Jest OK, że nie jest OK. Ja też jestem popsuty mentalnie. Nie ma się czego wstydzić.

 

Od paru miesięcy, zmagam się z trudnościami w temacie zdrowia fizycznego, męczy mnie to cholernie, przeszkadza i dołuje na maksa. Ciągły ból i szum w uszach strasznie irytuje, zabiera radość życia. Już od grudnia, moje uszy, zatoki i gardło szwankują, próbowałem niemal wszystkich antybiotyków na rynku, moja historia choroby jest długa niczym papier toaletowy. Dbam o siebie, chodzę do doktorów, szukam też innych rozwiązań. Mówię o tym otwarcie, normalne prawda? A co z psychiką?

Od paru dni, nie jestem w stanie pracować, prowadzenie auta wymaga ode mnie wymierzenia okienka między dawkami leków. Jestem płaczliwy, wszystko sprawia mi ogromną trudność, ból i szum w uszach dobija mnie, nie pozwala spać. Nie jestem sobą, mentalnie czuje się coraz gorzej, coraz mniej mnie cieszy, coraz mniej zwracam uwagę na świat wokół mnie. Od pół roku wszystko nasila się, jestem drażliwy. Parę miesięcy temu rozmawiałem z szefem, musiałem się wygadać. Moje życie jest wbrew pozorom poukładane.

 

Jednak nasze życie to nie tylko tu i teraz, to nie tylko dbanie o zdrowie fizyczne prawda? Nie jest OK. Co ja teraz z tym zrobię?

 

Jest OK, że nie jest OK. Ja też jestem popsuty mentalnie.

 

Mała retrospekcja

 

Mam za miesiąc trzydzieste siódme urodziny. Moje dzieciństwo, różniło się od dzieciństwa moich rówieśników, wychowywali nas niesłyszący rodzice, w czasach szkolnych niezbyt dobrze dogadywałem się z rówieśnikami, nie pasowałem do nich, szkoła średnia okazała się totalnym nieporozumieniem, wyprowadzka z domu w wieku szesnastu lat, potem tułaczka, narkotyki, alkohol, detox, MONAR , terapia uzależnień i dopiero osiemnaste urodziny. Myślę, że moja głowa do “osiemnastki” przyjęła wiele zawodów, smutków, trudnych momentów, Potem wyjazd do wielkiego miasta, parę lat bycia zagubionym życiowo. Wreszcie emigracja w wieku 23 lat, nowy kraj, nowa kultura, kupa stresu na start. Aklimatyzacja, nauka języka, mordercze tępo pracy i życia, nie mniej alkoholu niż poprzednio.

Parę lat relatywnego spokoju, związek, rozterki sercowe, gnanie za kasą by starczało, narodziny syna, trudności w małżeństwie, poprawa, narodziny córeczki, diagnoza syna, zmiana kraju z Anglii na Szkocję. Od tego momentu ponowne rozpoczęcie od początku i walka z trudnościami po diagnozie. Potem chwila spokoju i znów bomba, rozstanie z żoną  po 11 latach bycia razem. Zmiana wszystkiego, pracy, mieszkania, strach przed nowym i stratą dzieci –  jedyna rzecz, która się nie zmieniła to moja miłość do nich.

 

Czy byłoby czymś niezwykłym, gdybym zmagał się w takim przypadku z depresją, nerwicą, atakami paniki. Czy byłoby czymś niezwykłym, gdybym miał jakiekolwiek problemy mentalne? W życiu. Czy po takich przejściach, moja głowa mogła by być, mentalnie nie do końca sprawna?

 

Jest OK, że nie jest OK.

 

JEST OK, GDYBY NIE BYŁO OK.

 

Dlaczego nie dbamy o własne głowy? Dbamy o własne ciała, troszczymy się o zdrowie fizyczne publicznie, opowiadamy o tym. A o zdrowiu psychicznym milczymy. Dlaczego? Tak, wiem. To tabu, oceniani przez innych, stygmatyzowani. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy, to my sami nie dbamy o własną głowę. Nie pozwalamy sobie na odpoczynek, prace nad emocjami i radzenie sobie z nimi profesjonalnie.

 

 

Moje oczy widziały wiele, moja głowa nie raz odmawiała posłuszeństwa, nie raz milczałem kiedy powinienem się odezwać. To twarz z problemami natury mentalnej. Ja też jestem popsuty, gdzieś tam w środku. Jest OK, że nie jest OK. Nie raz doświadczałem nerwicy, ataków paniki, myśli samobójczych, depresji i uzależnień. Nie raz nie wiedziałem co dalej, co ze sobą zrobić. Ja także czasem powiem coś co może nie mieć dla ciebie sensu, mam doły i nie rozumiesz moich zachowań. Jest to część tego, z czym się zmagam.

Dla nas, to codzienna walka, cierpienie i świadomość że nie jest z nami OK, dziękuję tym którzy rozumieją, chcą być dla nas, wysłuchać nas i starają się nas zrozumieć. Proszę rozmawiajcie o tym. Sprawmy, że dyskusje o mentalnych problemach nie będą tabu, niech staną się codziennością, jak rozmowa o zwichniętej kostce czy zwykłym siniaku. Proszę, otwórzmy usta zanim będzie za późno, to zapobieganie samobójstwom, tragedii i alienacji. To, musi zacząć być normalne. Nie wstydźmy się, nie osądzajmy.

Wstydzę się o tym mówić bo zostane osądzony, osądzam bo nie znam tematu i boje się tego czego nie znam. To błędne koło. Poruszyłem ten temat na swoim Instastories i nie byłem w stanie uwierzyć jak wiele prywatnych wiadomości dostałem od Was. Jak ważne i głębokie są Wasze historie. Dziękuję że dzielicie się tym tak otwarcie. Kochani, mam wniosek jeden. Mamy jedną głowę i nie bagatelizujmy tego co się w niej dzieje.

 

 

Nie ma spraw za małych. Nie zamiatajmy pod dywan swojej przeszłości czy problemów które pojawiły się dawno temu. Jeśli nie jest OK, to nie jest. Koniec kropka. Dodając fakt, że jest się rodzicem, konkluzja nasuwa się sama. Jeśli wstydzisz się próbować naprawić swojej głowy, dla siebie, dla dzieciaków, to jaki wpływ może to mieć na twoich najbliższych?

 

 

Pisząc ten wpis uświadomiłem sobie, że od ponad roku nie korzystałem z pomocy swojego psychologa, jutro mam spotkanie. Czas ponownie zadbać o głowę. Nie wstydzę się tego. Tobie, radzę to samo, jeśli cokolwiek cię męczy. Między innymi, zacząłem studiowanie counselling’u ( poradnictwo) by móc wysłuchać innych i być pomocny.

 

Jest OK, że nie jest OK!