26 maja – dzień matki. Dzień, który kojarzy mi się z rwanymi na szybko kwiatami bzu z ogródka sąsiada i pierwszymi próbami pieczenia ciast dla mamy. Dzień, w którym mam nadzieje, jeszcze długie lata będę słyszeć głos mojej mamy. 2 czerwca – dzień macochy. Czy, aby napewno jest to dzień, w którym usłyszymy “Dziękuje, że jesteś”?

 

 

Na świecie Dni Macochy są ustanowione różnie, ale w większości krajów zachodnich jest to pierwsza niedziela po dniu matki. Gdyby przyjąć tę zasadę, w Polsce byłby to 2 czerwca. Jakoś wątpię, że na dzień po Międzynarodowym Dniu Dziecka ktoś będzie świętował moją obecność w życiu dzieci. Bo tym właśnie jest dzień matki, taty, babci i macochy — świętowaniem obecności danego członka rodziny w życiu dziecka, bez tego dziecka nie byłoby czego świętować.

Przeszukując polskie strony, rzuciła mi się w oczy data 27 lipca, ale powiem szczerze, że nie byłam w stanie tego w żaden sposób potwierdzić. Kiedy wpiszecie w Google “dzień macochy”, znajdziecie kupę artykułów i żadnych konkretów. Za to na pierwszej stronie wyszukań jest zapytanie na forum kafeteria “Jak zniszczyć dzień macochy?”. Pocieszające bardzo, na całe szczęście, w wątku nie było żadnych odpowiedzi.

 

W Stanach Zjednoczonych jest piękna historia Dnia Macochy — w 2000 roku 9-letnia Lizzie Capuzzio napisała wraz ze swoją macochą list do Senatora. W liście napisała, że chce obchodzić dzień macochy i czy mogłoby to być oficjalnie obchodzone w pierwszą niedzielę po dniu matki. Senator przedstawił list od Lizzie na zebraniu Senatu i jako wsparcie dla ojczymów i macoch od 2000 roku, pierwsza niedziela po dniu matki jest dniem “Rodzica Patchworkowego”

 

Nie ma szans na takie piękne, rozczulające historie w Polsce, niestety nasz system nie ogarnia innych rodzin niż rodziny nuklearne, ale wszystko w naszych rękach. Z roku na rok macoch jest w Polsce coraz więcej. Joanna Cieśla w felietonie “Dzień Macochy” przytacza liczbę 15 tysięcy rocznie, są to oczywiście dane urzędu statystycznego i nijak mają się do rzeczywistości.

 

Samouwielbienie, czy błaganie o uwagę? 

 

Czym tak naprawdę jest taki dzień macochy, czy też dzień ojczyma? Z goryczą w głosie muszę przyznać, że to mieszanka samouwielbienia i błagania o to, żeby ktoś zauważył nasze starania.

Przez większość roku robimy swoją robotę, pomagamy przy wychowaniu dzieci, pomagamy w pokryciu kosztów ich utrzymania, sprzątamy w domu, gotujemy, bawimy się, zabieramy na zajęcia pozalekcyjne, konie i basen. Przez 365 dni podejmujemy i akceptujemy decyzje podjęte przez wzgląd na dzieci, dzielimy dom i przestrzeń z nieswoimi dzieciakami, czasem pozwalamy im nam wejść na głowę, czasem uciekamy od odpowiedzialności. Tak, macoszki i ojczymowie mają opcję powiedzenia “To nie moje dzieci, to nie moja odpowiedzialność” i wiele z nas te słowa czasem wypowiada. Jednak te z nas, z których ust częściej padają deklaracje w charakterze “Nie moje dziecko”, poprzez brak zaangażowania rezygnują z przywileju, lub odpowiedzialności bycia “rodzicem patchworkowym”. Tym samym nie oczekują specjalnego dnia dla nich.

Ja wiem, że nie każda macocha jest taka sama, są te z nas, które sprawują minimalną opiekę nad dziećmi, lub też nie sprawują jej wcale. Czasem dzieci są u nas tylko w weekendy, lub 2 razy w miesiącu. Dlatego na potrzeby tego wpisu użyłam zwrotu “mama patchoworkowa” jako odniesienie do macochy na maksa zaangażowanej w wychowanie dzieci i sprawienie, że wyrosną na dobrych ludzi.

I teraz powiedzcie mi, czym różnią się w staraniach od biologicznych mam, mamy patchworkowe? Czym różnią się od ojców, zaangażowani ojczymowie? Trzema rzeczami: nie brali udziału w poczęciu dziecka, spędzają z dziećmi mniej czasu niż rodzice biologiczni, a co najważniejsze ich pasierbowie są świadomi tego, że rodziców mają tylko jednych. Powtarzane im to jest na każdym kroku, baa…. sama powtarzam Livi “mamusię masz tylko jedną”, a potem chowam w pokorze głowę we własne ramiona i zmieniam temat. Jakiekolwiek próby tłumaczenia dzieciom przez macochy i ojczymów, że mogą ich kochać, jeśli chcą, są zbyt często traktowane jako atak na instytucję matki i ojca. Nie odzywamy się, żeby dzieciak nie powtórzył i nie narobił nam problemów.

 

dzień macochy

 

Nasze zaangażowanie jest od nas oczekiwane, jest pożądane. Nasi znajomi patrzą na nas z podziwem, nasi partnerzy (jeden z biologicznych rodziców, z którym jesteśmy związani) są z nas zadowoleni i dumni, znane nam matki mówią “Jeśli kiedyś by nam się nie powiodło z X, to chciałabym, żeby moje dzieci miały taką macochą jak Ty”. Zawsze doceniam takie słowa, jednak prawda jest taka, że nie ma takiej mamy, która jest w stanie sobie wyobrazić, jakby to było, gdyby dzieci miały macochę, zanim by ją faktycznie miały.

Sprawa jest prosta, tego jednego, specjalnego dnia dla nas nie ma. Możliwe, że nigdy nie będzie. Tylko czy to ma znaczenie?

Musimy nauczyć się funkcjonować w dni mamy, taty, święta, bo one będą się powtarzać co roku. Więc moje drogie macochy, moi drodzy ojczymowie, przygotowałam wam 5 zasad, aby znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły do przetrwania takich dni.

 

Jesteś numerem dwa

Bycie macochą/ojczymem jest jedynym zajęciem, w przypadku którego nie ma znaczenia, jak bardzo będziesz się starać, zawsze będziesz numerem dwa. Nie próbuj się ścigać z rodzicem biologicznym, bez względu na to, czy jest on/ona rodzicom roku, czy kompletnie niezaangażowana/y w życie dziecka. Pielęgnuj w swoich pasierbach pojęcie tego, że mają mamę i tatę, mają też Ciebie, jeśli tylko zapytają i zechcą.

 

Nikt nie będzie patrzył na Ciebie jak na rodzica

Dla dzieci bardzo długo będziesz koleżanką/kolegą, ewentualnie z czasem zmieni się to w “taka niby mama/taki niby tata”. Dla szkoły zawsze będziesz “Tą panią”, więc nie obrażaj się, że nie jesteś zaproszona na obchody dnia matki do szkoły, szkółki niedzielnej lub gdy nie dostaniesz imiennego zaproszenia na teatrzyk szkolny i wyprzedaż ciast.

 

Nie uszczęśliwisz wszystkich

Nie oszukujmy się, macochy nie mają najlepszej opinii publicznej. W najgorszym wypadku widzą nas jak macochy z kopciuszka, w najlepszym i tak nie masz pojęcia o byciu matką. Filmy pokazują nam beztroskie macochy, a ty narobisz się od cholery, żeby to wszystko jakoś wam wychodziło.

 

 dzień macochy

 

Jeśli jesteś dobra dla dzieci i im coś kupujesz, to ktoś Ci wypomni, że próbujesz sobie na siłę zaskarbiać ich względy, Jeśli angażujesz się w ich wychowanie, to powiedzą Ci, że dzieci już mają matkę. Jak nie będziesz się zajmować dziećmi i umyjesz ręce od odpowiedzialności, to znaczy, że masz to w dupie i jesteś złą kobietą, do tego bez serca.

NIE MA BALANSU! NIE DOGODZISZ WSZYSTKIM!

 

Niech się partner zajmuje urodzinami, świętami, dniami matki i innymi takimi.

Mniej bólu i zaangażowania dla Ciebie. Wiem, że będzie dumna z siebie, ja też jestem. Cieszę się, że staje nad podziałami i zabieram Liv do sklepu, by kupić dla mamy prezent na dzień matki, urodziny czy święta. To jest super i w ogóle, ale nie licz na to, że to samo wydarzy się na Twoje urodziny, na święta itp. Doceniaj siebie każdego dnia, albowiem jedyną osobą, która wie, ile dajesz z siebie, ile poświęcasz, jak się angażujesz i ile główkujesz, jesteś TY! Jeśli będziesz miała szczęście, to za kilka lub kilkanaście lat usłyszysz od dorosłych już, pasierbów “dziękuje”

 

Jesteś wartościową osobą, nawet jeśli nikt jeszcze o tym nie wie!

Bycie macochą lub ojczymem to trudna sprawa. Ja to wiem, wiedzą to też inne macochy i ojczymowie, ale tutaj się to kończy. Pogódź się z tym, że wiążąc się z partnerem z dziećmi, wybrałaś taką, a nie inną drogę. Nie możesz prosić o uznanie, bo sama zdecydowałaś się na takie życie. Twoje zaangażowanie i wartości, nie będą od razu zauważone, ale to jest jak długoterminowa inwestycja — jeśli poczekasz parę lat i będziesz dawała radę, to zobaczysz owoce swojej pracy. Możesz nie być rodzicem biologicznym, możesz nie dostawać laurek, kwiatów i bombonierek, ale możesz codziennie patrzeć na dzieciaki, które dzięki Twojej postawie, zaangażowaniu, obrazie miłości i dobroci budują swój światopogląd.

 

Proszę Cię tylko o jedno mój drogi rodzicu patchworkowy, Ty sam/a uwierz w swoją wartość, w swoje znaczenie dla świata tych dzieci. Niedaj sobie wmówić, że nie masz znaczenia, że nie masz na nic wpływu. Nie pozwól, by brak uznania sprawił, że dasz z siebie mniej, że zrezygnujesz. W dniu, który nazwiesz dniem macochy/ojczyma wyjdź na kawę, kup sobie kwiaty, idź na browarka i do kina. Przebij sobie piątka, poklep po ramieniu i powiedz “Robię zajebiście dobrą robotę”.