowodzenia w całym świecie i swoich ex. Żeby być ojcem, żeby móc być ze swoim dzieckiem trzeba być stabilnym emocjonalnie. Trzeba się ogarnąć, trzeba mieć w głowie coś więcej niż sieczkę i żółć. Idziecie na sejm, bluzgacie na sędziów, ogarnijcie własne głowy, potem ogarnijcie resztę.

Oczywiście w tej całej masie oszołomów są ojcowie, którzy walczą, którym nie wyszło, którzy zostali w jakiś sposób ofiarami bez swojej winy, naprawdę Wam panowie współczuję, jednak myślę, że z tymi, którzy krzyczą najgłośniej, możecie tylko stracić. Oszołomów nikt nie bierze na serio, Oni Wam nie pomogą. Oni tylko chcą krzyczeć, drzeć koty, wyrywać dzieci dlatego, że im się należy. Zasada jest jedna, krzykiem i bluzgami jeszcze nigdy nikt nic nie ugrał.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To, że mi się udało i że nie dałem się ponieść emocjom, żółci, żalowi zawdzięczam tylko i wyłącznie swoim dzieciakom. Po rozstaniu skupiłem się na nich, tylko oni się liczyli i liczą, dla nich odłożyłem żal i emocje na dalszy plan, skupiłem się na tym by moje relacje z ich mamą, jak i z nimi były wzorowe. Nie było łatwo, zmieniłem swoje życie o 180 stopni, jednak dziś widzę tego efekty. Dzieciaki kochają mieszkać u mnie, jak i u mamy — wychowujemy naprzemiennie, choć ja sam wymyśliłem inny termin na to – Współrodzicielstwo. Wiem, że prawo w Polsce pozostawia wiele do życzenia w tej kwestii, jednak jest to do zrobienia. Żadna osoba o zdrowych zmysłach nie będzie odsuwał rodzica, gdy dziecko będzie beneficjentem lokowanych uczuć i będzie stabilne emocjonalnie. Ja wiem, że zdarzają crejzolki, ale panowie krzykacze. Ogarnijcie się!

Zabieranie dziecka matce, na rzecz ojca to paranoja. Współrodzicielstwo, mediacje, współpraca

Na fejsie 5 tys oraz 11 tys, na akcje przychodzi 100, tych co krzyczą, ci co nie mają nic lepszego do roboty.

Ojcowie i  ci drudzy …krzykacze.

Ave