Znacie moi drodzy rodzice ten moment kiedy wyglądacie jak Pomysłowy Dobromir i macie ochotę krzyknąć Eureka? Następuje kumulacja obserwacji, wielka rozkmina i jest! Kolejne rodzicielskie odkrycie gotowe!  My rodzice “na dokładkę” też tak mamy – i jeśli ktoś mi powie, że ojczym czy macocha nie jest rodzicem to proszę wyłączyć tą stronę internetową i poczytać sobie Pudelka czy co tam czytają ludzie o małych rozumach. 

 

Nieskromnie uważam, że macochy i ojczymowie mają piękny dar od losu – inną perspektywę. Jeśli chodzi o dzieciaki naszych partnerów / małżonków to los podarował nam fakt, który czasem jest naszym przekleństwem, a czasem zbawieniem – nie są naszymi dziećmi, przynajmniej początkowo. Wiele z nas nie ma matczynych zapędów względem dzieciaków. Owszem martwimy się o nie, tęsknimy za nimi, zależy nam na tym żeby chodziły zadbane, a ich przyszłość była jak najlepsza, ale… No właśnie ale! Nie spoglądamy na ich poczynania i zachowania z perspektywy mamy lub taty. Nasze obserwacje i osądy nie są przyćmione sentymentem.

 

Eureka raz za razem! Rodzicielskie odkrycie macochy

 

Dlaczego mówię, że to przekleństwo? Trudniej nam jest odpuścić kiedy dzieciak rozrabia, kiedy popełnia te same przewinienia w koło, kiedy mowa jest o zasadach i wymaganiach. Stąd właśnie pojęcie złej macochy – łatwiej nam mówić “stop”, “nie”, “tak ma być”, “nie wolno”. Nie działają na nas słodkie oczka, zawijanie włosów na paluszki, ssanie koszulki, bunty, szantaże emocjonalne. Kiedy biologiczny rodzic dzieciaka wymyśla emocjonalnie nacechowane wymówki i tłumaczenia my stoimy twardo na ziemi. A co to oznacza? Konflikt, konflikt gwarantowany.

Dlaczego zbawienie? Brak matczynej czy ojcowskiej więzi daje nam czysty osąd, miejsce na obserwacje bez sentymentu. Inną perspektywę i możliwość dochodzenia do naszych rodzicielskich odkryć.

Bardzo często wchodzimy w życie naszych przyszywanych dzieciaków w późniejszym okresie ich życia. Czasem mają 2 lata, czasem 5, a czasem 12. Omijają nas etapy, nie dostajemy jak mamy 9 miesięcy noszenia pod sercem. Omija nas karmienie, przewijanie, pierwsze kroki, pierwsze słowa, pierwszy dzień w przedszkolu, pierwsza kłótnia z bratem czy siostrą. Nasze obserwacje są często skumulowane stąd nasze odkrycia. Przychodzą nagle, często w parach lub jako wielkie monologi. Raz po raz odkrywamy coś z czego jesteśmy dumni lub czego boimy się powiedzieć głośno w obawie przed gniewem lub urazą emocjonalnie naładowanego biologicznego rodzica.

 

Nasi partnerzy często reagują na nasze rodzicielskie odkrycia śmiechem, ironią, sarkazmem lub zwykłym “no raczej, dopiero teraz do tego doszłaś”, ale dla nas to jest EUREKA!

I tak, na przykład, ostatni miesiąc przyplątał takie rodzicielskie odkrycia macochy do mojego domu:

1. Maks nie lubi jak się coś od niego wymaga. Nie radzi sobie zbyt dobrze, ze słowem nie i alternatywnym zachowaniem które jest od niego wymagane. Dla mnie, odkrycie dla Nikodema coś z czym miał czas się oswoić przez ostatnie kilka lat.

2. Livia ostatnimi czasy jest bardziej niż zwykle zazdrosna o tatę. Kiedy Nikodem bawi się z Maksem, poświęca mu pełną uwagę lub jest zajęty ze mną, Livia wychodzi z siebie, żeby obrócić jego uwagę na nią. Czy jest to skakanie po głowie, wołanie “tato, nudzę się” lub nagła potrzeba założenia skarpetek przez tatę lub zrobienia czegoś co Livia potrafi zrobić sama – wszystko to ma na celu zwrócenie na siebie uwagi.
Ponoć normalne u dzieciaków w tym wieku. Przez Nikodema tłumaczone tym, że Livii rodzice nie mieszkają razem i nie ma okazji do posiadania 100% uwagi chociaż jednego z rodziców przez niepełnosprawność brata.

3. Livia boi się porażek i unika robienia czegoś czego nie potrafi. Problemem jest np. alfabet i czytanie – nie chce uczyć się alfabetu bo go nie umie. Dla mnie to kwintesencja sprzeczności, dla Nikodema motor do działania i pełne zrozumienie.

 

Rok temu,  otwarcie bym nie powiedziała tego Nikodemowi. Dzisiaj, po wielu miesiącach wspólnego mieszkania, zrozumieniu, nauczeniu się jak słuchać bez oceniania i wyskakiwania  z pochopnymi wnioskami, siadamy i rozmawiamy.

W jednej z rozmów z Nikodemem wytłumaczyłam mu dlaczego te odkrycia przychodzą jedno po drugim. On miał wszystkie dni i lata z dziećmi na nauczenie się ich, odkrywanie ich dzień po dniu, miał czas na wnioski i dochodzenie do nich powoli, po kroku. Dla mnie jak dla wielu macoch i ojczymów te pojedyncze godziny, dni i tygodnie to wieczna obserwacja, eureka za eureką, odkrycie za odkryciem. I powiesz mi drogi rodzicu, że przecież nikt Ci nie nakazuje aby te obserwacje prowadzić, ale chciałbyś by Twoje dziecko miało przyszywanego rodzica, który jest zaangażowany, pełen empatii i uczuć. Tak więc, pozwól nam zadawać głupie pytania, mieć oczywiste dla Ciebie wnioski, pozwól nam popełniać błędy, ale przede wszystkim daj ze sobą rozmawiać bez strachu przed byciem ocenianym.