Dziś dzień ojca, choć ze mną a pokaże Ci, dlaczego nie celebruje tego dnia i dlaczego sprawia mi przykrość istnienie takiego święta.

Jestem ojcem i jestem tatą. Jeśli śledzisz tego bloga, to zapewne wiesz, że tak naprawdę mam trójkę dzieci. Dwójkę tych, które wychowuje naprzemiennie – oraz jestem ojcem czternastolatka z poprzedniego związku. Świetnego gościa, z którym od niedawna mam kontakt i z którym miałem okazję się spotkać po raz pierwszy, kilka tygodni temu. 

To ogromna różnica między byciem ojcem, a tatą. I tu, i tu czuję, że mogę zrobić i nauczyć się więcej. Wiecie, jako nastolatek wyobrażałem sobie, że w przyszłości będę miał wspaniałą rodzinę. Żona, dzieci, relatywne szczęście. Wydawało mi się, że będę mógł zabierać syna na jakieś zajęcia sportowe czy coś, czym będzie się interesował, będąc fajnym ojcem, który potrafi być także kumplem dla swojego dziecka. A jeśli chodzi o córkę, chciałem pokazać jej jak być gentlemanem, jak powinien zachowywać się porządny facet, który podchodzi do kobiet z szacunkiem.

Jednak zanim to nastąpi, to uważałem, że muszę się wyszaleć. Łamiąc serca i nie raz traktując moje dawne partnerki w sposób bardzo przedmiotowy, gdzieś w środku czuję ciągle niesmak do samego siebie. Przecież nie można tak po prostu od zaraz stać się wzorem dla swoich dzieci, posiadając taką przeszłość.
Prawda?

Dorośnięcie zajęło mi jakieś trzydzieści lat mojego życia. Czasu nie cofnę, większość dziewczyn przeprosiłem, dorosłem i zmieniłem to, jak się zachowuje. Niesmak pozostał oraz wstyd, bo tata nie jest taki czysty jak łza. Dla mnie ma to znaczenie. Co do dnia ojca, to nie czuje się wystarczająco dobrym ojcem, by celebrować ten dzień w jakiś szczególny sposób.

 

Dzień Ojca - nie dla mnie.

 

Mam tak wiele do nauczenia się, tak wiele do zrozumienia i niestety ta nauka nie rzadko opiera się na metodzie prób i błędów. Kiedy mój niepełnosprawny syn próbuje mi coś zakomunikować, używając mowy, gestów czy PECS’a, a ja nie potrafię go zrozumieć, czuje się naprawdę strasznie.
Kiedy moja córka nie potrafi mi powiedzieć o swoich emocjach, gdy widzę, że coś jest nie tak, nie czuję się dobrym ojcem, powinienem przecież wiedzieć. Powiesz, że za bardzo się przejmuję, za bardzo wbijam sobie jakieś schizy w głowę. Być może, jednak widząc, jak wielu ojców zwyczajnie przeżywa swoje życie obok, traktując czas ze swoimi dziećmi jako coś na kształt kary czy ostatecznej ewentualności, chcę być najlepszym ojcem dla swoich dzieci.

 

Z moich marzeń los sobie zadrwił, pierwszy związek pozostawił mnie z dala od syna. Głównie z mojej winy. Kolejny pokazał mi, jak ważne są w moim życiu dzieci, jednak on też zakończył się po 11 latach. Obecny jest patchworkiem, który działa i jest fantastyczny, co nie zmienia faktu, że dla moich dzieciaków początki ich poznawania świata i wartości są już nieco inne.

 

Gdzieś w środku czuje, że ich zawiodłem.

Mojego syna z pierwszego związku, przez moją nieobecność, oraz moje dzieci za to, że nie dałem im szczęśliwej tradycyjnej rodziny. Choć system, w jakim się wychowują, jest najlepszym z możliwych w tej sytuacji, jakaś część mnie, gdzieś w środku czuje wstyd, że nawaliłem.
Wstyd, że nie dałem rady sprostać swoim marzeniom, planom i wyobrażeniom.

Trochę to głupie, a jednak boli. Kolejna rzecz, która gdzieś mnie gniecie to czas bez dzieci. Wychowujemy nasze dzieciaki we współrodzicielstwie.
Zazwyczaj zostają u nas w poniedziałki na noc, środy i z soboty na niedziele, aż do wieczora. Wakacje dzielimy po równo z mamą naszych dzieci. W tym roku wypada, że pierwsze dwa tygodnie ma ich ona, potem ja mam ich dwa tyg. i znów po tydzień ona i ja (w Szkocji wakacje trwają 6 tyg). Tak samo ferie zimowe i jesienna przerwa, naprzemiennie.

Dzień Ojca - nie dla mnie.

 

A mimo wszystko, gdy wyjeżdżamy gdzieś, gdy dzieci są z mamą, ja czuje się cholernie winny. Czuje się niewystarczająco dobrym ojcem, czuje z jednej strony radość, że ten układ działa, z drugiej, że ten układ jest w jakimś stopniu tylko kompromisem życia, doświadczanym przez nasze dzieci.
Nie celebruje dnia ojca, przyjmuje prezenty i uściski od dzieci, jednak w jakiś sposób, ten dzień mi przypomina o tym, że nie mogę przestać się rozwijać jako ojciec, że mogę być lepszym, uważniejszym, rozsądniejszym tatą, jak i kumplem dla dziecka, którego jestem biologicznym ojcem.
Zwyczajnie, w dzień ojca widzę szklankę do połowy pustą, w resztę dni do połowy pełną. Zawsze można być lepszym ojcem i tatą.

Taka moja refleksja na Dzień Ojca.