To miał być post typowo wakacyjny, opisujący naszą wyprawę z dzieciakami do Agadiru. Jednak w czasie pisania stwierdziłem, że będzie to post wakacyjno-życzliwy. W ciągu jednego dnia spotkało nas tyle dobra. Tak wielu ludzi wyszło nam na przeciw i wyciągnęło pomocną dłoń. Bez nich, ten dzień mógłby być dużo trudniejszy. Dla nas, a przede wszystkim dla naszego Maksa. Wyjazdy z dzieciakami mogą być dość stresujące. Szczególnie gdy mamy dwójkę dzieci w dość młodym wieku. Z kolei wakacje z dwójką tak różnych dzieci, jak w naszym przypadku to już totalnie inna liga. Podróżowanie z autyzmem bywa wyzwaniem. 

 

Dwoje dzieci, dwoje dorosłych. Totalnie różne spojrzenia i potrzeby. Krótka opowieść o empatii i życzliwości.

 

Jako człowiek wychodzę z założenia, że trudności są po to, by je pokonywać. Jako tata neurotypowej siedmiolatki i autystycznego syna z opóźnieniem rozwojowym, zakładam, że będę starał się pokazywać swoim dzieciakom świat, nie ograniczając się autyzmem naszego syna, a trudności powstałe w trakcie odkrywania świata, będziemy pokonywać razem, gdy już one wystąpią. Można podróżować z autystycznym dzieckiem, trzeba być tylko przygotowanym, że coś może pójść według nieplanowanego scenariusza.
Nie będę was oszukiwał, że autyzm nie jest ograniczeniem. Nie powiem, że nie ma wpływu na to, jak spędzamy wakacje, a nawet co bardziej poprawne – nie będę mówił, że nie ma wpływu na naszą codzienność. Ma i to ogromny, jak i dodatkowo opóźnienie rozwojowe naszego Maksa, który jest dzieckiem z kompleksowymi potrzebami i ograniczonym rozumieniem tego świata, oraz swojego ciała.
Jednak dopóki nie staniemy twarzą w twarz z jakąś przeszkodą, nie będę zakładał odgórnie, że nie możemy jej pokonać czy, że mój syn na pewno nie da rady czegoś zrobić, czy nie będzie w stanie cieszyć się czymś tak samo, jak my.

Krótka opowieść o urlopie i życzliwości ludzi. Podróżowanie z autyzmem.

Jakiś czas temu szukaliśmy miejsca na urlop z dziećmi, zazwyczaj wybieramy Hiszpanię, jednak luty nie jest odpowiednio ciepły na to, by cieszyć się gorącym słońcem w tej części świata. Padło na Maroko. Temperatury w Agadirze, do którego się wybraliśmy, wahają się od 23 do 27 stopni w ciągu dnia. Noce są jednak dużo zimniejsze, w granicach 10-15 stopni.

Z racji ferii zimowych w Szkocji, loty z Edinburgh są niebotycznie drogie, dużo lepszym rozwiązaniem było zarezerwowanie lotów z Manchesteru, gdzie ferie zimowe są w innym terminie, a loty relatywnie niedrogie.
Szkocja i Anglia mają osobne systemy edukacji, jak i różne terminy ferii i wakacji.

Przejazd do Manchesteru na lotnisko zaczęliśmy o świcie, dzieciaki były mocno podekscytowane, choć nieco zmęczeni po wczesnej pobudce. Trasa bez przerw miała nam zająć 4 h, zakładaliśmy, że z przerwami zejdzie nam koło 5 h. Warunki na drogach były wyśmienite, w większości autostrada miała trzy pasy w każdą stronę. Z dwoma postojami udało nam się dojechać w cztery godziny, co było dla nas nie lada zaskoczeniem.
Samochód zostawiliśmy na parkingu przy lotnisku, który nas wyniósł za cały tydzień niecałe 40 f (200zł)

Na lotnisku jak zwykle wszystko gładko poszło, Maks kocha latać, więc nie ma problemu z bramkami, sprawdzaniem bagaży, czy nawet z przejściem przez skaner. Zafascynowany był widokiem na płytę lotniska, gdzie co chwilę lądowały lub startowały samoloty. Siedział, a w zasadzie stał przyklejony do szyby.

Przy bramkach jednak spotkała nas pierwsza niespodzianka, Ryanair zmienił zasady bagażowe już po naszym zakupie biletów i teraz bez wykupienia pierwszeństwa wejścia na pokład, bagaże podręczne także trzeba oddawać na standardową odprawę bagażową.
Opłata za bagaż nieoddany 20 funtów. A my mieliśmy w zasadzie trzy podręczne na 4 osoby.
Maks zaczął się bardzo niecierpliwić, chciał już wejść na pokład. Dyskutowaliśmy z panią o tym, że nie mieliśmy takich informacji.
Maks coraz bardziej stawał się niespokojny, był mocno roztrzęsiony i obsługa bramek zauważyła, jak próbuję go uspokoić. Pani przy bramce zapytała, czy wszystko w porządku? Powiedziałem, że Maks ma autyzm i robi się niespokojny, czekamy, już jakiś czas i jest to dla niego problematyczne, nie jest w stanie zrozumieć tego, co się dzieje, dlaczego nie wchodzimy do samolotu.
Pani zachowała się niesamowicie, spojrzała na nas, uśmiechnęła się wyrozumiale i powiedziała, że mamy już śmiało iść do samolotu, nie martwić się o tę opłatę ani o nic więcej. Dziękując jej z całego serca, weszliśmy na pokład, a na Maksa twarz wrócił uśmiech.
Dziękujemy Pani z całego serducha.

Lot przebiegał bez większych turbulencji i przeszkód. Picie, jedzenie, to kolorowanki, to wyklejanki, to chwila rozmowy i zabawy z dorosłymi. Naprawdę fajny lot. Gdy jednak zaczęliśmy schodzić do lądowania, dostrzegłem na twarzy Maksa zmęczenie. Była już godzina 19:30 czasu polskiego, a my od 5 rano byliśmy na nogach. Maks zaczął się irytować, nie chciał się zapiąć pasem, a już po wylądowaniu nie miał ochoty na wysiadanie.
Obsługa lotu jednak była bardzo wyrozumiała, zaprosili nas do kabiny, gdzie Maks miał szansę usiąść za sterami samolotu i wyciszyć się nieco. Czaicie? Chłopak z autyzmem podróżuje i do tego zapraszają go do kabiny pilota!
Wyrozumiali, zrezygnowali z rozprostowania kości na rzecz naszego syna. Sam po raz pierwszy miałem okazję wejść do kokpitu. Świetne przeżycie.

Krótka opowieść o urlopie i życzliwości ludzi. Podróżowanie z autyzmem.

Doceniam i dziękuje całej załodze lotu Manchester – Agadir

Dalej też nie było lekko, Maks był zmęczony, a kolejka do bramek przeogromna. Obsługa powolna i do tego okazało się, że musimy wypełnić karty wstępu. Jedna ze starszych kobiet stojąca dużo wcześniej przed nami w kolejce, zobaczyła, jak nasz Maksio się stresuje, stoi z załzawionymi oczyma i nie dość, że nas wzięła przed siebie, to jeszcze poprosiła wszystkich przed nami w kolejce o to, czy mogliby nas przepuścić. Starsze małżeństwo ma syna z potrzebami, zauważyli, że Maks może mieć autyzm i wiedzieli, jak ciężko może być w podróży. Przesunęliśmy się na początek kolejki, byłem wzruszony, jak i zmęczony. Oboje z Maksem staliśmy ze łzami w oczach.
Paszporty, pieczątka i wreszcie mogliśmy opuścić lotnisko, wsiąść w transfer i wyruszyć do hotelu.
Potem szybkie ogarnianie apartamentu, wypad do pobliskiej restauracji na kolacje i sen.
Tak rozpoczęła się nasza marokańska przygoda.

 

Potem odwiedziła nas angina i zapalenie spojówek, o tym jednak następnym razem.

Widzicie sami, Świadomość jest ważna, empatia naturalna i piękna.Serce się raduje, gdy ludzie dbają o komfort i bezpieczeństwo siebie nawzajem. Takie chwile pozwalają mi uwierzyć, że świat nie jest wcale aż tak zepsuty jak nam się wydaje. Na drugim końcu kontynentu znajdujemy miłość i zrozumienie.

Takie nasze małe chwile do zapamiętania.