Kiedy rozmawiamy o rodzicielstwie, wychowaniu w większości mamy na myśli parenting, dodam że mamy na myśli mamowy parenting. To takie naturalne, utarte, zwyczajne. Nierzadko pokutuje stereotyp że faceci nie są zainteresowani głębszą rozmową o parentingu, dziecku, nie wspominając o wychowaniu przedszkolnym. Tata. facet i do tego pracuje w przedszkolu – to kim jestem. Za chwilę opowiem Ci co często słyszę, z czym się spotykam, ja i moi koledzy. Zapraszam

Facet Panem przedszkolanką? Dla mnie i moich kolegów praca która daje ogromną ilość satysfakcji, pokazuje inną perspektywę relacji między dzieckiem, a “nauczycielem”. Dzieci postrzegają rodziców jako wzór do naśladowania, następnie swoich pierwszych nauczycielu, w żłobku, przedszkolu, szkole. Wracając to mężczyzn, w społeczeństwie jest gdzieś takie założenie że facet nie jest zainteresowany głęboką i znaczącą relacją z dzieckiem. To przeszłość, skostniały stereotyp.

W swojej pracy jako Dad’s Worker i Pan Przedszkolanka widuję codziennie ojców którzy z czułością, zaangażowaniem i ze zrozumieniem budują relacje ze swoimi dziećmi, świadomych facetów, którzy mogliby stanąć na równo z mamami jeśli chodzi o wiedzę, więzi emocjonalne i bycia rodzicem pełną gębą. Mimo to facet w edukacji wczesnoszkolnej i przedszkolnej to już inna bajka. Coś tu jest nie tak.

Nie od dziś wiadomo że ojcowie są ważni, dlaczego nie napisze- tak samo ważni? Bo nie chodzi tu o porównywanie, nie ma co porównywać, nie da się tak do tego tak podejść. Dzieciaki mające silnie rozwinięte relacje z ojcem lub dobrym męskim wzorem lepiej odnajdują się w edukacji, nierzadko potrafią lepiej rozwiązywać konflikty, radzić sobie  z własnymi emocjami, złością czy trudnymi sytuacjami w życiu. Do tego także są bardziej odporni na seksizm i bycie stereotypowymi samcami alfa, ucząc się od swojego ojca jak być mężczyzną i partnerem dla mamy/partnerki. W drugą stronę działa to niezwykle podobnie: ojcowie którzy świadomie biorą udział w wychowaniu dzieci, są bardziej empatyczni, są mniej agresywni – również w pracy – dążą także do rozwiązywania problemów w związku, a nie do unikania ich.

Dla mnie największym szokiem podczas prelekcji której byłem świadkiem było to że nie jest tutaj ważne do końca to jakiej płci jest figura matczyna czy ojcowska. Nawet w związkach tej samej płci jedna z osób jest bardziej opiekuńcza, ma cechy przypisane do strony łagodnej i mocno nazwijmy to “matczynej”, druga strona natomiast odpowiada za wyzwalanie w dziecku cech odkrywczych, podejmowania ryzyka i wzmagania naturalnej ciekawości. Typowa rola taty czy mamy nie do końca pasuje do stereotypów płci. I to dla mnie było odkryciem ponad podziałami.

Zaskoczyło mnie jedno stwierdzenie w trakcie prelekcji, brzmiało ono : Jako społeczeństwo nie wspieramy ojców by byli dobrymi wzorami ojcostwa. Często udaje się im tą rolę w lepszy lub gorszy sposób wypełnić, ale co najbardziej interesujące, dla dzieci nie ma to najmniejszego znaczenia. “

 

Badania Yogman’a z 1981 roku pokazują że dzieci już w wieku 6 tygodni potrafią inaczej odpowiadać na mamę lub tatę, gdy mama podnosi dziecko niemowlaki reagują w sposób spokojny. Rytm serca zwalnia, postura i wzrok się uspokaja. W przypadku tej samej czynności wykonanej przez tatę , te same badania dowodzą,  że niemowle jest mocno podekscytowane. Dlaczego? Te niemowlaki zdążyły już się nauczyć że tata ich nie nakarmi, na tatę mogą liczyć jeśli chodzi o każdy rodzaj zabawy, z tatą się odkrywa świat,  w tacie tkwi pierwiastek szaleństwa. Czyż to nie wspaniałe?

Z kolei Dr. Pruett i jego koledzy zauważyli że ojcowie mają tendencje do trzymania dziecka w inny sposób niż mamy. Mama zazwyczaj trzyma dziecko skierowane w jej stronę, ojciec zazwyczaj trzyma dziecko skierowane ku otaczającego je świata. Kolejny mindfuck. Coś tak intuicyjnego i prawdziwego.

Ojciec odgrywa totalnie inną role niż mama, dlatego nie da się tutaj porównać, czy napisać dlaczego ojciec jest potrzebny. Bo to nie jest sprawa wymagająca dywagacji. To fakt. Ojcowie mają kluczową rolę w odkrywaniu świata przez dziecko, nie stronią od ryzyka i pozwalają dziecku na to co mama nie jest jeszcze gotowa. Ojcowie także mają zazwyczaj więcej cierpliwości, mają inny rodzaj cierpliwości który jest motorem do rozwiązywania problemów i nauki ich rozwiązywania. Nie da się porównać tych dwóch doświadczeń.

Kolejnym odkryciem dla mnie jako ojca i praktyka edukacyjnego jest fakt że po pojawieniu się dziecka u ojców dochodzi do zmian w organizmie. Czysta biologia, facet dostaje strzała oxytocyny co sprawia że jesteśmy zakochani w naszych pociechach. Momentalnie stajemy w gotowości do bycia ojcem. Idąc dalej, odkryto że faceci którzy byli przy porodzie mają wiekszą umiejętność opowiadania o emocjach  i okazywania ich w kierunku swoich pociech. Z kolei badania McHale o Fivaz-Depeursinge z 2010 pokazują że ojcowie w czasie siłowej zabawy z brzdącem naturalnie wyznaczają granice, co wolno, a co już nie, co jest bez wątpienia ważną umiejętnością społeczną. Już kompletnie rozwalił mnie fakt, że rodzice nie muszą mieszkać razem by dziecko mogło przyswoić te wszystkie benefity idące za mega bliską relacją z ich ojcem.

Dla mnie to odkrycie 2018 roku, patrząc wstecz, mieszkając od ponad roku z dala od mamy moich dzieci, dzieląc się obowiązkami wynikającymi ze współrodzicielstwa ( moja definicja opieki naprzemiennej), te samo badanie ujmuje że tata nie musi być koniecznie tutaj ojcem biologicznym, to bez znaczenia. Badania dowodzą że nie jest to ważne ile czasu dziecko spędza z opiekunem, a jak ten czas jest wykorzystany. 12 godzin z facetem który nie stara się nawiązać relacji, ma obojętny stosunek do dziecka nie są tu ważne, w stosunku do jednej godziny spędzonej na wspaniałej zabawie i budowaniu relacji miedzy dzieckiem, a wzorcem ojcowskim który ma tą magiczną więź i stara się.

Wracam pamięcią i skanuję ostatni rok, z ojca który przed wyprowadzką nie sypiał w obawie przed stratą kontaktu z własnymi dziećmi zmieniłem się w tatę która słucha swoich dzieci, odpowiada na ich potrzeby. Szaleje z nimi, buduje relacje, często przekracza granice i pozwala na doświadczanie świata.

Moje dzieci mają swój pokój, sami urządzili go, wybrali meble. Podchodzę do nich jako do rodzeństwa, ale i indywidualnie. Dzielimy czas po połowie, mam dzieci 3/4 noce w tyg. Zazwyczaj poniedziałek od 17-tej do wtorku rano, odwożę ich do szkoły, potem tak samo w środę. W sobotę od 17-tej aż do niedzieli 19tej lub poniedziałku rano. Wszystkie wakacje czy ferie po połowie.

Miałem nie wrzucać tego komentarza sprzed roku, wtedy sprawiał że czułem się smutny. Dziś uśmiecham się bo wiem jak bardzo osoba która go napisała myliła się, a to dopiero rok, co będzie po dekadzie? Jestem pewny że moje dzieci mi powiedzą czy też pokażą w przypadku mojego autystycznego syna.

Oto komentarz jaki dostałem zaraz po rozstaniu (pisownia orginalna), nadmieniam że historia rozstania jest totalnie inna, pozytywna. Nikt nikogo nie zostawił, nikt nikogo nie porzucił. Na swoją eks nie powiem złego słowa, wspaniała kobieta i matka. Dziękuje jej za 11 lat związku i wspaniałe dziciaki.

“Tak się zastanawiam, jak ten twój cały euforyczny stan wygląda ze strony Evy..ekscytujesz się nową pracą, nowym rozdziałem w życiu, ach, jak cudownie! tylko zapominasz o tym, że to Eva zostanie z wszystkimi 24-godzinnymi problemami Maxa i Livii, to Eva będzie obecna w ich dobrych i złych chwilach, w zdrowiu i w chorobie, w spokojnych i nieprzespanych nocach, problemach wieku dorastania. Ty – o ile się nie pogubisz i nie zapomnisz- będziesz co najwyżej niedzielnym tatusiem i nie pisz o bzdurach typu „będziemy wspólnie wychowywać nasze dzieci” bo to bzdura i kłamstwo, sam siebie oszukujesz. Eva będzie miała dzieci i wszystko co z nimi związane, ty – nie będziesz miał NIC..wrócisz jak piszesz- do mieszkania, w którym będziesz mieszkał SAM. Siła świętego spokoju po pracy, prawda? bez wiecznie czegoś od ciebie chcących dzieciaków- co za ulga! i nie ważne, że Eva w tym czasie zapewne też wróci z pracy, odbierze dzieci ze szkoły i rozpocznie pracę na drugiej zmianie. I wcale nie życzę ci powodzenia, raczej – opamiętania i patrzenia trochę dalej niż czubek własnego zadufanego nosa.Uwierz – za 10 lat nie będziesz miał dzieci!”

 

Dziękuje że tak bardzo się pomyliłeś komentatorze.

Ave