Jesteś totalnym zerem. Kiedy wreszcie to zrozumiesz?

Opowiem Ci historię, która przydarzyła się gościowi, którego kiedyś poznałem. Zwyczajny, przeciętny koleś, który w życiu dokonał kilku niewłaściwych wyborów. Bo, kto przechodzi przez życie bez małego nawet potknięcia? Prawda? Brak rozsądku mógł doprowadzić go do utraty zdrowia lub życia. Dlaczego?

Chłopak, o którym mowa był nastolatkiem. Jak wielu takich, kochał się w każdej napotkanej dziewczynie, miał swoją grupkę znajomych, z którymi pił alkohol, popalał papierosy i nie tylko, czasem zażywał narkotyki. Jak już wspominałem, zwyczajny siedemnastolatek, urodzony jeszcze przed upadkiem komunizmu w Polsce.

Wspominaliśmy nasze największe życiowe fuck upy i wtopy, które mogły kosztować nas wszystko, nawet śmierć.

„Bierzesz garść psychotropów, popijasz alkoholem i bawisz się na całego. Przystanek Woodstock, ten pierwszy w Żarach, czyli 1997 rok. Narkotyki można było wymienić na alkohol. Alkohol na narkotyki, sex był na wyciągnięcie ręki, co chwile słyszało się jęki dochodzące z namiotów. Nasza ekipa miała w butelkach po napojach czysty spirytus, rozrabialiśmy go z kranówką, zapijaliśmy napojami. Prawdą jest, że dzieciaki, które biorą i piją, wiedzą jak ogarnąć używki na takim festiwalu. Wtedy Woodstock był festiwalem gdzie oprócz wspaniałej muzyki, można było dostać również wspaniałe narkotyki. Ocean narkotyków, nie nie mówię tu o zwykłej trawce.

Połknąłem garść psychotropów, zapiłem spirytusem i ruszyłem pod scenę. Niewiele pamiętam z tego festiwalu, ale wiem, że byłem do końca. Potem nawet doczepiłem się do pielgrzymki na jasną górę, taka była impreza. Miałem kieszenie wypchane tabletkami, a w przerwach na odpoczynek, dokupywałem sobie po małpce wódeczki. Było ciepło, bardzo, to było naprawdę gorące lato. W pewnym momencie idąc po ulicy, nagle poczułem odpływ sił. Zamknąłem oczy i poczułem uderzenie. Chyba upadłem. Cisza, ciemność, pustka.

 

 

Otwieram oczy, wokoło mnie migają światła, nie słyszę nic, ktoś świeci mi w  oczy, ktoś wkłuwa mi się w żyły. Robi się znów ciemno, cicho pusto.

Cisza przez długi czas.

Znów otwieram oczy, jestem w łóżku, nie mogę się ruszyć, światło mnie razi, nie mogę otworzyć oczu, ktoś mnie woła, widzę dwie niewyraźne postacie, jestem nieprzytomny. Nie mogę się dobudzić, nie mogę z nimi porozmawiać, moja głowa chce im powiedzieć- widzę was, słyszę was, nie odchodźcie- moje ciało znów ginie w ciszy i nicości. Ciemność totalna, cisza.

Spoconego, potarganego bólem i dreszczami, w stanie delirium, bez sił, jestem targany przez jakiegoś olbrzyma w białym kitlu niczym kukłę do pomieszczenia gdzie stała wanna. Nie było nawet okna, zero naturalnego światła, a zamiast tego stara jarzeniówka, która co kilka sekund mruga, dodając wszystkiemu psychodelicznego klimatu. Nie było lustra, na ścianach kafelki, które widziały niejedno, popękane, pożółkłe, brudne.

Lodowata posadzka i gorąca woda w wannie.

Wpadam do wanny, lekko się budzę — Pomóc Ci — Pyta olbrzym- Poradzę sobie — pada odpowiedź.Zapada cisza, obraz staje się niewyraźny, dźwięki mocno przytłumione, wielka łapa olbrzyma łapie mnie za włosy i wyciąga głową spod powierzchni wody. Zimno mi. Zapada zmrok, odgłosy szamotaniny i bluzgi stają się coraz cichsze, oddalają się i zapada błoga cisza.”

Okazało się, że gość popłynął. Po festiwalu jeszcze zabalował tak mocno, że padł nieprzytomny, ocknął się w karetce, a potem na oddziale. Przedawkował narkotyki i alkohol, ledwo udało się go odtruć. Gdyby nie szybka reakcja innych, nie byłoby co wspominać.

Dziś ten sam gość ma fajną pracę, niesamowite dzieciaki, pasje i radochę z życia. W języku angielskim jest takie fajnie słowo, które pasuje do tego, w jaki sposób tacy ludzie odbijają się od dna:

– RESILIENCE

Elastyczność, żywotność, umiejętność, która pozwala na powstanie z zaliczonej gleby, nie ważne jak mocny był ten upadek.

 

Kiedy wreszcie to zrozumiesz?

 

Każdy z nas zna takie osoby. Osoby, na których inni postawili kreskę, skreślili, które po takim zdarzeniu zostały zaszufladkowane, które słyszały — Z niego już nic nie będzie, Stoczył się, Nie daje mu zbyt wielkich szans.

To bardzo krzywdzące. Kim jesteśmy, by zabierać innym możliwość popełniania błędów, kim my jesteśmy, by decydować o tym, że czyjeś pomyłki są niewybaczalne, decydując o tym, czy ktoś podniesie się po tym, czy nie? Dlaczego nie raz jesteśmy surowi dla innych, a dla sobie dajemy nieograniczony kredyt zaufania. Po życiowych fuck upach czujemy zazwyczaj złość na siebie samych i cholerny wstyd. Nie potrafimy spojrzeć ludziom w oczy, sobie w twarz. A gdyby tak, powiedzieć — fakt, zjebałeś, ale żyjesz, wyszedłeś z tego, starasz się wyciągnąć z tego lekcje. Żyjemy w świecie pełnym pułapek, nałogów, chorób. W świecie, w którym legalnie możemy kupić truciznę, jaką są papierosy, a zabraniamy używania medycznej marihuany.

Jako ludzie możemy wiele wytrzymać, wiele przejść. Śmierć dziecka, rodzica, wypadek, tragiczne koleje losu, choroby, samotność czy nawet “modną” podobno tych czasach depresję. Potrafimy przejść wiele, mimo tego odnaleźć szczęście i iść dalej przez życie. Zamiast skazywać kogoś na niebyt, podcinać skrzydła, wspierajmy i podajmy rękę.

Ojcowie, z którymi pracuje, nauczyli mnie wiele, wychodzili z uzależnień, odsiadywali wyroki, a potem zmieniali swoje życie, gdy zostawali ojcami, potrafili zawalczyć o swoje dzieci, mimo tego, że cały świat, który znali skazywał ich na pożarcie. Mimo wszystko, wbrew wszystkiemu i wszystkim. Oni nauczyli mnie pokory, otworzyli oczy i pokazali, że nie ma w życiu niczego złego w wyciąganiu lekcji z własnych pomyłek.

Ja w swoim życiu popełniłem masę fuck upów. Całe mnóstwo. Historia opisana wyżej to moja własna historia. Miałem 16 lat. Dziś mam 38 i zapewne kilka błędów zdążę popełnić. Ocenisz mnie? Nazwiesz przegrywem?

Powiesz mi: Jesteś zerem. Nie raz to słyszeliśmy. Nic z tych rzeczy- jestem totalnym człowiekiem, potrafię się podnieść z gleby.

 

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.