Cisza przed burzą - dlaczego się nie odzywam i gdzie jest Rock Daddy?

Dawno mnie tu nie było, kilka dobrych miesięcy. Nie przestałem jednak pisać, tworzyć kontentu. Nie odzywam się tutaj, zniknąłem, ale w tym samym czasie jestem obecny nieustannie w social mediach. Czy to cisza przed burzą? To może dziś o tym, gdzie jest Rock Daddy, dlaczego tu się nie odzywam i co porabiałem przez ostatnie prawie pół roku. 

Niby nieobecny w polskiej blogosferze, niezbyt zaktualizowany, wrzucany bardziej dla hecy czy od niechcenia kontent na Rock Daddy, mimo tego udało się nam wraz z DDTVN nagrać kapitalny materiał –  nie o autyzmie, a o zmianie w życiu, walce o lepsze jutro i wstawaniu po upadku. Rozmowa trwała dobrą godzinę, na antenę poszło jakieś 4 min, niemniej to bardzo ważne 4 minuty.

Zobacz sam/sama:

 

Tu link to dobrej jakości prosto z DDTVN – https://dziendobry.tvn.pl/a/rockandrollowy-pan-przedszkolanka-z-powolania-sciezke-rozwoju-zawdziecza-autystycznemu-synowi

Dlaczego ważne 4 minuty? Dlatego, że rozmawiamy z Maciejem o sprawach istotnych, o tym jak ojcostwo zmienia, o tym, że nie należy się nigdy poddawać i że depresja nie musi być kojarzona ze smutkiem i brakiem wsparcia.

Co nowego? To samo!

 

Siedzimy w domu od sześciu tygodni, Covid19 także dotarł do Szkocji. Mam cholerne szczęście, że pracuje z domu w tym czasie i że w pierwszym tygodniu lock down’a zdecydowaliśmy się kupić piętnastoletniego Forda Transit’a i powoli z resztek starych mebli, kilku wycieczek do sklepu budowlanego, ogromnej ilości czasu wolnego zbudowaliśmy sobie marzenie – spełniliśmy je wspólnie, ja, Klaudia i dzieciaki.
Zbudowaliśmy kampervana i jak tylko będziemy mieli oficjalne dane o zniesieniu kwarantanny – skorzystamy i ruszymy na wycieczkę. Najpierw jedna, potem kolejne, sami, z dziećmi, po Szkocji, Norwegii, po całej Europie. Bo możemy. Bo życie jest za krótkie by odkładać kasę do skarpety na stare lata. Chcę oddychać powietrzem, które wybiorę wraz z widokiem z łóżka w naszym wanie. Mamy w nim podwójne materace sprężynowe, lodówkę, kuchenkę na dwa palniki i grill. Mamy lampki, możemy wejść na dach i pić kawę o świcie, ruszać dalej w podróż, oraz nocować gdzie mamy ochotę.

A tu małe wideo:

Praca z ojcami.

Pracuje z domu, gdy trzeba to dowożę jedzenie, pieluchy, czy inne potrzebne rzeczy. Wspieram ich telefonicznie, załatwiam dodatki, rozmawiamy dużo. Niestety Covid wszystkich mocno zablokował. Nie wątpię, że będzie miało to ogromny wpływ na zdrowie mentalne nas wszystkich, na światową ekonomię. Nie martwię się tym, martwię się tym, co tu i teraz, jak będzie wyglądała ta nowa normalność – powrót do poprzedniej normalności nie wchodzi w grę. Globalne ocieplenie, brak odpowiedniego balansu między pracą a życiem, czasem z rodziną.
Ja, czuję powiew zmian, czuję, że coraz bardziej odstaję od codziennego biegu za dolarem, mam plan na przyszłość, na życie z bliskimi, na kontakt z naturą i samym sobą.

Odkrywam nowe rzeczy. 

Zacząłem jogę, praktykę codziennego oddychania i zimnych pryszniców. Ogólnie staram się zahartować ciało, odpowiednio odżywić mój organizm jak i umysł. Jestem w trakcie odbudowy odporności swojego organizmu. Używam metody Wim Hofa. Poczytaj, mi pozwala to dotlenić mózg, przyzwyczaić ciało do chłodu, zbudować  odporność. Jestem zachwycony rezultatami. Wim stracił żonę w wyniku depresji, kobieta, którą kochał, matka jego dzieci, żona, wyskoczyła na ich oczach z 8 piętra. To zmieniło wszystko. Ja też chcę zmienić wszystko, nie chcę zostać pochłonięty przez moją depresję. Szukam odpowiedzi na pytanie – jak wyzdrowieć?

Zobacz sam.

Zwariowałem

Dostosowuje się do nowej rzeczywistości, moje lęki szukają przyszłości i zastanawiam się, jak będzie wyglądało nasze życie po Coronie. Covid mocno wpłynął na nasze dzieci, szczególnie na odbieranie świata przez Maksa. Nie ma co się dziwić, skoro dla nas dorosłych to trudny okres, jego świat zmienił się ze stabilnego w totalnie niezrozumiały i niestabilny, inny. Smutne to cholernie, niemniej możemy tylko, albo aż, wspierać nasze dzieci, tłumaczyć co się dzieje i uspokajać.

Skupiłem się na przyjaźniach, na byciu, zakochałem się w życiu na nowo. Odkryłem Quebonafide i jego muzykę, dużo śpię, nie jem mięsa, myślimy z Klaudią o zakupie psa.

Pisanie

Dalej piszę bloga, ale po angielsku, jest on bliski mojemu sercu, choć blogowanie w UK i ogólnie blogowanie w języku Szekspira to inna liga. Nie liczą się zasięgi, ilości followersów, to nie ma znaczenia. Rynek wygląda totalnie inaczej. Tu liczy się Domain Authority i relacje budowane latami. Nie oczekuję sukcesu w blogowaniu przez najbliższą dekadę, ale ma to swój wymiar. Jest to cel, sama droga jest nim.

Moja książka jest dostępna po angielsku na całym świecie przez Amazona. Dodatkowo ma świetne recenzje i to mnie cieszy. Zobacz sam. Masz znajomych anglojęzycznych : zaproś ich do przeczytania The A Word 

Zauważyłeś/aś, że ten post jest napisany inaczej?

Zwyczajnie, czuję się inaczej. Tak jakoś lekko.
Dbaj o siebie. Dziękuje że jesteś tutaj, mimo wszystko.

 

 

 

 

 

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.