Podwójne standardy potrafią zniszczyć związki, rozwalić rodziny, w drobny mak rozsypać najlepsze zespoły w pracy. Są jednak rejony życia, gdzie podwójne standardy są akceptowane, nikt na nie nie zwraca uwagi. Oczywiście poza tymi, których one dotykają i ranią. Takie podwójne standardy są i w patchworku, a że temat rodzin łączonych jest ciągle tematem raczej sporadycznych rozmów, to dajemy tym podwójnym standardom rosnąć. Potem mamy takiego rdestowca, którego za cholerę nie wyplewisz z ogrodu. 

Nie cierpię podwójnych standardów, jednak co krok je widzę. Gdzie się nie obejrzysz, ludzie są oceniani inną miarą, z innej perspektywy, a już mistrzostwem jest ocenianie siebie i innych w tej samej kwestii, jednak używając innych wytycznych. Wiecie to takie typowe “ale Ty” i “bo ja”. Ile razy w życiu słyszałeś/aś, że ktoś się nie stosuje do ogólnie przyjętych zasad “bo coś”, ktoś inny jest inaczej traktowany w pracy “bo coś”? Może Twojemu partnerowi puściły nerwy, ale jemu wolno “bo coś”, a Tobie nie.

 

Macochy i podwójne standardy 

 

Myślę, że tę część najłatwiej będzie mi opisać na przykładzie szkolnych wakacji i pewnie za kilka tygodni wrócę do tego tekstu i dopiszę jeszcze słowo lub dwa. Za dwa tygodnie zabieramy do siebie dzieciaki na tydzień i jedziemy razem na jesienną przerwę do Walii.

Uwielbiam wyjazdy, uwielbiam dzieciaki i wypady z nimi. Za każdym razem robimy coś fajnego, zostaje nam kupa zdjęć i ogrom wspomnień. Jest zabawa, jest śmiech, ale jest też miejsce na złość, rozczarowania, niezgodę, fochy, zmęczenie, wybrzydzanie, bunty i zazdrość. Wygląda jak każdy normalny wyjazd co nie? Każda rodzina ma swoje blaski i cienie. Po tygodniu jesteście tak samo wypoczęci, jak i gotowi, żeby wracać do domu, do pracy, do dorosłych, do spokoju i przewidywalności zdarzeń.

Kiedy pod koniec szkolnych wakacji w Polsce przejrzałam swój instagram i facebook zalała mnie fala “Dzięki Bogu już koniec wakacji!!! Dzieci wracają do szkoły”. Wiele znajomych opowiadało mi o mniejszych i większych dramatach i poskromionych chęciach ukatrupienia swoich latorośli. Witały koniec wakacji szkoły i przedszkola z wielkimi uśmiechami i ulgą. Norma. Wszyscy to znamy. Jest tak co roku.

 

Teraz obróćmy trochę tą sytuację. Opowiem wam historię.

 

Martyna jest trzydziestoletnią pracującą kobietą, ma dobrą pracę w biurze, dwie przyjaciółki, z którymi wychodzi 2-3 razy w miesiącu, jednak woli ciepło i spokój domu. To w tym domu odpoczywa po stresującym dniu w pracy i ładuje baterie na kolejne dni podboju świata. Mieszka z niespełna trzydziestopięcioletnim Krzyśkiem. Krzysiek ma za sobą kilkuletnie małżeństwo, z którego ma dwie córki. Krzysiek i jego eks praktykują opiekę naprzemienną, dziewczynki mają w domu swój pokój, zabawki, ulubiony plac zabaw pod domem i cukiernie. Martyna z Krzyśkiem 3 razy w roku wyjeżdżają na wakacje, z reguły tylko na jedne sami, reszta wyjazdów jest organizowana, tak aby ich cała drużyna była szczęśliwa. Dziewczynki, jak to bywa z siostrami, kłócą się o zabawki, krzyczą na siebie, czasem jedna drugiej, chcący lub nie, zrobi krzywdę. Są zazdrosne o siebie, a szczególnie o tatę. Kiedy są w nowych miejscach, obawiają się spania bez taty, więc co wieczór Martyna spędza czas samotnie, czekając, aż Krzysiek uśpi dziewczyny i padnięty po całym dniu spędzi z nią kilka chwil. Dziewczyny nigdy nie mogą się zgodzić co do tego, co chcą robić. Wracają z wakacji, Martyna wraca do pracy po bardzo intensywnym urlopie. W domu ciągle są dziewczynki, które non stop czegoś chcą, wstają wcześnie rano w te dni, kiedy ona może pospać dłużej. Świat Krzyśka kręci się wokół dziewczynek. Martyna wchodzi na facebook i dzieli się ze swoimi znajomymi błaganiem o spokój i koniec wakacji. Mówi o tym, jak bardzo jest zmęczona, jak dosyć ma ciągłego świergotania, bajek, kłótni, wołania o każdą pierdołę. Martyna chce, żeby dobiegł koniec szkolnych wakacji, aby dziewczyny wróciły do szkoły, życie wróciło do normy, a ich grafik do starych ustaleń.

 

Kogo jak ocenicie? Kto jest zły w tym układzie? Mama i tata, którzy po wakacjach z wytęsknieniem czekają na początek roku szkolnego i ten moment, kiedy w końcu będzie w domu cisza i spokój? Czy może macochę, która nie może doczekać się, aż życie wróci do normy, w jej domu ponownie zapanuje spokój i każdy dzień nie zacznie się od “Taaaatoooooo!!!”

 

Już widzę tę falę nienawiści i ciężkich batów przelewających się przez komentarze pod postem tej biednej Martyny. Bo przecież jako macochy musimy wiedzieć, kiedy coś przemilczeć, kiedy nie unosić się dumą, kiedy powinniśmy stawiać dobro dzieci i partnera ponad swoje, kiedy mamy przykleić na twarz uśmiech, mimo że rozrywa nas kurwica od środka. Wszystko to w imię słynnego “Wiedziałaś, w co się pakowałaś”.

 

podwójne standardy w patchworku

 

W internecie, jak i na placach zabaw utworzył się ruch rodziców pokazujących blaski i cienie rodzicielstwa. Każdy ma prawo powiedzieć, że dzieci dały mu w kość i jakby istniały okna życia wystarczające duże, to by podrzuciły każde dziecko, jedno po drugim, bez względu na wiek. Szczególnie pod koniec wakacji. Gdyby w internecie, na publicznych ustawieniach jakaś macocha napisała, że dzieci ją wkurzyły i zapytała o najbliższe okno życia, to mało tego, że zjadłoby ją społeczeństwo, ojciec dzieci nie odzywałby się wiekami, albo zostawił w pizdu, to cenzura i detektywistyczna sieć mamy dzieci szybko doniosłaby jej o tym, jaką straszną jest kobietą. Mam nadzieję, że z mijającymi latami i zmianami zachodzącymi w społeczeństwie, a także rosnącą ilością rodzin łączonych, ojczymowie i macochy nie będą musieli się ukrywać na sekretnych grupach ze swoim zmęczeniem, frustracjami i obawami.

 

Kocham nasz patchwork, kocham nasze wyjazdy, kocham Nikodem i kocham te dzieciaki. Jednak patchwork nauczył mnie wybierać momenty, kiedy się odzywam, kiedy się wtrącam, kiedy mogą puścić mi nerwy i co mogę, a czego nie mogę powiedzieć. Nawet wśród tych, których kocham. O cieniach patchworku rozmawiam z dwoma osobami i żadna z nich nie jest kimś, kogo kocham. Za to wiem, że te dwie osoby mnie nie ocenią. Wszystko to, po to, by nie dotknęły mnie podwójne standardy w patchworku. Standardy, które widzą i czują tylko macochy i ojczymowie.

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.