Klamka zapadła i to już kilka lat temu, nie będę miała swoich własnych, rodzonych dzieci. Ciągle padają te same pytania: “Na pewno nie chcesz mieć dzieci”, “A co jak kiedyś zmienisz zdanie”. “Co zrobisz na starość? Po co to wszystko robisz? Komu to zostawisz?”

Nie będę mamą. Nie ma pytań, argumentów, artykułów, zdjęć, memów, stron internetowych, książek i piosenek, które by zmieniły takowy stan rzeczy. Nie będę mamą i czasem, nie jest mi z tym dobrze.

 

Krótka historia: już od okresu nastoletniego wygłaszałam głośne komunikaty “NIE BĘDĘ ŻONĄ!!! NIE BĘDĘ MIAŁA DZIECI”. Nie było w tym wielkiej ideologi. Czasem pytana dlaczego, mówiłam, że nie będę od kogoś zależna. Prawda była taka, że nie miałam idealnego wzoru rodziny. Ojciec od czasu kiedy miałam 14 lat, pił i bił. Mamy moich najlepszych przyjaciółek były “spełniającymi się” kurami domowymi. Jedna z nich, chociaż miała w miarę kochającego męża, druga… musiała zdawać resztę z każdych zakupów i pytać się o zgodę na wyjście na kawę. Moi rodzice się rozwiedli, moja ciotka się rozwiodła, a babcia w przypływie szczerości powiedziała mi kiedyś, że dziadek ją zdradził. Bądź tu nastolatką i planuj przyszłość z takimi wzorami wokół siebie.

 

nie będę mamą

 

Przyszedł czas stałego związku, kilkukrotnych przeprowadzek, małżeństwo i czas kariery. Odkładaliśmy z moim eks dzieci na później. Najpierw była to kwestia studiów i doktoratu Michała, później wyjazd do Londynu i moja niestabilność emocjonalna z tym związana. Kolejnym argumentem „przeciw” były ciągłe zmiany adresu i postanowiliśmy odłożyć to na ten moment, kiedy będziemy mieli swoje cztery kąty. W międzyczasie jedna z moich dobrych koleżanek zaszła w ciążę i urodziła bliźniaczki. Byłam świadkiem tego, jak Natalia zmieniała się z buntowniczki, fanki koncertów, nakręconej na karierę kobiety, w mamę, bardzo dobrą mamę. To obudziło instynkty. Podjęliśmy decyzję, aby starać się o dziecko. Mimo tego, że staraliśmy się ponad rok, zapewne w efekcie długoletniej antykoncepcji (w tym zastrzyki antykoncepcyjne) się nam nie udało. Dalsze koleje znacie: rozwód, wyprowadzka do Edynburga.

 

Mama, ciotki, babcia, koleżanki, dosłownie wszyscy, zaczęli mi wmawiać, że teraz to tylko czekać dwa, może trzy lata i będę miała piękną rodzinę, dziecko, nowego faceta itp. itd. Wszyscy mieli rację, mam piękną rodzinę, dwójkę dzieci pod dachem i nowego wspaniałego faceta. Mimo to nie jestem i nigdy nie będę mamą.

 

Nikodem jest po wazektomii, o zabiegu i powodach jego wykonania pisał tutaj. Ja sama podjęłam decyzję, że aby mieć dziecko i być w stanie zapewnić wychowanie, na jakie każde dziecko zasługuje, najpierw muszę sobie poukładać w głowie. Muszę pobyć kobietą, jaką powinnam być przez ostatnie kilka lat. Nie byłam gotowa na dzieci, a teraz już ich nie chce. Napisałam jednak, że czasem nie jest mi dobrze ze świadomością, że nie będę mamą, więc do rzeczy.

 

Bezwarunkowa miłość – To nie to!

Wszystkie dzieci na pewnym etapie rozwoju czegoś chcą, będą robić maślane oczy, plątać się w zeznaniach tylko po to, by coś dostać. Tak, kochają, ale czy zawsze tak bezwarunkowo? Jasne, można powiedzieć, że to dla tego jednego, spontanicznego “Mamo kocham Cię” się żyje. Jednak nie przemawia do mnie słowo “bezwarunkowa”.

 

W domu nigdy nie jest smutno i cicho – To też, nie jest to! 

Widziałam smutek w domach z dziećmi, duuuuużo smutku, rozpaczy i bezradności. Cisza? Za tą ciszę to większość mam by sprzedała własną duszę. Mało tego, znam wiele kobiet, które właśnie z powodu niespodziewanych smutków i wiecznego hałasu zdecydowały się dzieci nie posiadać. Uwielbiam, kiedy Maksio sobie mruczy, Livia rozmawia ze swoimi zabawkami, ale serio… Kocham moje mieszkanie kiedy, jest w nim cicho.

 

Nauka szczerej radości i odkrywania świata – Nie bardzo 

Zgadzam się z tym, że dzieciaki mają niezachwiany poglądami, polityką, zwyczajami i zasadami funkcjonowania w społeczeństwie sposób postrzegania świata. To piękna umiejętność, dostrzec w kałuży źródło śmiechu, a w chmurze zobaczyć pół kreskówki. Jednak nauczyłam się tego, pracując z psychologiem. Jeśli regularnie będziesz pytać siebie, co pięknego dzisiaj widziałaś i za co jesteś wdzięczna, to zaczniesz dostrzegać maleńkie detale, szczególiki. Wejdzie Ci to w krew i niepotrzebne Ci do tego jest obserwowanie Twoich dzieci.

 

Świetny powód do oglądania bajek, jedzenia budyniu na śniadanie i ogarnięcia domowego jadłospisu – To też nie jest sedno sprawy. 

Oglądałam i oglądam bajki dla dzieci. Dziecięce przeboje kinowe, to jest regularny element mojej kolekcji filmów, które widziałam w kinach. Nie wstydzę się, kiedy wieczorem zamiast mrożącego krew w żyłach thilleru, oglądam bajkę. Nie potrzeba mi dzieci do naleśników, kaszki czy budyniu na śniadanie. Uwielbiam je i bez wyrzutów sumienia zajadam się nimi. Kiedy Niko wcina jajka i kiełbasę, ja mam na talerzu górę naleśników z jagodami i sosem czekoladowym! Wielkim argumentem mam jest to, że dzięki dzieciakom nareszcie zaczęły planować posiłki, zdrowo gotować. Ba!!! Wiele z nich mówi, że nauczyło się dzięki dzieciom gotować ogólnie! Planowanie posiłków u nas w domu przyszło z czasem, a co było tego powodem? Oszczędność czasu i pieniędzy i chęć marnowania jak najmniejszej ilości żywności.

 

nie będę mamą

 

Wiecie co dla mnie jest bolesne i z czym czasem mi ciężko? To brak przynależności do społeczności mam, ilość tematów do rozmów, wymiana doświadczeń, całe planowanie i przygotowania. Wiele z was mi teraz powie, że matki to też wariatki i czasem lepiej nie rozmawiać z innymi mamami. Zapewne tak jest, jednak są tej społeczności piękne strony.

Od jakiegoś czasu obserwuję na instagramie Karolinę Wilk – Kinka. Tak pięknie mówi o swojej wyczekiwanej ciąży, pyta swoje czytelniczki o porady, o rekomendacje, ich przeżycia. Spójrzcie na Marysię i jej rodzinę z Oczekując.pl. Wiele kobiet w tak wyważony sposób opisuje cały ten czas oczekiwania, macierzyństwo i swoje dzieci, że aż się chce!

 

Nie będę mamą! Jestem Macochą! 

 

Co mówi się o mamach, a co mówi się o macochach? Mogę być najlepszą macochą pod słońcem, mogę się starać i robić wszystko, co w mojej mocy, aby Maks i Livia mieli piękne dzieciństwo i wyrośli na wspaniałych ludzi, ale nie będę mamą. Mogę być częścią społeczności macoch, mogę starać się ją pozytywnie zmieniać, pokazywać, że może być zajebiście, ale jest nas ciągle tak mało i większość z nas przechodzi przez cholernie ciężkie sytuacje. Na naszych forach jedna na dziesięć historii jest pozytywna, cała reszta to łzy, złość, rozczarowania, niepewność. Bycie częścią takiej społeczności to częsty smutek i strach o to, czy kiedyś ja nie będę mierzyć się z takimi problemami, to dziękowanie za to, że nie mam aż tak przesrane. To nie sielanka, polecenia najlepszej butelki, najbardziej ekologicznych ubranek, najbezpieczniejszego fotelika samochodowego, fotografa dziecięcego i najfajniejszego placu zabaw w miejscowości X lub Y.

Wiecie co to jest bycie częścią społeczności macoch? To porady o psychologa, terapeutę, o to, co zrobić z wredną eks, jak nauczyć pasierba szacunku, jak zbudować, chociaż tymczasową więź z dziećmi partnera, co zrobić z faktem, że nigdy nie będzie się priorytetem w życiu faceta, czy decydować się na wspólne dziecko. CZY BYCIE MAMĄ I MACOCHĄ JEST MOŻLIWE?!

 

Jestem Macochą i jest mi z tym dobrze, bo podjęłam taką, a nie inną decyzję. Jednak jest mi czasem smutno, bo nigdy nie będę mamą.