Totalnym zbiegiem okoliczności, kiedy zasiadałam do nowego posta, na jednej z anglojęzycznych macochowych grup pojawiło się pytanie : „Czy macie jakieś rady dla bezdzietnej macochy, która jest nowa w temacie?” Postanowiłam poczekać 2-3 dni, żeby móc przeanalizować odpowiedzi, porównać je z moimi doświadczeniami i podzielić się tym z wami. Dla was moje drogie panie i dla was moi drodzy panowie – 5 rad dla macochy.

 

Rada dla Macochy Numer 1: SPIEPRZAJ GDZIE PIEPRZ ROŚNIE I PRZEMYŚL TO JESZCZE RAZ

 

O tak moi drodzy. To, jest najczęściej powtarzająca się macochowa rada. Trochę żartobliwa i trzeba na nią spojrzeć z przymróżeniem oka, ale prawda jest taka, że każda z nas miała taki moment w naszym „macochowaniu”, w którym pomyślałyśmy : „Na cholerę mi to było?!”

Co jest tak na serio prawdą w tej pierwszej poradzie? Zanim zwiążesz się z dzieciatym facetem, wejdziesz w życie dzieci, namieszasz w ich życiach i uczuciach, POMYŚL JESZCZE RAZ! Nawet trzy, a potem jeszcze pięć, a jak się obudzisz to jeszcze ze dwa. Nie zaczynaj czegoś, co będzie miało wpływa na tak delikatne istoty jak dzieci. Powiem Ci tak bycie macochą jest zajebiście trudne, więc jeśli liczysz na sielankę i dobrą zabawę to wiesz co masz zrobić…. POMYŚL JESZCZE RAZ!

 

Rada dla Macochy Numer 2: DUŻO WINA, CZEKOLADY i MELISY

Bardzo dużo wina, sporo jedzenia, które satysfakcjonuje Twoje kubki smakowe, coś na uspokojenie i dobre techniki oddechowe. Czasem zastanawiam się, czy nie powinnyśmy założyć wysyłkowego klubu wsparcia macoch z tygodniową subskrypcją różnych gatunków wina i smaków czekolady 😉

 

 

Jako Macacho powiem wam tyle: tylko spokój nas uratuje…

A tak serio – ten tekst z winem i melisą (czekolada to się zawsze przyda) to taki pokrętny sposób na powiedzenie wam, że musicie o SIEBIE dbać. Trzeba dać sobie czas i możliwość czerpania przyjemności z życia, odnaleźć sposób na odstresowanie się, jakieś hobby, które wyciągnie Cię z domu i pozwoli na rozładowanie stresu i napięcia. Życie samo w sobie serwuje nam jakieś atrakcje, w pracy stres, ludzie jeżdżą jak idioci, pogoda nie taka – powodów do marudzenia mamy tysiące. Czyjeś dzieci? Bądźmy szczerzy, nie raz rzucisz pod nosem kurwą i będziesz miała ochotę wyjechać gdzieś. Dlatego zawsze miej pełny bak w samochodzie lub drobne na autobus 😉

A no i psycholog. Powtarzam się, wiem. Ale duża ilość doświadczonych macoch powtarza jednym głosem. Znajdź bezstronnego powiernika lub psychologa.

 

Rada dla Macochy Numer 3 : CIERPLIWOŚĆ I CZAS

 

Daj sobie czas. Daj czas swojemu partnerowi. Daj czas dzieciom. Daj czas mamie dzieci. Poznawanie się to długi proces, jeszcze więcej czasu zajmuje przyzwyczajenie się do nowej sytuacji. Bądź cierpliwa, nie tylko wobec swojego partnera i jego dzieci ale też względem siebie. Ty też się uczysz. Nie miałaś 9 miesięcy na przygotowanie się psychicznie do pojawienia się dzieci na świecie, nie przeszłaś kursu jazdy bez trzymanki i nie byłą macochą w poprzednim życiu. Wszyscy mamy prawo do popełniania błędów, Ty, On i dzieci.

 

Nie oceniaj siebie zbyt ostro, z nim rozmawiaj ile się da, a dzieciaki? Dzieci są dziećmi i bez względu na to, czy to jesteś Ty, ich mama, czy ich babcia, to potrafią dogryźć, zdenerwować, pokazać jęzor i strzelać fochy.

 

Apropos fochów, humorów i jęzora. To chyba jedna z rzeczy, która najciężej mi przyszła. Przez długi okres myślałam, że one są wymierzone TYLKO WE MNIE! Zadawałam sobie pytanie „co ja im takiego zrobiłam?!”, a kiedy Nikodem mówił, że te same fochy serwują jemu i mamie to nie wierzyłam. Dzisiaj kiedy Livia strzela focha, myślę sobie : „Kto na tym traci? Ja czy Ty, moja droga? Hm?!”. Życie toczy się dalej.

 

Rada dla Macochy Numer 4:  USTAL ZASADY I SIĘ ICH TRZYMAJ

 

OK. Zmierz się z oczywistym faktem – ta druga część jest prawie niewykonalna, tak więc przygotuj się, że będziesz miała wiele okazji do zrewidowania Twoich zasad i poglądów.

 

Rady dla macochy

 

Usiądź i pomyśl o wszystkich rzeczach, na których Ci zależy, które cenisz i nie chcesz by się zmieniły. Potem podziel na pół i wybierz te, które są absolutnie niezbędne dla Ciebie i Twojego zdrowia psychicznego oraz fizycznego.

Potem usiądź z partnerem i porozmawiajcie o tym.

 

Przygotuj się na to, że to co dla Ciebie będzie miało mega znaczenie dla niego będzie trywialne. Mimo wszystko, masz prawo do swojej przestrzeni i zasad. Łatwo jest zapomnieć, że w tym układzie jest was więcej i dzieciaki mogą mieć problem z przystosowaniem się do potrójnych standardów. Ich mamy, tych sprzed rozwodu, no i teraz Twoich. Powoli, ostrożnie, ale konsekwentnie.

 

U mnie była to np. sypialnia. Wstępnie poprosiłam Nikodema o to aby dzieci nie spały w naszym łóżku. Życie zrewidowało to, kiedy szłam na noc do pracy, dzieciaki same wciskały się do łóżka, ja czułam się zraniona, bo moje zasady zostały naruszone. Co zrobiliśmy? Ustaliliśmy nowe – dzieci nie mogą spać z nami, ale kiedy mnie nie ma to one podejmują decyzje czy chcą z tatą czy ze mną. Nikodem tego potrzebował, ja potrzebuje szczęśliwego mężczyzny, jest to dla mnie absolutnie niezbędne.

Kolejną zasadą było sprzątanie ubrań po sobie i podnoszenie rzeczy z ziemi – egzekwowane w stosunku do wszystkich w domu. Zasada „Co na ziemi to do śmieci” obowiązuje wszędzie poza pokojem dzieci. I coś co dla mnie było bardzo ważne to : nie krzyczymy do siebie, podchodzimy i mówimy.

Nie jestem w stanie powiedzieć ile razy musiałam walczyć o to rzeczy. Początkowo tylko z Nikodemem. W pierwszej fazie poznawania dzieci i pierwszych tygodniach mieszkania razem nie jest najlepszym wyborem wymuszanie czegokolwiek na dzieciach. Od tego masz partnera. „Powiedz Livi / Maksowi…” gościło na moich ustach setki razy. Później na ustach Nikodema zagościło: „Słyszałaś/eś co Klaudia powiedziała”. Teraz już wiem jak to się robi i nauczyłam się znosić odmowę.

Najważniejsze  to żebyście dzielili się spostrzeżeniami, wnioskami i uwagami ze swoim partnerem i mieli umysł otwarty na inną wersje zdarzeń niż Twoja.

 

Rada dla Macochy Numer 5: KOCHAJ

 

Nie muszę chyba tego zbytnio rozwijać, co nie?

Kochaj siebie, kochaj swojego partnera, pozwól sobie na pokochanie dzieci. Nie musisz ich początkowo nawet lubić, szanuj je i kochaj swojego partnera. Nie jesteś ich mamą, bądź ich przyjaciółką, „dobrą ciocią’. Podaruj im na tyle ciepłą relację, na jaką możesz sobie w danym momencie pozwolić.

Wczoraj wieczorem Livia powiedziała mi, że mnie kocha. Nie zobowiązuje mnie to do kochania jej i Maksa. Tak się składa, że też te dzieciaki pokochałam. Nie jest to matczyna miłość, bo nie są moimi dziećmi. To wielkie miejsce w moim sercu. Tęsknie za nimi, kiedy nie ma ich zbyt długo u nas, ale jest to tęsknota, którą jestem w stanie czymś wypełnić. Wiem, że Nikodem nie jest w stanie jej zwalczyć – tym się właśnie różni to kochanie.

Nikodem zapytał mnie kilka dni temu co by było gdyby umarł. Było by mi smutno, płakałabym itd. Żałoba, ale zaskoczyło mnie to, że zrobiło mi się mega smutno bo możliwe, że nie widywałabym dzieci….

 

 

Nie ma 100 złotych porad dla macoch. Nie ma jednego rozwiązania do miliona różnych sytuacji. Dynamika rodziny patchworkowej jest tak zmienna i tak zależna od wielu czynników, że radzenie komukolwiek czegokolwiek byłoby mało odpowiedzialne. Jednak, te 5 rad sama dzisiaj zastosowałabym bez mrugnięcia okiem. Ja musiałam wiele wypracować sama, wiele kobiet musi. Nie ma czegoś takiego jak, prawo jazdy dla macoch… Dlatego właśnie, zastanów się sto razy zanim się na to zdecydujesz. Warto, ale nie będzie łatwo.

 

Najpiękniejsze podsumowanie padło z ust pewnej znajomej z grupy: “Being stepmother is like being a biological mum, but without a guarantee of appreciation” – Bycie macochą to jak bycie biologiczną mamą, ale bez gwarancji wdzięczności. Ale czy przypadkiem nie jest tak z każdą relacją w naszym życiu? Czy ktoś kiedyś dał Ci obietnicę dozgonnej wdzięczności i jej w 100% dotrzymał?