Poranki bywają trudne, w zasadzie dla każdego. Dla mnie i wielu tysięcy ludzi z depresją poranki mogą być bitwą. Moją własną codzienną walką z chorobą, z lękiem, szarpaniem się o kolejny relatywnie dobry dzień. Czasem sam się łapie na tym, że gdy Klaudia mnie pyta — Jak spałem, czy jak mam się rano, to w zasadzie nie mam siły nawet odpowiadać. Nie mogę z siebie wydusić słowa, czasem czuje się tak bezsilny, że zmęczenie to tylko słowo, którego znaczenia już nie pamiętam. Poranki z depresją bywają ciężkie, jednak jakoś trzeba się zebrać z tego łóżka. Czasem uciekam, bo nie chcę być pytany o nic, nie chcę o niczym rozmawiać, potrzebuję ciszy.

 

Nie pamiętam, kiedy ostatnio obudziłem się wypoczęty, zazwyczaj budzi mnie budzik lub sam się budzę chwile wcześniej. Moje ciało jest zaprogramowane, mam zegar biologiczny, który zazwyczaj działa. Jednak gdzieś w środku nocy, coś się w nim psuje. Czasami mnie wybudza na dwie, trzy godziny, czasami na krócej, ale za to kilka razy.

“Poranki z depresją są ciężkie” — te słowa dudnią mi w głowie za każdym razem, gdy się budzę. W zasadzie nie ma różnicy czy śpię osiem godzin, czy dziesięć, czasem trzy, czasem pięć. Tak czy siak, jestem wykończony. Nie mam chęci na wieczorny seks, na poranny też nie, czasem po wstaniu w zasadzie zmieniam tylko miejsce, w którym lewituje między snem a jawą. Łapię się na tym, że siedzę w ciemnym salonie lub stoję, patrząc w zlew bezwiednie. Czasem i po 20 minut.

 

Poranki z depresją są ciężkie.

 

Nie ważne ile śpię, poranki są ciężkie.

Czasami także odwiedzają mnie moje przyjaciółki stany lękowe. Zaczynam szybciej oddychać, zaczynam biegać myślami i czuję, jakbym zaczął się zaplątywać w ogromnie wielkim kłębku swędzącej wełny. Wrażenie, że za chwilę zabraknie mi powietrza. Wtedy zaczynam liczyć i powoli oddychać, liczę i spowalniam swój oddech. Większość poranków przelatuje na automacie, ostatnio tak się zamyśliłem, że stałem na zielonym świetle, nie zwracając uwagi na głośne trąbienie aut za mną. W zasadzie lepiej tak niż zamyślonym przejechać na czerwonym świetle, co też mi się zdarzyło.

 

Czasami czuje się obrzydliwie, brzydzę się sam sobą za swoje lenistwo. Ludzie zazwyczaj myślą, że depresja to wymówka tych, którzy nie potrafią wziąć się za robotę lub chcą uniknąć odpowiedzialności. Nic bardziej błędnego. Pomyśl, jak to jest kiedy jesteś od miesięcy chronicznie zmęczony, jeśli nie jesteś w stanie wstać z łóżka? Zastanawiasz się, czy przyjdzie jutro, a może to już czas odpuścić? Nie ma mowy o zwyczajnym życiu, a co dopiero pracy i co najgorsze w tym wszystkim, spotykaniu innych ludzi, którzy mówią do ciebie.

 

Czasami kładę się spać z nadzieją na dobry poranek, po naprawdę dobrym dniu za sobą. Wtedy zazwyczaj przychodzi ten najbardziej depresyjny. Nadzieja zabija.
Tak, z depresją da się żyć, czasem mam wrażenie, że poszła sobie, mijają dni, gdy czuje się naprawdę dobrze, wraca stary Nikodem, uśmiechnięty, wariujący, dowcipkujący i ciągle gadający o świntuszeniu. Wtedy poranki są całkiem fajne. Bywają nawet dobre dwa-trzy tygodnie. Potem jednak wraca głębszy epizod i mam wrażenie, że Pani Depresja, zwyczajnie chce, mi pokazać kto tu rządzi. Wracają poranki z depresją.

 

Poranki z depresją są ciężkie.

 

Depresja to nie wymówki, depresja to nie bycie leniem czy uciekanie od odpowiedzialności dorosłego człowieka. Depresji nie uleczysz wyjściem do ludzi, wzięciem się w garść, piwem z przyjaciółmi.

Poranki są trudne, czasami nawet bardzo. Jednak walczę, wstaję, idę przed siebie, idę do pracy. Jestem świadomy tej walki. Czasem gorszy poranek potrafi zniszczyć mi dzień, ale świadomość tego, że to nie moja wina jest budująca.
Jestem chory, mój mózg działa inaczej. Moja depresja sprawia, że mam problemy społeczne, seksualne, poznawcze, zaburzoną wagę ciała i rytmy dobowe. W dzisiejszych czasach depresja kojarzona jest ze smutkiem, a smutku przecież nie można leczyć, bo to wstyd. Prawda?
Może, to przez to, że ktoś kiedyś powiedział, że cierpienie uszlachetnia? Jeśli tak to należy mu się, kop w tyłek, za szerzenie herezji. Depresja nie może być czymś, o czym mówi się po cichu, czymś, co się bagatelizuje i objawia jako przejściowy smuteczek.

 

Co do leków. Nie należy się bać dobrych leków, a dokładnie mówiąc dobrze dobranych. Na początku jest gorzej, ale potem dobrze dobrane leki naprawdę pomagają. Jak to jest, że gdy mamy grypę to łykamy leki na potęgę, idziemy do specjalisty. A z depresją chowamy się, bo wstyd?
Oczywiście same leki nie załatwią niczego, każdy może pomóc sobie w inny sposób. Jedni zobaczą poprawę wraz z psychoterapią i lekami, inni skorzystają z natury i zdrowego odżywiania. Inni nie zaznają poprawy po wszystkim na raz. Wydaje mi się, że depresja każdego z nas jest nieco inna, bo w końcu każdy z nas przeszedł inną drogę w życiu i ma inną wrażliwość…oraz mózg.

Depresja to problem społeczny, powinniśmy o niej mówić i szukać zmian i edukacji na ten temat. Obudzić świadomość w narodzie. Zanim będzie za późno, za nim będziemy opłakiwać bliskich.
Czego sobie i wam nie życzę.