Temat rozwodu, czy też może rozstania rodziców znam z wielu perspektyw. Jako dziecko rozwodników, kuzynka, koleżanka, partnerka Nikodema, sama też przez rozwód przeszłam, więc wiem, jak wygląda ludzka psychika w trakcie tego procesu. To magiczne zdanie “Kochanie, Twoi rodzice się rozstają” zmieni wiele w życiu dziecka, ale już to, co zostanie powiedziane i zrobione po tym, mogą wywrócić je do góry nogami. Nie ma takiego sposobu rozmawiania i postępowania, który zapobiegłby łzom, zmianom, buntowi i pytaniom. Można to jednak zrobić tak, aby nie zniszczyć dziecku dzieciństwa i obrazu każdego z rodziców.

 

W kwestii wstępu: moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam 19 lat. Miałam swoje lata na karku, sporo rozumiałam, widziałam. U mnie nie padło “Kochanie, rodzice się rozstają”, to ja prosiłam moją mamę, aby dla swojego i naszego dobra rozstała się z tatą. Uwierzcie mam o czym pisać, mój tata dał mi wspaniałe dzieciństwo, wiele dzięki niemu zobaczyłam, spróbowałam wielu sportów, miałam dobrą edukację. Był dobrym tatą — do pewnego czasu, dokładniej do czasu kiedy widziałam różnicę pomiędzy tatą a mężczyzną, mężem. Był dobrym tatą i naprawdę dupiatym mężem, kiepskim człowiekiem. Pierwsze rękoczyny zaczęły się, gdy miałam 14-15 lat, mój brat jest ode mnie 6 lat młodszy, więc kiedy ja wiedziałam, o co chodzi, on nie miał bladego pojęcia. Ciągnęło się to prawie 5 lat. Nikt nie musiał mi tłumaczyć, dlaczego moi rodzice się rozstają, mój brat też załapał. Nie myślcie jednak, że rozstanie moich rodziców i wszystko, co do niego doprowadziło, nie miało na mnie wpływu…

 

Moja mama, którą kocham nad życie, popełniła wiele błędów w tamtym czasie. Pierwsze było to, że tkwiła w związku przez wzgląd na dzieci. Każdy inny błąd nie miał znaczenia, bo nas kochała i próbowała chronić mnie i mojego brata. Dzisiaj z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zabrakło mi czegoś zupełnie innego — profesjonalnego wsparcia. Może czasy były inne, ale mimo wszystko nikt nie zapytał się mnie, jak się czuje, czy potrzebuje wsparcia, czy radzę sobie z tym, co się dzieje. Chodziłam do szkoły z internatem, a do domu wracałam tylko na weekendy. Miałam tygodnie, gdzie pod pozorem grypy nie wychodziłam przez kilka dni z pokoju na kwaterze. Ledwo zaliczyłam matematykę, polubiłam nad życie marihuanę. NIKT, ale to absolutnie NIKT w mojej szkole nie zapytał, czym to jest spowodowane. Nie wiedziałam nawet, że mogę iść do psychologa i porozmawiać. Moja mama, nie zgłosiła szkole, że w domu się źle dzieje, przecież to wstyd, nie ich interes, a ja radziłam sobie z tym (lub też nie jak widać) mniej lub lepiej. Wszyscy chyba założyli, że przez wzgląd na wiek jakoś sobie to ogarnę.

Z moim bratem było inaczej, rozmawiali z nim wszyscy. Rozmawiałam z nim przede wszystkim ja. Tłumaczyłam, że oboje rodziców go kocha, tylko już nie do końca kochają siebie i nie wiedzą jak żyć. Kiedy pojawiały się zwiastuny kolejnej awantury, zabierałam go do babci, koleżanki czy zwyczajnie zajmowałam go czymś w pokoju, w ekstremalnych sytuacjach wynosiłam go na szybko do sąsiadki obok. Jednak co by się nie działo, rozmawialiśmy z nim wszyscy.

 

 

Najpiękniejsza z rozmów, jakie z nim przeprowadzono, to ta, kiedy miała zapaść decyzja, gdzie zamieszkamy po rozwodzie rodziców. Moja mama wspięła się na wyżyny miłości rodzicielskiej… Pozwoliła mojemu bratu podjąć decyzję. Musiał mieć 13-14 lat, usiadła z nim i powiedziała, że może sam wybrać, z kim będzie mieszkał i bez względu na to, jaka będzie jego decyzja, to ona go kocha. Jest jego mamą i zawsze będzie go kochać, będzie mógł do niej przyjść, będzie miał jej wsparcie. Chyba gdzieś wewnętrznie czuła, że mój brat zamieszka z tatą.

 

Wniosek numer jeden: jeśli się rozstajecie, to zacznijcie od powiedzenia o tym dziecku. Zapewniajcie je o swojej miłości bez względu na wszystko, pytajcie, jak się czuje, czego potrzebuje. Kolejna rzecz, poinformujcie szkołę, szkolnego psychologa i wychowawcę dzieci. Jeśli dzieci mają najbliższych przyjaciół, warto porozmawiać z ich rodzicami, żeby byli świadomi — najgorszą rzeczą dla dzieciaka jest publiczne powiedzenie “Moi rodzice się rozstają”.

 

Teraz perspektywa kuzynki. Moja ciocia, młodsza siostra mojej mamy rozwiodła się, kiedy jej córki miały jakieś 9 i 14 lat. Niezbyt fajny rozwód, wujek wyprowadził się pewnego dnia do swojej wieloletniej kochanki, a do domu przyszedł pozew rozwodowy. Zresztą nie to ma znaczenie. Znaczenie ma za to, co nastąpiło później — klasyczny przykład tego, jak nie mówić dzieciom o rozwodzie i czego nie robić po. “Dzieci, rodzice się rozstają, bo ojciec jest starym ch***em, śmieciem, świnią i zdrajcą”. Koszmar każdego z ojców, kiedy się rozwodzi. Ktoś by powiedział, że sobie zasłużył, ale czy zasłużyły sobie dzieci?
Obrzucanie ojca błotem trwało tak długo, aż obie z moich kuzynek ojca się wyparły. Cała rodzina prosiła “Pozwól im mieć tatę, pozwól im podjąć decyzję”. Nie pozwoliła, dzisiaj dziewczyny mają już swoje lata, jedna ma cudownego synka. Nie wiem, czy mają kontakt z ojcem, nie pytam. Pamiętam tylko moją młodszą kuzynkę mówiącą, że jej ojciec jest świnią i może zdechnąć. Miała kilkanaście lat, ja miałam coś koło 26 wiosen na karku i mimo tego, że mój ojciec pił i bił, to publicznie takich słów nie użyłam nigdy.

 

Wniosek numer dwa: Nie ważcie się oczerniać drugiego rodzica w oczach dziecka, to jest tata, mama tego dziecka. Dla tej młodej istoty to może być tylko mama czy tata. Nie jest to kobieta, która zalewa się alkoholem wieczorem i zaciągnęła pożyczkę minutkę u stewczyka na imprezowanie, to nie jest facet, który przeleciał pół osiedla lub obił po pijaku twarz sąsiadowi. Nie ma dla nich znaczenia, jak bardzo boli Cię zdrada, jak ciężko przechodzisz rozstanie i jak bardzo niestabilny/a emocjonalnie teraz jesteś. Co ma znaczenie to fakt, że jest kochane, przez was obu — mamę i tatę. Ważne jest, żeby nie wciągać dziecka w konflikty rodziców. Czasem zwyczajnie dlatego, że dziecko i tak nie zrozumie, o co w tym chodzi, a pomyśli tak, czy owak, że to jego wina. Nie ważcie się powiedzieć “Mama/Tata już nas nie kocha”. Bycie okropnym, uszczypliwym, złośliwym i mściwym nie zniszczy twojego/jej eks, zniszczy dzieciństwo dziecka i jego obraz rodzica.

 

 

Teraz perspektywa macochy. Widzę, że da się rozejść, jednocześnie kochając dzieci i dając im obojga rodziców, jedyna sprawa… Obie strony muszą chcieć i być wystarczająco dojrzałe. Przytoczę wam moją rozmowę z Livią z zeszłego tygodnia:

Klaudia: Livia wiesz, że ja Cię kocham, Maksia i tatę co nie?
Livia: Tak, wiem. Ty wszystkich kochasz
K: No nie do końca wszystkich, nie kocham Twojej babci, ale nie dlatego, że jej nie lubię tylko dlatego, że jej nie znam. Nie można kogoś pokochać, jak się kogoś nigdy nie spotkało
L: No tak, to dlatego nie kochasz mojej mamy, bo jej nie znasz. Mama Cię nie chce znać.
K: Tak, Livcia, mama nie chciała mnie poznać, a szkoda, bo ja bym bardzo chciała poznać ją
L: A dlaczego mama nie chce Cię znać? Szkoda mi było, że nie mogłaś przyjść na moje urodziny, bo mama nie chciała Cię w domu.
K: Kochanie, mama chyba jest troche smutna, że tata kocha mnie i że jest szczęśliwy
L: Ale jak to?! Przecież to mama nie chciała taty
K: Wiesz Livia, czasem tak jest, że nie chcemy czegoś, ale nie bardzo chcemy to oddać. To tak jak Ty masz z lodami, nie chcesz już i nie masz na niego ochoty, ale nie chcesz, żeby je Maks zjadł.
L: No tak, nie fajnie jest oddać coś, co jest moje, mam też tak z frytkami!

Ta rozmowa miała prawo bytu tylko dzięki temu, że prawie dwa lata temu Nikodem wziął Livie na spacer i wytłumaczył jej, że rodzice się rozstają, dlaczego teraz już nie będzie z nimi mieszkał, że będą mieli nowy domek, że będą się rzadziej widywali, ale będzie ich tak samo kochał. Ta rozmowa miała sens i prawo bytu dlatego, że ja odniosłam się do dziecięcej analogi, wzięłam pod uwagę wiek Livii. Jak 7-latka ma zrozumieć zjawisko psa ogrodnika? Lody i frytki są chyba łatwiejsze.

 

Wniosek numer trzy: Weźcie pod uwagę wiek dziecka, ale nie okłamujcie go. Dajcie mu szansę na zrozumienie tego, co dzieje poprzez odpowiednie dla jego wieku analogie. Bądźcie szczerzy, ale nie używajcie dorosłego języka. Dla dziecka takie słowa jak rozwód, alimenty, widywania, sąd to jakaś abstrakcja… Macie je kochać, a nie komplikować im dzieciństwo. To ma być jasna wiadomość “Rodzice się rozstają, ale kochają Cię tak samo mocno, jak dotychczas”

 

To na tyle. Teraz już wiecie więcej o mnie, o moim dzieciństwie i doświadczeniu. Literatury odnośnie tego, jak powiedzieć dziecku o rozstaniu jest od groma. Szkoda tylko, że ludzie niesieni emocjami strzelają słowami z ust jak z karabinu maszynowego, nie patrząc na to, kto dostanie rykoszetem. Kto nim z reguły dostaje, niewinne istoty, w tym wypadku dzieci. Ja wiem, że każdy rozwód, każde rozstanie jest inne. Czasami zwyczajnie nie da się lukrować obrazu jednego z rodziców, szczególnie kiedy sytuacja wygląda tak jak w przypadku moich rodziców. Wiek dziecka gra ogromną rolę, inaczej rozmawia się z 5 latkiem, 10 latkiem i nastolatkiem. Są różne sytuacje w kwestii miejsca zamieszkania. Jedno nie powinno się jednak zmienić — jaka by nie była prawda, rodzice kochają dziecko, nawet jeśli któreś go nie kocha, 5 latkowi taka informacja do życia się nie przyda.