Stworzyłem potwora, bezlitosnego kata, który nie wybacza. Jestem potworem, ale czy na pewno to ja go stworzyłem, czy może świat mi pomógł? Zapędziłem się w kozi róg. Tak mi się bynajmniej wydaje.

 

Wybaczcie, ale będę starał się to jakoś zrozumieć, przeanalizować, jak zwykle wyrzucić to z siebie, może to przyniesie ulgę. Zacząłem pracować z psychologiem, jestem na antydepresantach i ostatnie dwa tygodnie dałem sobie totalnie luzu. Jedynie o co dbam to moi najbliżsi i ja sam.

 

Zastanawiam się czego zabrakło i skąd stan w którym się znalazłem, skąd tak głęboka depresja i stany lękowe uniemożliwiające funkcjonowanie w codziennym życiu. Nie oczekuje że zrozumiesz, że poczujesz z czym się mierzę. Przestałem się martwić czy ktoś tu zagląda już dawno, czy ktoś ma inną opinię. Whateva’

Ostatnie parę lat cisnąłem, chciałem osiągnąć coś co pozwoliłoby mi poczuć się wyjątkowo, lepiej, poczucie bycia lepszą wersją siebie doprowadziło mnie do zatracenia rozsądku w tym wszystkim, zatraciłem się w dążeniu do czegoś nieokreślonego. Przestałem sam dla siebie być życzliwy, dobry i wyrozumiały. Zacząłem traktować siebie niczym niewolnika, biczowałem się za każdy moment w którym nie cisnąłem, w którym robiłem za mało, zbyt mało efektywnie, bez odpowiednich rezultatów. Nie potrafię odłożyć czegoś na potem, na później, podzielić odpowiedniej uwagi na rzeczy ważne i mniej ważne. Sam dla siebie jestem potworem spod łóżka, czyhającym z rana, żeby złapać mnie za nogę i wciągnąć bagno “lepiej, więcej, musisz, za mało…” itd.

 

 

Na pierwszym planie są zawsze dzieci i tutaj nie ma wątpliwości, potem Klaudia i moje pisanie i kreowanie wszystkiego co jest z tym związane, to co kocham najbardziej. Potem na tym samym poziomie była praca i mocne zaangażowanie w wsparcie innych rodziców. Jako Dad’s Worker angażuje się z całego serca w moje relacje z nimi.

Zabrakło chyba troski o samego siebie, przestałem być życzliwy dla samego siebie, przestałem w sobie dostrzegać życzliwość dla samego siebie, przestałem o sobie dobrze myśleć, bo jak można myśleć o sobie dobrze kiedy zawalasz wszystko, wszystko to co narzuciłem sobie ponad moje siły. Dziś nie jestem tym samym facetem który radzi sobie z wszystkim, dziś ja potrzebuję wyrozumiałości i chwili oddechu.

Brakuje mi ukochania jak to mawia Qczaj, brakuje mi fizycznie bliskości, od której tak mocno uciekałem, bo przecież nie ma na to czasu, to nie odpowiednie. Żeby było jasne, nie mówię tu o relacji z moimi dzieciakami, one zawsze otrzymują to od swoich rodziców i macochy.

 

Czuję się jak człowiek którego nikt nigdy nie kochał, który nie doświadczył bliskości, dobra i miłości. Dlaczego?

 

Bo sam dla siebie byłem katem, oprawcą, totalnym dupkiem, zbywając w sobie najmniejszą potrzebę bliskości i życzliwości. Katowałem się brakiem wyrozumiałości. Ostatnio podczas sesji z psychologiem powiedziałem, że zwalniając czuję się jakbym marnował czas, bo przecież zmarnowałem tyle lat jako młody człowiek.

 

Zrozumiałem w tym samym momencie, że takie myślenie zabije mnie. Co może się stać jeśli dziś zwolnię, a przez najbliższy rok, dwa nie podejmę się zrobienia niczego nowego, nie osiągnę spektakularnych sukcesów i co jeśli te rzekome sukcesy i tak są tylko tak widziane w mojej ocenie. Dla innych dalej będę tym samym człowiekiem, Nikodemem który kocha ludzi i swoje życie.

Muszę nauczyć się zwalniać, odpuszczać, odpoczywać, przestać nakładać na siebie presję, muszę nauczyć się bycia odważnym, bo odwagą jest pójść w nieznane, zatrzymać się, przestać się biczować, przestać się bać, że zostanę gdzieś z tyłu, za wszystkimi. Kim są w zasadzie ci “wszyscy”?
Nikim, to tylko iluzja w mojej głowie, mam wspaniałych przyjaciół, wspaniałe życie, jestem kochany, czy na pewno chcę się dalej biczować bo nie napisałem posta, nie skończę książki w tym roku, przerwę studia, przestane wymagać od siebie boskiego ciała, wielkich zmian i skupię się na sobie?

 

Czy to nie brzmi jak depresja spowodowana zbyt wielką presją świata, który nam się sprzedaje w magazynach i telewizji?