Nasze dzieci z ASD są różne. Tak jak każdy z nas. Niemniej jako rodzic poznałem na tyle potrzeby i niuanse codziennych zmagań naszego syna, że często mam ze sobą kilka potrzebnych gadgetów, które pomagają Maksowi funkcjonowanie. Taki mały podróżny niezbędnik rodzica dziecka z autyzmem. Dziś podzielę się z wami naszymi przedmiotami ułatwiającymi życie. Zapraszam. Oto wszystko, co może ci się przydać w podróży z dzieckiem z autyzmem i niepełnosprawnością intelektualną. A  jeśli nie wszystko, to wiele na pewno. A wy macie swoje typy rzeczy – must have w podróżach?

Okulary słoneczne – Maks jest dość mocno wrażliwy na mocne i jasne słońce.  Szczególnie latem, dla nas to mus. Dla Maksa, jak i dla mnie, słońce jest bardzo męczące. Nawet przy pochmurnym niebie czasem dla nas jest za jasno. W aucie mamy z tyłu przyciemnione szyby dla wygody dzieciaków, ja sam zaś często korzystam z okularów. Czasem wymieniamy się nimi, jednak dla naszego autysty to mus by były w pobliżu.

 

Słuchawki wygłuszające – Warto je mieć. Czasami, gdy ze świata dostaje się zbyt wiele bodźców, jest to naprawdę dobre rozwiązanie. Kiedy Maks czuje taką potrzebę, w jakimkolwiek miejscu, samochód, samolot, w domu czy na mieście. Zawsze może na nie liczyć. Czasem zakłada je na chwilę, czasem na dłużej. Gdy widzę, że zatyka uszy, pytam, czy chciałby słuchawki. Czasem sam po nie sięga, gdy ma taką potrzebę.

 

Co mieć by przetrwać?

 

Czapka z daszkiem/zimowa – Dla niego to coś więcej niż nakrycie głowy, to także obiekt, który pozwala mu na wywołanie sensorycznego napięcia/ściśnięcia w okolicy głowy. Czasem w domu, sam mnie prosi, bym ścisnął mu głowę, czy lekko na niej położył swoje ręce. Czapka pozwala jak okulary uniknąć zbyt jasnego światła, czasem pomaga w spaniu w czasie podróży.

Komforter w postaci królika – Wiele z naszych dzieci ma swoją ukochaną maskotkę, kocyk przytulankę czy inny ważny przedmiot. To ważne by był w pobliżu. W plecaku lub w ręku, by w razie kryzysowej sytuacji był w zasięgu ręki.

Mokre chusteczki –  najlepszy przyjaciel rodzica, nie będę się nawet rozpisywał, dlaczego powinniśmy mieć je w aucie, w każdej torbie i plecaku. ZAWSZE!

 

Co mieć by przetrwać?

 

Power Bank i ewentualnie tablet czy telefon – Tak, korzystamy. Tak, nie oceniamy innych, gdy dają dzieciom tablety czy telefony. A jeśli dziecku w stresie, dodatkowo się wyładuje to wtedy może być niezła afera. Stąd mamy zawsze ze sobą power bank, by móc podładować sprzęt elektroniczny w samolocie czy innym miejscu. Wszystko jest dla ludzi, czasem i my mamy prawo usiąść do serialu, choćby nawet Kiepskich. Dlaczego, by więc oceniać i oburzać się?

 

Coś do przekąszenia –  Nie zawsze w restauracjach czy w samym samolocie dostaniemy coś, co Maks je. Gdy ostatni raz lecieliśmy samolotem, wszystko w zasadzie było wysprzedane. Staramy się być przygotowani na taką ewentualność i mamy ze sobą coś, co dzieciaki mogą wszamać w biegu. Jakaś buła czy coś innego. Słodycze też się zdarzają, niemniej tylko na wakacjach i w samolocie. Głodne dziecko to niespokojne dziecko. Zresztą ja także.

 

Saszetki z ketchupem – Maks uwielbia swoje jedzenie z ketchupem, zje oczywiście bez niego, niemniej uwielbia go. Staram się zawsze mieć ze sobą jakieś saszetki lub w podróży. Od jakiegoś czasu jest to ketchup o obniżonej zawartości cukru i soli.

 

 

Co mieć by przetrwać?

 

 

Zestaw ubrań w razie wylania się picia – Gdy tylko przypadkiem nasz syn się obleje, nie ma mowy o pozostaniu lekko mokrym przez jakiś czas. Nawet gdy nie było ubrań na zamianę. Żadna siła nie sprawi by pozwolił sobie na kroplę na ubraniu. Życie nam pokazało, że musimy mieć na zmianę komplet ubrań. Raz, dwa i po problemie. Zawsze mamy ze sobą zestaw zapasowy na wyciągniecie ręki. Zawsze.

 

Poducha dmuchana – Wiecie, taka pod głowę. Zajmuje mało miejsca, a może się przydać do samolotu czy samochodu. Ważne, by można ją było szybko nadmuchać i spuścić z niej powietrze. Rach ciach i chrapie jedno z drugim.

 

Plan dnia/podróży/wyprawy – najlepiej ze zdjęciami –  Przed wyjazdem kilka dni zaczynamy drukować po kolei obrazki, które są swoistym planem podróży. To bardzo ważny element naszego niezbędnika. Ostatnim razem sekwencja wyglądała tak: Zdjęcie taksówki, lotniska, samolotu, samochodu jaki mamy w Polsce, apartamentu, w którym się zatrzymujemy na noc, potem znów samochód i dom w górach. Nasz wyjazd właśnie tak wyglądał. Tydzień przed wyjazdem pokazywaliśmy Maksowi po kolei co będzie się działo, z dokładnymi zdjęciami rzeczy i miejsc, które po sobie będą postępować. Dzięki temu Maks wiedział czego ma oczekiwać i wiedział co następnie się wydarzy. Bez stresu, bez zatrzymywania się i prób powiedzenie nam, że on chciałby coś innego. Wiedział, jaki jest plan i że krok po kroku będziemy przez niego szli. Zawsze uwzględnialiśmy jego zdanie i pytania o odwiedziny sklepu z zabawkami, wyjście do restauracji czy inne zadania. Jego zdanie i ciekawość jest zawsze tak samo ważna, jak plany całej rodziny. Nic o nas bez nas.

 

Pamiętamy o przerwach, informujemy o czasie, pozwalamy na odkrywanie i dajemy czas na oglądanie sklepów, witryn sklepów, toaletę bez pośpiechu. W idei: Nic o nas bez nas.

 

Czy uważacie, że taki podróżny niezbędnik rodzica dziecka z autyzmem ma sen? Czy jest w stanie pomóc rodzicom i dzieciakom? Dajcie znać jak to wygląda u Was!

 

 

 

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.