To kolejna historia napisana przez życie, którą podzieliliście się na łamach naszego bloga. Odważna, smutna, poruszająca i piękna zarazem.  Dziękujemy z całego serducha, za to, że się otwieracie i dzielicie swoimi trudnymi momentami. Chcemy byście czuli się tu bezpieczni, byście także mogli wyrzucić z siebie, to co was gniecie, to co jest dla Was ważne.  Ciesze się, że możemy się na wzajem wspierać. 

 

Co byś zrobiła, gdyby Twój mąż zniknął? Co byś zrobił, drogi tato, gdyby nagle zniknęła Twoja żona, matka Twoich dzieci? 

Dziś historia, która nami wstrząsnęła, od początku do końca. Zapraszamy

 

Mój mąż zniknął nagle. Myślałam, że pojechał na zakupy. Znalazłam list pożegnalny pełen ckliwych komunałów typu „odchodzę z bólem serca”. On przygotowywał się już wcześniej — zamówił bilet, wyciągał pieniądze z kont, wysłał rzeczy… Dwa tygodnie po jego zniknięciu nasz dorosły syn znalazł go w Londynie. My — ja z dwójką nieletnich dzieci z pakietem zaburzeń — zostaliśmy bez grosza, jedzenia, opału, z kotłownią zalaną fekaliami, bo akurat ślubny spowodował awarię kanalizacji.

Przyjechali natychmiast przyjaciele mieszkający 100 km od nas. Zadbali o kasę, węgiel naprawę kanalizacji i pieca CO. A ja odkryłam, że mam długi w sklepie, aptece, składzie opałowym. Trochę trwało, zanim stanęłam na nogi. Tylko dlatego, że miałam przy sobie wspaniałych przyjaciół, na których mogliśmy liczyć.

Tatuś miał kolejne wymówki – To był zbyt wrażliwy, żeby rozmawiać z dziećmi. To na alimenty nie było go stać. Złożyłam pozew o alimenty, później o rozwód.

 

mąż zniknął

 

Po jakimś czasie nieśmiało podjęłam próby kontaktu z mężczyznami. W większości nieudane. Zrobiłam prawo jazdy, kupiłam stare, używane auto.

Raz jakoś z  rozpędu pojechałam na przysłowiową kawę, nie dbając nawet szczególnie o wygląd. No i poznałam JEGO. Też w trakcie rozwodu, choć deklarującego w każdej chwili gotowość powrotu do dziecka (i jego mamy).

 

Jego żona porwała córeczkę i wyprowadziła się do swojej matki kilkadziesiąt kilometrów od niego. Złożyła pozew rozwodowy, zaczęła opowiadać, że wyprowadziła się, bo była ofiarą przemocy, że jej mąż chciał ją ubezwłasnowolnić i szereg innych bzdur, by jakoś umotywować wyprowadzkę. Ja sądzę, że tu chodziło tylko o dziecko.

Nawet sędzia na pierwszej rozprawie rozwodowej mówiła, że kobieta powinna zastanowić się, że do małżeństwa, zwłaszcza jak są dzieci, nie wchodzi się na chwilę. W trakcie małżeństwa straszyła rozwodem, po wyprowadzce — brakiem kontaktu z dzieckiem. Typowe co?

Dziecko rodziła już jako kobieta czterdziestoletnia. Dla niej, jak to się mówi, był już ostatni dzwonek na poród. Myślę, że chodziło o znalezienie kogoś, kto zapłaci wysokie alimenty i nie będzie się pokazywał. Trafiło jednak na człowieka przywiązanego do wartości rodzinnych, odpowiedzialnego ojca, który nie zamierzał zniknąć z życia dziecka.
Matka składała fałszywe zeznania, sama się z nich wycofywała, a nikt nie wyciągał z tego konsekwencji. Zaczęła również po swojemu interpretować postanowienie sądu o kontaktach i „wydzielać” je wg swojego widzimisię.

 

Ani sąd, ani policja nie reagowały na jej poczynania. M. zaczął zwracać uwagę na artykuły o samobójstwach mężczyzn, o izolowaniu ich od dzieci…

 

Zaczęło mu brakować motywacji do działania. Adwokat wyciągnął niebotyczne honorarium, nie dając w zamian większej nadziei.

Wspieram mojego M. w walce o więcej chwil z dzieckiem. Robimy minimalne postępy, ale są dni, kiedy M. jest totalnie załamany.
Dziecko mówi mu, że nie jest jego rodziną, że  babcia nie lubi, jak do niego jeździ, że mama nie pozwoli na żadne wspólne wakacje, że ma kupić różne drogie zabawki, pozwolić oglądać bez końca bajki, bo jak nie to będzie płakać.

 

 

Dziecko po wyprowadzce matki od ojca cofnęło się znacząco w rozwoju mowy. Matka zaniedbywała umawiane przez ojca wizyty lekarskie i logopedyczne. Jednak to ojciec jest zły, bo nie chce zrezygnować z kontaktów z dzieckiem, walczy o nie. Smutne, że musi walczyć nie tylko z byłą żoną, ale też z instytucjami, które powinny pomóc w rozsądnym ustaleniu wszystkiego.

Wspieramy się wzajemnie. Pokochałam jego determinację, uważność, cierpliwość, pomysłowość. Chciałabym, żeby ojciec moich dzieci starał się o nie tak jak on. I żeby matka jego dziecka przestała dziecku robić krzywdę.

 


 

Pierwsze co przychodzi nam na myśl to, że tych dwoje ludzi wpadło na siebie w najbardziej dla nich potrzebnym momencie. On nie przetrwałby bez niej, ona odnalazła w nim szczęście i najlepszego ojczyma pod słońcem dla swoich dzieci.

Dziękujemy za tę historię. To smutne, że takie rzeczy dzieją się na oczach dzieci, że nie ma poprawnych rozwiązań systemowych. Brawa dla naszej czytelniczki i jej partnera. Domyślam się, że po raz drugi ciężko zaufać, a jednak pięknie się wspieracie i walczycie o to co ważne. Gratulujemy wytrwałości i cieszymy się, że powoli idziecie do przodu.

 

Trzymajcie się.