Wracając z pracy, radośnie podśpiewując i przeglądając facebook i instagram tworzyłam projekcje tego, jak wchodzę do domu. Zmęczona, ale uśmiechnięta, bo przecież czeka tam na mnie rodzina. Niko, Maks i Livia, a za dzieciakami się wyjątkowo stęskniłam. Oczami wyobraźni widziałam jak Livia biegnie do drzwi i woła “Klaudiaaaaaa!!!” , po czym rzuca mi się na szyję. Maks przychodzi zobaczyć, kto wszedł i radośnie mówi “Hi Klaudia!”.

 

No cóż, rozczarowałam sama siebie. Zdradziły mnie moje własne oczekiwania. Nic takiego się nie wydarzyło, Maks mył zęby w łazience, a Livia jadła zupę i oglądała bajkę. Nie było rzucania się na szyję, nie było okrzyku radości. Było “hej”, a na pytanie, czy się stęsknili, bo jak tak, usłyszałam “Nie wiem, chyba.”

 

 

Przedstawiłam wam właśnie historię, świeżutką jak poranne bułeczki i zrobiłam to tak, abyście widzieli mój własny błąd. Mogłam ukazać w niej dzieci jako niewychowane bachory, które są niekulturalne i nie witają się z domownikami. No i właśnie, czyż nie tak widziały nas ciotki i babcie, kiedy nawet nie podnieśliśmy wzroku znad kolorowanki, klocków czy książki? Ile razy sami słyszeliśmy od własnych rodziców “Idź, przywitaj się z ciocią, to nieładnie nie mówić dzień dobry.”?

 

Prawda jest taka, że rozczarowałam sama siebie. Wyobraziłam sobie dany scenariusz, utworzyłam w głowie projekcje tego, jaka będzie reakcja dzieci na moje wejście do domu. Było to moje wyobrażenie oparte na tylko moich uczuciach i potrzebach. Tak, dziesięć, dwadzieścia poprzednich powrotów do domu kończyło się pięknym powitaniem, ale właśnie to niestety nie. Nie ukrywam, że było mi przykro, weszłam do własnego domu z moim planem na to, co się wydarzy, a przywitał mnie dom zajęty życiem i dzieci, które delikatnie mówiąc miały mnie “w poważaniu”. Dla lepszego samopoczucia wyciągnęłam od Livii, że trochę za mną tęskni. Zrobiłam to tylko i wyłącznie dla siebie. Livia zajęta swoim własnym życiem, dokończyła jeść, rzuciła cztery razy papierowym samolotem, wskoczyła w piżamę, umyła zęby i po krótkim dobranoc, poszła spać. Automatycznie założyłam, że coś jest nie tak, że to Livia ma zły humor, zaczęłam doszukiwać się drugiego dna. Dopiero rano doszło do mnie, że ona, kompletnie nieświadoma moich wewnętrznych projekcji i oczekiwań, zwyczajnie żyła swoim życiem. To ja sama sobie zafundowałam rozczarowanie.

 

Ktoś mi teraz powie „jesteś tylko macochą, czego oczekiwałaś”, a ktoś inny “To Twój dom powinnaś oczekiwać chociaż szacunku”. Widzicie pewien czynnik we wszystkim, co napisane powyżej?

 

OCZEKIWANIA! 

 

Dr Steven Maraboli powiedział kiedyś “Oczekiwania karmią frustracje. Jest to niezdrowe uzależnienie od ludzi, rzeczy oraz rezultatów, które chcielibyśmy kontrolować, ale nie możemy”. Raz po raz zakładamy, że ktoś powie coś, zrobi coś czy poczuje coś. O tyle o ile większość z nas już dawno zrozumiała, że jeśli chodzi o dorosłe życie, to im mniej oczekujesz, tym rzadziej się rozczarujesz, to z dziećmi już tak nie jest.

Wiele się mówi, żeby nie stawiać dzieciom wygórowanych oczekiwań, żeby nie programować ich przyszłości, nie robić z każdej czynności w życiu celu do osiągnięcia. Kiedy każdy sprawdzian w szkole, każde zajęcia pozalekcyjne i każde wspólne zajęcie jest okraszone listą oczekiwanych rezultatów, nasze dzieciaki wpadają w pułapkę wymagań, rozczarowań. Gotowy przepis na dziecko o niskiej samoocenie, kiepskim poczuciu wartości. Już pewnie nie raz gdzieś przeczytaliście, że lepiej jest pochwalić dziecko za spontanicznie wykonaną pracę w domu, czy przepiękny rysunek, niż ruganie i karanie za kiepskie opowiadanie i niewyniesione śmieci. Ja wiem, że czasami zwyczajnie trzeba zwrócić uwagę, wszyscy mamy w sobie agenta lenia, a nastolatkowie zdarzają się z nim żyć w pępowinowej symbiozie. Jednak zaczynając od wczesnych lat, powinniśmy mieć większe szanse, że uda nam się wychować dzieciaka, który nie będzie ograniczany naszymi oczekiwaniami i rozczarowany swoimi porażkami w naszych oczach.

 

Oczekiwania, a uczucia. 

 

Teraz do sedna sprawy. Sytuacja z Liv i Maksem. Oczekiwałam tego, że za mną tęskniły, oczekiwałam, że wybiegną mi naprzeciw i zaleją mnie lawiną miłości. Oczekiwałam, oczekiwałam i oczekiwałam…

Zapomniałam jednak, że te małe istoty nie myślą i nie czują wedle konwenansów i zasad funkcjonujących w dorosłym świecie. Wlazłam im z butami w rozkład dnia i w tym akurat momencie dzieciaki nie tęskniły i nie potrzebowały bliskości ze mną.

 

Tata: wychodzę do pracy, chodź się pożegnać

Dziecko: Tato, ale ja teraz rysuje, nie chce

Tata: Zostaw to i chodź się pożegnać 

 

Dlaczego zakładamy, że nasze dzieci zawsze będą chciały buziaka na dobranoc, buziaka na powitanie, przytulanie, że będą tęskniły, kiedy nas nie ma, mówiły nam “Kocham Cię”, wtedy kiedy my tego potrzebujemy. Kiedy ostatni raz zapytałeś, czy Twoje dziecko chce tego buziaka na dobranoc? Może jest to część waszej rutyny, a może jest to coś, czego Ty drogi rodzicu potrzebujesz. Czy rugasz swoje dziecko za to, że nie ma ochoty wstać znad książki i przywitać się z ciocią?

 

oczekiwania

 

Znam ten scenariusz z dzieciństwa. Czułam się zobligowana do tego, żeby powiedzieć “Tęsknie mamo” kiedy byłam na obozie. Czułam się zobligowana do mówienia “Też Cię kocham” pomimo tego, że akurat w tym momencie tego nie czułam. Robiłam to dlatego, żeby nie sprawić komuś przykrości, bo tak wypada, bo tak trzeba, bo przecież tak się robić powinno.

Kiedy następny raz poprosicie swoje dziecko by, dało wam buzi i się przytuliło, a ono odmówi, to nie fiksujcie się na swoich wyobrażeniach i chwilowym rozczarowaniu. Powiedzcie swojemu dziecku, że to jest ok i że jak poczuje, że chce się przytulić, to niech do was przyjdzie lub wam o tym powie. Kiedy kolejny raz przyjedzie wujek czy ciocia, a wasze dziecko będzie zajęte rysowaniem, powiedzcie mu, żeby przyszło, jak skończy i pokazało cioci swój piękny obrazek i wszyscy bądźcie z niego/niej dumnie! Nie tylko dlatego, że stworzyło dzieło, ale właśnie pokazało wam naturalną, wrodzoną cechę każdego z nas: asertywność.

 

Przez lata zabijamy w naszych dzieciach asertywność, tylko po to, żeby w wieku 14 lat powiedzieć naszej córce: “musisz potrafić mówić nie”, a naszemu synowi “musisz akceptować, kiedy dziewczyna mówi nie”. Kiedy Twoje dziecko wraca ze szkoły śmierdząc papierosami pada “To, że Twoi koledzy palą, nie oznacza, że Ty też masz to robić. Naucz się mówić nie”. Pomyślcie o tym przez pryzmat przyszłości swojego dziecka. Czy chcielibyście, żeby wasze dziecko kiedyś komuś powiedziało “Kocham Cię” i podjęło złą decyzję tylko dlatego, że przyzwyczaiło się czuć na zawołanie. Mało tego, przyzwyczaiło się do tego, że czasem czucie i bliskość mogą wydawać się niekomfortowe, ale tak trzeba…