Klasyka patchworkowego świata to ktoś, utrudniający życie komuś. Smutno mi to pisać, ale to kobiety bardzo często są stroną tworzącą konflikt. Nikodem pisał o różnicach w sposobie myślenia kobiet we wpisie o Matkach Wariatkach i faktem jest, że mamy tendencję do używania emocji, zamiast rozumu i logiki przy podejmowaniu decyzji, częściej żywimy urazę do kogoś pomimo mijających lat oraz rościmy sobie prawo do „kogoś” lub „czegoś”. W przypadku patchworku tym kimś są dzieci, a czymś prawo do monopolu na uczucia ich ojca. Tym samym odbierają ojcu dziecko, często tylko po to by ukarać jego nową partnerkę i jego samego za to, że śmią być szczęśliwi i budują coś nowego opartego na miłości.

Zapraszamy was dzisiaj na wpis jednej z naszych czytelniczek. Mocna historia, która powinna trafić do wszystkich bez wyjątku. Historia macochy, ojca, matki i dziecka — każda z tych postaci pokrzywdzona w inny sposób przez los. Macocha — bo pokochała i się starała, ojciec — bo ma córkę, ale śmiał spróbować jeszcze raz, matki — bo odebrała ojcu dziecko, nie potrafiła odpuścić i żyć własnym życiem. Co najważniejsze historia córki — bo trafiła w samo oko cyklonu walki między rodzicami, bo nikt nigdy nie zapytał jej, czego ona chce, nikt nigdy nie uszanował prawa do jej uczuć i opinii.
Ktoś postanowił zagrać w przeciąganie liny, tylko że w tej zabawie nie było liny, tylko dziecko i nie była ona ani trochę zabawna… 

 

 

Miałam 24 lata, kiedy związałam się z Iksem. Poranionym, poszarpanym, zdeptanym przez życie, kilka lat starszym przystojniakiem.
Poznaliśmy się w pracy. Jakoś tak dobrze nam się rozmawiało zawsze. Widziałam, jak się ugina pod ciężarem życia, jak mu ciężko. Bardzo chciałam mu pomóc, żeby częściej miał szansę plecy wyprostować i uśmiechnąć się.
Bronił się rękami i nogami przed byciem ze mną. Po burzliwym małżeństwie, które właśnie kończyło się rozwodem… Wiedziałam, że ma córkę. Córeczkę, za którą poszedłby w ogień i nie oglądałby się na nikogo. Po wielu miesiącach, kiedy oboje przyznaliśmy się przed sobą, że jesteśmy parą, że tak, próbujemy coś zbudować, pierwszym co powiedział, było: „Pamiętaj, że mam Córkę. I to ona jest najważniejsza”
Typowy facet. Prosto z mostu. Bez ozdobników. Może chciał mnie zrazić do siebie? Może wiedział, jak będzie mi ciężko?
Nie udało mu się. Weszłam w ten związek z zapałem, energią, wiarą, że góry przeniesiemy i stworzymy przynajmniej poprawnie funkcjonujący patchwork.

Przyjął zasadę, że kiedyś powie córce o nas, ale nie teraz. Zgodziłam się bez wahania. No przecież nie chciałam być jakąś niedojrzałą emocjonalnie panienką… Chciałam rozumieć i akceptować. Chciałam, żeby widział, jaka jestem mądra. Jak stawiam dobro jego dziecka na pierwszym miejscu. I były samotne weekendy. Tylko że one nie były jakoś tak często samotne.
Iks miał ogromne problemy, żeby spotkać się z córką. Przy rozwodzie nie ustalili sztywnych ram, kiedy z kim i ile dziecko ma przebywać. Córka została z mamą, ale tata miał mieć zawsze możliwość spotkać się z małą, kiedy będzie chciał… Miał mieć… Nawet nie wiecie, ile razy byłam świadkiem, jego rozmów z eks, kiedy błagał o to, żeby móc się zobaczyć z dzieckiem… Widziałam, jak po takich rozmowach płakał.
Nie umiałam mu pomóc. Nie chciał wracać do sądu. Nawet nie miał wtedy na to funduszy…
Jego spotkania z córką były uzależnione tylko i wyłącznie od nastroju mamy dziecka. Może to śmiesznie zabrzmi, ale bardzo cieszyliśmy się, kiedy wchodziła w nowy związek. Wtedy Iks mógł spędzać z córką sporo czasu.

 

Ja wciąż nie istniałam w świecie małej. Wiedziałam co się u niech dzieje, ale oficjalnie mnie nie było. Chciałam bardzo, ale Iks nie chciał jeszcze bardziej mieszać w świecie tej kilkulatki…
Ile ja przeczytałam artykułów o rozbitych rodzinach, jak bardzo wierzyłam, że my dorośli będziemy w stanie zagwarantować temu dziecku w miarę szczęśliwe dzieciństwo… Ludzie, jak ja się myliłam.

Otworzyły się granice. Na wyspach można było zarobić zupełnie inne pieniądze niż w Polsce.
Iks postanowił, że pojedzie, bo mała ma komunię i chce dostać komputer. 15 lat temu to był wymarzony prezent. Spakował się i poleciał. Ja zostałam. Usychałam z tęsknoty. Dosłownie. Nigdy nie miałam takiej figury 😉 No ale Iks spełniał marzenie córki. A ja obiecałam pamiętać, że ona jest najważniejsza. Wytrzymałam pół roku i poleciałam do niego. To w Irlandii pierwszy raz powiedział mi, że mnie kocha. Na to „kocham cię”, czekałam 19 miesięcy… To w Irlandii dojrzał do tego, żeby powiedzieć małej, że nie jest sam, że jest ze mną.
Dlaczego to powiedział? Chyba muszę za to podziękować jego eks. Po kolejnym nieudanym związku chciała dać sobie i Iksowi szansę dla dobra dziecka. Chciała się poświecić i rzucić wszystko i przyjechać do niego. Żeby córka miała dobre życie. Odpuściła, dopiero kiedy powiedział, że nie jest sam w tej Irlandii… Dzięki temu usłyszałam pierwszy raz głos jego dziecka, bo eks nie chciała z nim już rozmawiać, ale kobieca ciekawość była nie do pokonania więc mała przeprowadzała wywiady…
Nie miałam nic przeciwko temu, bo przecież wiążąc się z Iksem, nie zrobiłam nic złego, nie chciałam dziecku zabrać ojca. Chciałam, żeby mnie poznała. Polubiła.
Nie sądziłam, że jej mama znienawidziła mnie, kiedy tylko dowiedziała się, że istnieję i że swoje uczucia przeleje na dziecko, które będzie je powoli chłonęło…jak gąbka…

 

Komputer został kupiony. Przylecieliśmy na komunię. Iks usłyszał od eks: „Nie chcę tej kurwy widzieć, nawet w kościele”. Mówiła to, trzymając córkę za rękę. Nie poszłam. Iksowi podałam tylko malutki prezent dla córki. Srebrnego aniołka na łańcuszku. Chodziła w nim przez jakiś czas, dopóki jej mama nie dowiedziała się od kogo ten prezent.

 

Dwa miesiące po tej uroczystości na stałe wróciliśmy do Polski. Nie byłam szczęśliwa z tego powodu. Dobrze żyło mi się na wyspie, ale Iks tęsknił za dzieckiem. Wyjechał, żeby zarobić na komputer. Zarobił. Nie widział powodu zostawać tam dłużej.
Było lato, zabraliśmy małą nad wodę. Na kilka godzin. Kurczaku, jak się wtedy świetnie bawiliśmy. Ten uśmiech małej na zdjęciach mam utrwalony… Odwożąc ją do mamy, nie wiedzieliśmy, że następny raz zobaczymy ją za 5 miesięcy. Po bataliach w sądzie.
Mama postanowiła, że dopóki Iks jest w związku ze mną, nie ma prawa widywać się z dzieckiem, bo ona nie życzy sobie, żebym miała kontakt z JEJ dzieckiem.
Nie pomogły prośby, próby mediacji. Na pozew Iks w sprawie ustalenia spotkań ojca z dzieckiem dostał w odwecie 3. O odebranie praw ojcowskich, o podwyższenie alimentów, o zgodę na wydanie paszportu.
Praw mu nie odebrano, ale w życiu nie czytaliśmy takich bzdur, które zostały umieszczone w pozwie. Na podwyższenie kwoty alimentów o 50% sam się zgodził. Mama małej przynajmniej dostała od pani sędzi po głowie, żeby w końcu poszła do pracy na pełny etat, bo w sądzie przedstawiła zaświadczenie, że pracuje na 1/8 etatu…
Na paszport też, choć nie chętnie, bo chyba przeczuwał, co się będzie działo…
Iks mógł spotkać się w końcu spotkać z córką. Było Boże narodzenie, nie chciałam im przeszkadzać. Mała samo do mnie zadzwoniła, żebym przyjechała, jednak coś się w niej zmieniło przez te miesiące.
Już nie było tej swobody, pojawił się dystans. Byłam cały czas obserwowana. Mała cały czas zastanawiała się, co może nam powiedzieć, a czego nie powinna…

A potem jej mama wyjechała do pracy za granicą. I to był najlepszy czas dla Iks i jego dziecka. Dla mnie jako jego partnerki też. W tygodniu mała mieszkała z dziadkami, bo miała bliżej do szkoły, miała swój pokój i koleżanki. Weekendy od piątkowego popołudnia spędzała z nami. Ba nawet Iks zaczął się dogadywać z byłą teściową lepiej niż za czasów małżeństwa z jej córką.
Zaszłam w ciążę. Mała od początku o niej wiedziała. Włączyliśmy ją we wszystkie przygotowania. Wybierała bratu całą wyprawkę. Mają razem dużo zdjęć z okresu, kiedy był niemowlakiem…

 

 

Kolejny zgrzyt pojawił się, kiedy umieściłam zdjęcie naszej 4 na “naszej klasie” (taaak to było wiele lat temu 😉). Ta mała dziewczynka przyszła wtedy do mnie i powiedział, że mama kazała mi powiedzieć, że nigdy nie będę jej rodziną i że mam sobie pilnować własnego dziecka, bo mała nie jest moim dzieckiem.
Nawet nie wyobrażacie sobie, ile razy można wałkować temat i tłumaczyć, dziecku, że nie chce się mu zastąpić mamy. Że mama jest najważniejsza, ale ja nie jestem nikim. Że nie zabieram taty, że jestem mamą brata… Że kiedy tylko będzie potrzebowała, to tata rzuci wszystko i jest do jej dyspozycji……
A potem była Iksa zabrała ich dziecko na wyspy. I tam postanowiła ułożyć jej życie. I to był już prawdziwy początek końca naszej wspólnej historii patchworkowej. Nie napiszę już, że “mała”, bo w tym czasie stała się nastolatką, została rzucona na głęboką wodę. Zaczęły się problemy ze szkołą, dyscypliną… Łatwiej było nie odebrać telefonów od ojca. Nie włączyć skypa. Eks wykrzyczała Iksowi, że nie ten, kto zrobił, ale ten, kto wychowa, jest prawdziwym ojcem. A ona zrobi wszystko, żeby nie miał żadnego wpływu na córkę. Że to, co się z nią dzieje to nie jego sprawa, bo on teraz ma swoją rodzinę i żeby się odp…ił od nich.

Córka przylatywała czasami do Polski. Czasami spędzała z nami kilka chwil, czasami kilka dni, czasami wcale się nie pojawiała. Wiedzę co się u niej dzieje czerpaliśmy z mediów społecznościowych… Kiedy była u nas nie było już tak sympatycznie. Do mnie najczęściej się nie odzywała, na ojca warczała, a brata nie dostrzegała… Kiedy Iksa nie było w domu, potrafiła oskarżać mnie o rozpad jej rodziny, odebranie ojca. Cierpiała, wiem o tym. Cierpiała, bo nie miała rodziny, jaką miał jej młodszy brat. Cierpiała, bo mama mówiła jej, że jeszcze ojciec na kolanach do niej wróci, że mnie jeszcze zostawi… A my trwaliśmy razem…. A ja tłumaczyłam, przepraszałam, wyjaśniałam…. I gdyby tylko jej mama chciała, aby jej dziecko miało dwa kochające domy udałoby się.
Wszystko się rozpadło, kiedy wykrzyczała mi w twarz, w obecności brata, który miał wtedy 6 lat i ojca oraz jej ówczesnego chłopaka, że jestem dla niej nikim. Że zabrałam jej ojca. Że dałam sobie zrobić dziecko, bo inaczej ojciec by mnie zostawił. Że przeze mnie nie ma rodziny.
Pękłam w środku. Poddałam się. Przegrałam.

 

Matko córki mojego męża! Zniszczyłaś tę dziewczynę. Zasiałaś w niej ziarno nienawiści i pozwoliłaś mu wzrastać i pielęgnowałaś je.
Tak, to przez brak Twojego wsparcia, chorą urażoną dumę, Twoja córka nazwała ojca skurwysynem, kiedy powiedział, że skoro się nie uczy, to on przestaje płacić alimenty — miała wtedy 20 lat. To przez Ciebie ta sprawa skończyła się w sądzie, bo chciałaś do końca uprzykrzyć życie swojemu eks…
To ty nie pozwoliłaś jej wrócić do Polski, kiedy tam sobie nie radziła ze szkołą, sobą i światem. Tak nie pozwoliłaś, żeby ojciec jej pomógł. Dlaczego? Bo ja tu jestem.
Nie zapomnę, kiedy Twoja 15-letnia córka, paląc papierosa, oświadczyła mi, że zgadza się z tym, co jej radziłaś – żeby mieć wyjebane na wszystko i wszystkich.
Odseparowałaś ją od ojca, nauczyłaś, co ma o nas myśleć. I nie widzisz problemu.
Tak udało Ci się. Mój mąż nie ma kontaktu z Córką. Nie jest dla niej ojcem. Złamałaś mu znów serce.
Tylko czy było warto?
Wiemy, że niedługo zostanie mamą. Oby dała szansę ojcu swojego dziecka i tym razem nie poszła w Twoje ślady.

 

Nie rozmawiałam z Córką mojego męża od 4 lat. Wiem, że na dzień dzisiejszy nie chce mnie znać i obwinia za wszystko. Rzadko o niej rozmawiamy, bo Iks cierpi nieopisanie, choć nie chce się do tego przyznać.
Myślę o niej codziennie, choć jestem najgorszą macochą pod słońcem.

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.