Odkąd się wyprowadziłem, minęły już dwa lata. Nasze życie stało się rutyną, codzienność przestała martwić. I ja i dzieci jesteśmy przyzwyczajeni do tego, jak to wygląda. U nas, mają swój pokój, ubrania, zabawki, rowery. Dokładnie to samo, co w każdym innym domu, w którym są dzieci. Różnica jest tylko taka, że dzieciaki mają dwa domy, mają mamę, tatę i macoszkę.

 

Dziś opowiem Wam o refleksji związanej z tym, jak nas widzą inni. Byliśmy razem jedenaście lat, dla mnie początki były trudne, środek tych jedenastu lat tragiczny, a ostatnie dwa lata naprawdę świetne.

 

Przenieśliśmy się z Londynu do Edinburgh, skończyłem studia, zaczęliśmy spełniać marzenia, był tylko jeden problem. Zaczęliśmy oddalać się od siebie. W końcu po rozmowach, łzach, próbach bycia obok przyszło nieuniknione. Rozstanie. Dziś jednak nie chciałem Wam opowiadać o rozstaniu, a o tym, co przyszło potem.

Zastanawiałem się, co teraz, jak to będzie wyglądało, czy się dogadamy z mamą naszych dzieci. Co czułem? Strach, wstyd, zawiedzenie, czułem się nikim. To uczucie potęgowali ludzie, którzy już nie są w moim życiu obecni. Na szczęście.
Zastanawiałem się, jak do jasnej cholery mam się przyznać mamie, że to koniec. To złamie jej serce, nie wspominając, że zapytała mnie o to, co wywinąłem. To bolało, ale tylko gdzieś w środku i tylko na chwile. Stereotypowo. Miałem ochotę zapaść się pod ziemie, zniknąć. Jak powiedzieć o tym bratu, znajomym.

 

Pierwsze refleksje po rozstaniu

 

Wiedziałem, że nikt mi nie uwierzy, to na pewno musiała być moja wina, to ja coś odwaliłem. Zdałem sobie dziś sprawę, że moja eks mogła czuć się podobnie. Mogła czuć się winna, że rozbija im rodzinę, że to ona będzie tą złą, tą, która przestała kochać i doprowadziła do finału. Z perspektywy czasu widzę także, że to ONA miała większe jaja, skończyć to, co zwyczajnie musiało się rozpaść. Niestety, większość naszych wspólnych znajomych nie przeszła tego testu pozytywnie.

 

 

Było mi cholernie przykro. Nie oczekiwałem od nikogo, że będą stawać po mojej stronie, po żadnej stronie. Chciałem tylko poczuć się wartościowy, chciałem, by ktoś poklepał mnie po plecach i powiedział Głowa do góry stary, będzie dobrze. A co otrzymałem? Totalną izolację.

Przestano odbierać ode mnie telefony, odpowiadać na sms, aż któregoś dnia, człowiek, któremu pomogłem, któremu dawałem kasę i fajki, gdy miał trudne momenty na emigracji. Człowiek, który zostawiał u nas swoje dzieci, wysłał mi e-mail.

 

”Cześć, Myślę, że nie ma sensu się spotykać na kawę, w zasadzie nie ma o czym nawet rozmawiać.Zmieniłeś się, jesteś jakąś żałosną kopią jakiegoś kołcza. Nie mamy totalnie o czym rozmawiać, nie pisz do mnie i nie dzwoń. Wal się koleżko”.

 

Tak to mniej, więcej wyglądało — dzięki Maciek.

 

Co przyszło potem?

 

Potem zdałem sobie sprawę, że od roku nie widzieliśmy się, ale przecież wie, co u mnie i kim jestem. Tak na odległość. Zwyczajnie, zrozumiałem, że to tylko wymówka, że to tylko zrzucanie winy, bo wiadomo, że to facet musi być tym złym skoro “baba” odchodzi. To wszystko sprowadza się do szczęścia.

Dlaczego? Bo szczęście mojej eks było definiowane brakiem mojej osoby w jej życiu. Z czasem zrozumiałem, że moje szczęście definiuje nowy związek z kobietą, która jest dla mnie przyjacielem, kompanem, kumplem. Że to samo szczęście, jeśli chodzi o dzieci, daje nam wychowywanie ich osobno.

Doceniamy chwile z nimi i czas bez nich. Zobaczcie, gdy cały obraz mojego życia totalnie się rozpadł. Wśród zgliszczy i smutku narodziło się prawdziwe szczęście. Poczułem się wreszcie w pełni sobą, poczułem się kochany, nie musiałem o miłość żebrać. Gdzieś w tych zgliszczach, znalazłem diament, który oświetlił mi drogę i pokazał, co jest tak naprawdę istotne dla mnie. Po tym doświadczeniu zrozumiałem, że muszę być ze sobą szczery, podążać za tym, co mówi mi serducho, przestać się przejmować tym, co mówią i myślą inni.

 

Refleksja po rozstaniu

 

Jeśli ktoś ma ochotę nas ocenić, zanim poświęci czas na poznanie nas. Jego problem. Znalazłem wszystko to, czego mi brakowało przez te jedenaście lat. Zyskałem umiejętność prowadzenia trudnych rozmów, z moimi dziećmi, z partnerką, moją mamą i co najważniejsze — z samym sobą.

W najbliższych tygodniach będę sobie robił nowy tatuaż. W bardzo widocznym miejscu. To coś, o czym marzyłem całe dorosłe życie. Mam prawie czterdzieści lat, czas bym przestał się przejmować tym, co pomyśli ktoś inny, czy to w związku z rozstaniem sprzed dwóch lat, czy w związku z moim tatuażem.

Ostatnio zapytałem mojego szefa: Hej, nie będzie problemu, jak zrobię sobie kolejny widoczny tatuaż? Mój szef się uśmiechnął serdecznie i powiedział: „To cholernie słodkie, że pytasz. O ile mi wiadomo, tatuaże nie przeszkadzają Ci w byciu świetnym wsparciem dla rodzin, z którymi pracujesz, wiec, dlaczego miałyby być problemem dla kogokolwiek innego. To coś, co lubisz. Każdy z nas pracuje z rodzinami i jedną z fundamentalnych cech tej pracy jest nieocenianie innych. Tak więc nie ma problemu”.

 

Wiem, że to czasami trudne. Pamiętajcie, miejcie wokół siebie ludzi, którzy są z wami mimo wszystko i mają podobne wartości oraz przestańcie się blokować tym, że ktoś coś powie czy pomyśli na Wasz temat. Życie jest zwyczajnie zbyt krótkie na takie ograniczenia.

 

A jak jest u Was?

Ave.