Moja diagnoza autyzmu. Czy to, coś zmienia? Diagnoza w wieku 39 lat.

Hej, dawno mnie tu nie było, co?



Wiele się działo i też wiele odpoczywałem. W 2020, przez Covid, miałem czas na lepsze przyjrzenie się własnemu zdrowiu i w wieku 39 lat zostałem oficjalnie zdiagnozowany z autyzmem.

Oto moja diagnoza autyzmu.

Czy to coś zmieniło?
Czy czuje się inaczej?
Co to oznacza?


Dziś chciałbym się z Wami podzielić tym, co to zmieniło w moim życiu. Mam autyzm, niby od zawsze wiedziałem, podejrzewałem, teraz mam oficjalnie papier.

Dzieciak, którego ciągnie do tego, co niebezpieczne

 

Mam za dwa miesiące swoje czterdzieste urodziny. CZTERDZIEŚCI LAT. To dla mnie totalne zaskoczenie. Dlaczego?
Nie sądziłem, że zwyczajnie tyle dożyję. Od zawsze miałem niesamowitą zdolność wpieprzania się w kłopoty, ciągnąłem do ryzykownych zachować, odkrywania substancji zmieniających stan świadomości. Alkohol, narkotyki, wszystko to, co było dostępne w latach 90 i nie wiązało się z braniem tego dożylnie, to było mi znane. Psychotropy, lekarstwa, MDMA, Koka, feta, spirytus, bimber, rzuć nazwą, a ja zapewne się uśmiechnę, mówiąc — znam. Czasem w różnych konfiguracjach na raz. Lubiłem to, dziś tylko wspominam, dla jasności.

Większość mojego życia odczuwałem ogromny dyskomfort. Nie czułem się częścią tego, co nazywamy społeczeństwem, od dziecka mimowolnie stawałem okoniem na wszystko. W szkole, ze znajomymi. Zamiast grać w piłkę całymi dniami, wolałem się uczyć nazw łacińskich drzew i zwierząt leśnych, chodząc po lasach, obcować z naturą, napawać się szumem drzew, szelestem liści pod stopami. To było coś, co niesamowicie denerwowało moich kolegów z osiedla. Do tego stopnia, że musiałem z moim kolegą obiecywać, że w środku meczu nie wyjdziemy na nasze wędrówki i dokończymy mecz. Nie było to częste. Ku frustracji moich kolegów.

Uwielbiałem wszystko, co nietypowe, natura była dla mnie przyjacielem, pola i lasy domem, tam czułem się u siebie. Moja rodzina i koledzy z osiedla pukali się w głowę, pytając: „Znowu idziesz na te swoje polowania?”. Gdybym za dzieciaka miał aparat, rzeczy, które widziałem, nadawałyby się do National Geographic.

 

Zrozumieć autyzm, lista bajek 

Szkoła, miejsce pełne bólu.

 

Nie potrafiłem się odnaleźć w szkole. Hałas, masa ludzi, korytarze i te przeraźliwe dzwonki. Matematyka i wszelkie ścisłe przedmioty są do dziś dla mnie czarną magią. Potrafiłem zawsze szybko czytać, interesował mnie teatr i jako ledwo wyrosłego dzieciaka teksty epoki The doors oraz filozofia. Zaczytywałem się w Kancie, Shopenhauerze, Nietzschem. Chłonąłem to na potęgę. Piosenki wywoływały we mnie skrajne wzruszenie, muzyka do dziś porusza mnie na poziomie emocjonalnym jak nic innego.

Relacje z rówieśnikami miałem jako takie, ale zawsze czułem się outsiderem. W pierwszej klasie nosiłem swetry na lewą stronę, bo tak. Potrafiłem grać godzinami na gitarze, w zasadzie gram na wielu instrumentach, choć na żadnym się grać nie uczyłem. Bass, perkusja, gitara, klawisze. Czego się nie chwycę za chwile gra w moich rękach samo. Nie potrafię być wirtuozem w niczym, nie potrafię odtwarzać utworów za bardzo, za to gram swoje ze słuchu. W podstawówce jeszcze zacząłem sam sobie przerabiać ubrania, szyć swoje projekty. Wielu się ze mnie śmiało, wielu wytykało palcem, wielu chciało pobić, na szczęście jakoś moi koledzy z klasy czuwali nade mną. Byłem ekscentrykiem, ale ich ekscentrykiem. Do dziś chyba tak zostało.

Moja diagnoza autyzmu. Czy to, coś zmienia?

Czym jest dla mnie autyzm?

Zaraz po diagnozie wróciłem do domu i położyłem się spać. Psychiatra mocno mnie wymęczył pytaniami i rozmową z Klaudią i ze mną. Dla mnie nie było ważne, by mieć ten papierek z jakiegoś konkretnego powodu. Chyba zwyczajnie po to, by wiedzieć. Z diagnozą, lub jej brakiem byłem i jestem tym samym człowiekiem? Nie planuję niczego zmieniać, nie planuję zostawać samorzecznikiem, bo to mi się kojarzy zawsze z gównorzecznictwem. Większość z nich głośno krzyczy o tym, że autyzm i każdy człowiek z autyzmem może być inny i odmienny, z drugiej strony pozują na specjalistów od zaburzeń. Ja zacząłem mówić o autyzmie ze względu na syna, mówię też o wychowaniu, depresji. Dlaczego? Ponieważ diagnoza mnie nie ogranicza.

Moja diagnoza: Dzięki diagnozie zacząłem powoli wracać do przeszłości i cofać się myślami do moich zachowań, tego, jak odbierałem i odbieram ten świat. Zrozumiałem siebie lepiej, zrozumiałem syna lepiej. Jednak spostrzegłem, że coraz mniej rozumiem ten dzisiejszy świat. Zrozumiałem też, jak wiele rzeczy wyuczyłem się, bo wypada, bo tak trzeba. Potrafię być bardzo empatyczny, ale są sprawy, w których nie czuję nic. Gdy ktoś umiera, wiem, że trzeba złożyć kondolencje, wiem, że to smutne. Ja jednak nie odczuwam niczego. Gdy moi bliscy odchodzą ze starości, nie mam żadnego odczucia. Taka jest kolej losu, kiedyś ja odejdę.

 

Inny znaczy ja.

 

Wiem, dlaczego w długiej dyskusji i wymianie zdań z partnerką, gdy o coś się spieramy, w połowie tracę totalnie zainteresowanie. Mój mózg nie ogarnia tego. Siedząc z kimś na sofie, oglądając film, czasem coś mi wpadnie do głowy, wstanę i wyjdę, by nie wrócić — ja nie widzę w tym nic niezwykłego. Podobno to nie jest ok, to nie jest miłe, to nie jest coś, co robią ludzie. W grupie, przy piwie potrafię odejść z grupy w połowie czyjejś wypowiedzi, tak już mam i wiem, że mój mózg pozwala mi sięgnąć do rzeczy, które wydają się mi interesujące, tu u teraz. Może to nie jest standardowe. Jednak to jestem ja.

 

Znasz to?
Nie umiem w small talk. Nie potrafię naturalnie. Wiem, że trzeba, wiem, że wypada, ale są to rzeczy wyuczone, wyobserwowane. Czasami wyciągam te lekcje z moich szufladek w głowie i używam ich świadomie, czasami nie i okazuje się, że jest niezręcznie. Często mówię, co widzę, opisuje stan rzeczy, podobno to nie miłe i tak się nie robi. Tylko ja nie wiem do końca czy to dobrze.

Jestem sobą, autyzm dla mnie jest czymś, co widzę w sobie, moim synu. Autyzm jest mną, to jest mój autyzm. Jaki autyzm jest w moim synu, mogę tylko przypuszczać, bo go znam i kocham. Jeśli ty masz autyzm lub twoje dziecko, nie mam pojęcia, jaki on jest. Diagnoza nie zmieniła niczego, dalej jestem sobą, czasem mogę przyznać się, że moje dziwactwa to efekt działania mojego mózgu. Nie lubię zmian, nie lubię niezaplanowanych wydarzeń, ale nauczyłem się je jakoś znosić. Nie dajcie się czarować znawcą wszelakiego autyzmu, samorzecznikom uczącym wszystkich na swoim przykładzie. To jest trochę takie naciąganie. Autyzm to nie wyrok, autyzm to codzienność dla wielu i chciałbym, abyśmy rozmawiali o autyzmie w sposób odważny, świadomy, bez hochsztaplerki, jaką uprawiają co niektóre fundacje w kraju nad Wisłą.

Moja diagnoza autyzmu. Czy to, coś zmienia?

Co diagnoza zmieniła?

 

Dała mi poczucie wartości. Poczułem się jeszcze bardziej sobą, zaakceptowałem się na dobre. Kiedyś ktoś na jednej z konferencji powiedział do mnie i o ludziach bez spektrum, że nie są jednym z NICH. Ja nie chcę być jednym z NICH. Nie chcę być definiowany w taki sposób, nie chcę być częścią takiego pojmowania świata. My, kontra oni. Diagnoza pozwoliła mi na akceptację samego siebie, pozwala mi się obserwować i cieszyć się tym jak działa mój mózg. Diagnoza pozwoliła mi jeszcze bardziej być sobą. Czy jeśli Twoje dziecko poczułoby się w pełni sobą w wieku kilku lat, a nie jak ja, w wieku 39 lat to cieszyłoby cię to bardziej?  Zapewne, pozwólmy naszym dzieciakom być szcześliwym, rozumianym, zwyczajnie w pełni być sobą.

Jestem sobą jeszcze bardziej, wreszcie nie muszę się bać czy wstydzić.

Znacie nasz ALFABET AUTYZMU na YOUTUBE? Nie, Zapraszamy tu   

 

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.