Dlaczego uważasz, że masz prawo oceniać mnie i moje życie?

Dawno mnie tu nie było, co? Szczerze powiem, że mocno mnie zaskoczyliście. Dlaczego? Spodziewałem się powolnego spadku odwiedzających, a tu wszystko jest na odwrót. Ale nie o tym dzisiaj, niemniej należą się Wam podziękowania za trwanie ze mną i bycie częścią mojego świata w internecie.

Siedzimy sobie z Pawłem na sofie, słuchamy hip-hopu, z synem, który przyleciał na tydzień, na ferie z Polski.

Kilka faktów:

  • tak, nie mieliśmy kontaktu ze sobą od prawie czternastu lat
  • tak wyjechałem z Polski, a okoliczności rozstania z jego mamą nie są niczym, co chciałbym poruszać na blogu

Niemniej zastanawia mnie coś innego. Co siedzi w ludziach takiego, że myślą, że mają prawo do oceniania innych bez znajomości tematu, bo przecież to oczywiste. Opuścił dziecko, to skurwysyn.

Nie zamierzam się tłumaczyć, nie jestem przejęty tym wszystkim. Chcę zwyczajnie pokazać, że wstydzę się tego, że żyjemy w świecie, gdzie można powiedzieć, napisać, opluć kogoś, tylko dlatego, że wydaje się niektórym, że wiedzą lepiej. Wydaje im się, dokładnie tak.

Gdy napisałem, że przestaje pisać po polsku, to jeden zaprzyjaźniony bloger pukał się w czoło. Co niektórzy okazali się na tyle małostkowi, by wylać z siebie jakieś żale, potem kasując komentarze. Tak, tak. Jakim prawem ogłaszam odejście i zaczynam coś w nowym miejscu. Przepraszam.

Ludzie są zawistni, ludzie potrafią posunąć się do absurdu. Ostatnio zostałem poproszony o wywiad dla WP, na temat autyzmu, mojej drogi, rodziny, dzieci. Nigdy, przenigdy nie ukrywałem swojej przeszłości, tego, że spędziłem 3 miesiącu w Monarze, czy tego, że miałem problemy z narkotykami, szkołą. Nigdy nie ukrywałem faktu, że mam dziecko z wcześniejszego związku, syna, który ma prawie 15 lat. Nie było to nigdy tajemnicą, w mojej książce Słowo na A wspominałem o wszystkim powyższym. To są fakty z mojego życie. Mojego, nie twojego, nie przeszedłeś drogi czytelniku tego życia w moich butach. Nie jesteś w stanie ocenić, skąd przyszedłem i dokąd idę. Jakie zmiany poczyniłem w swoim życiu i czy w ogóle wyciągnąłem jakieś wnioski ze swoich potknięć. Nie wiesz tego, nie możesz się wypowiadać.

 

Ja nie jestem w stanie ocenić nikogo ze starych znajomych z podstawówki, z liceum, z piwka, wycieczek nad morze. Każdy z nas jest w innym miejscu niż dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia lat temu. Dlaczego jesteśmy tak bardzo zawistni, przekonani o swojej racji?

To, że miałem z tobą taką, a nie inną relację w wieku dwudziestu kilku lat, zależy od tego, w jakim miejscu życia byłem ja i ty. Jak bardzo się lubiliśmy, czy też nie. Dziś, ty też drogi człowieku, jesteś w innym miejscu w życiu, Weź na luz. Twoje zdanie nie jest istotne, zajmij się czymś pożytecznym. Nie będę się z niczego tłumaczyć, nie będę pisał odpowiedzi na durne komentarze.

Chcę tu podkreślić to, że żyjemy w erze, gdzie nie liczy się, że ktoś w miarę ułożył sobie życie i się ogarnął mimo trudniejszego startu. Liczy się to, że kiedyś spieprzył coś, tego nie można mu wybaczyć.

Wielu ludzi, którzy piszą tak smutne komcie — rzekomo zna mnie, czyli jest zapewne dziś gdzieś koło czterdziestki, tak samo, jak ja. Plus minus kilka lat. Zapewne są też rodzicami. Zastanawia mnie, czy takie samo podejście mają do swoich dzieci, czy im daliby szansę oraz przywilej wątpliwości? Czy do końca życia, mówiliby im, jak bardzo spieprzyli w tym momencie, i jakimi zerami są?

Ktoś napisał, że kłamię, ktoś napisał, że nie wspominam o innych ludziach, którzy mi pomogli w życiu, ktoś jeszcze inny uważa, że lansuje się na niepełnosprawnym dziecku.

Przewrotnie napiszę coś odnośnie do tych zarzutów. Gdybym kłamał, nie byłbym tu, gdzie dziś jestem zawodowo, czy może drogi hejterku zastanawiałeś się, że może szanuję prywatność ludzi, którzy mi pomogli? A to, że mylisz lans z budowaniem świadomości i życiem z dumnie wypiętą piersią starając się wesprzeć innych w podobnej sytuacji, to już nie jest mój problem.

Wracając do mojego syna. nie planuję nadrabiać czternastu lat w tydzień, nie planuje niczego. Jestem, a reszta jest między nami.

To co, mogę pisać, i żyć swoim życiem, opowiadać o tym co kocham, czy mam najpierw pytać hejterków o pozwolenie?

Żartowałem. Zapytam mamy.

 

Drogi Czaplinku pamiętam o was.

 

Chcecie poczytać mnie w innym języku? Wpadajcie na www.theapparently.com

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.