Jestem w kolejce w sklepie. Przede mną młoda dziewczyna, blond włosy, uśmiechnięta, zwinnie pakuje do płóciennych toreb zdrowe jedzenie i sojowe mleko – pewnie wegetarianka i lubi jogę! Za mną facet koło 40tki, koszyk pełen podstawowych produktów spożywczych, jednak ewidentnie widać że w domu są dzieciaki. Cały sklep pełen ludzi. Ile z nich przeczytało w tym roku już 5 książek? Kto ogląda telewizje w języku obcym?  Czyje dziecko gra na wiolonczeli, a rodzeństwo ma cukrzyce? Kto z ludzi w sklepie miał wypadek samochodowy?Czy ktoś dał na imię swojemu synowi Julek, a kto ma w domu szczeniaka labradora?

Otaczają nas statystyki. Wszystko da się policzyć i porównać.
  • Według najnowszych badan tylko 9% Polaków przeczytało co najmniej 7 książek.
  • Polskie Radio w maju 2017 ogłosiło, że 44% polaków nie zna żadnego języka obcego.
  • Centrum Nauki Kopernika opublikowało artykuł sugerujący ze “prostą piosenkę poprawnie śpiewa 6% sześciolatków i 33% maturzystów” a Polska przechodzi muzyczny kryzys.
  • Polskie Towarzystwo Diabetologiczne ogłosiło ze 8-9% (ok. 3 miliony) Polaków choruje na cukrzyce, a kolejne 750 tysięcy jeszcze o tym nie wie.
  • Raport policji z 2017 roku wskazuje ze na polskich drogach doszło do  436 469 kolizji z udziałem pojazdów mechanicznych
  • Najpopularniejszym męskim imieniem w roku 2017 był Julian, a najczęściej kupowanym psem według Związku Kynologicznego był Owczarek Niemiecki (labrador był na miejscu trzecim).

 

Statystyki, liczby, wykresy, liczenie, pomiary, raporty – świadomość bycia częścią większości z nich przyprawiła by nas o psychozę i lęki, a już na 100% dobrego doła.

Dlaczego o tym piszę? Kiedy brałam ślub w wieku 23 lat wszyscy mówili “teraz młodzi ludzie biorą ślub później”. Kiedy w wieku 28 lat ciągle nie mieliśmy dzieci ludzie mówili “teraz albo nigdy! Statystyki nie kłamią… teraz kobiety maja większe problemy z zajściem w ciążę, a po 30 roku życia jest większe ryzyko chorób i powikłań”. Kiedy ogłosiłam, że się rozwodzę wszyscy zamilkli… Na to nie było statystyk, chociaż takowe istnieją i są przerażające.    

Najbardziej szczegółowe badania dotyczące rozwodów z podziałem na ilość dzieci z związku małżeńskiego w Polsce są z 2016 roku. Ogólnailość rozwodów to 63 497 gdzie:

  • 26 209 dotyczyło par bezdzietnych
  • 22 583 małżeństwa z 1 dzieckiem
  • 12 101  z 2 dzieci
  • 1881  z 3 dzieci
  • 453 z czworgiem lub więcej potomstwa

Rozwód opisany liczbami. Statystyki a wsparcie.

 

Znaczy się jestem w większości! Yeah! Chociaż taki pożytek z tego! A tak serio to statycznie jestem zwycięzcą! Większość małżeństw rozpada się po ok pięciu do dziewięciu latach od rozwodu, drugie w kolejności są małżeństwa z ponad 20 letnim stażem. Niestety ludzie częściej trwają w nieudanym związku przez wzgląd na dzieci. W pewnym artykule ktoś to ujął jako: “dzieci spalają małżeństwa” – serio?!?!?! Czyli podsumowując: szybko wzięłam ślub żeby po 7 latach, bezdzietnie zdecydować się na rozwód i w wieku 30 lat rozpocząć nowe życie i znaleźć nowego, bardziej dopasowanego partnera. Idealnie co nie?
Szkoda tylko, że przechodzenie przez najbardziej bolesny z etapów który doprowadził mnie do miejsca w którym dzisiaj jestem czyli rozwód, było trochę po omacku. Chyba całe moje szczęście w tym, że mieszkam w UK tutaj o pomocy mówi się więcej i funkcjonuje mniej stygmatyzujące podejście do tematu rozwodów. Sam rozwód i to co w głowie i ciele dzieje się w jego trakcie gdzieś pewnie jeszcze opisze ale siedząc dzisiaj rano i sącząc kawę z Nikodemem przypomniałam sobie, że pierwsze wsparcie nie przyszło od psychologa ale od mediatora małżeńskiego do którego poszłam głównie po to żeby zobaczyć czy coś z tym związkiem jeszcze do się zrobić, a finalnie łatwiej rozwieźć. Pani mediator z Relate była też psychologiem i to dzięki niej zaczęłam składać się do kupy. Był to dopiero początek ale niestety większa część kobiet i mężczyzn nawet takiej szansy nie dostaje.

W Polsce, po rozmowach z wieloma kobietami, rozwodzie mojej mamy, ciotki i matki chrzestnej wiem, że taka pomoc jest znikoma. Rozwija się powoli ale przysłonięta jest stygmatami, stereotypami i wierzeniami ludzi, które dalekie są od wsparcia. Ciągle idąc dalej, znajdziesz pomoc w trakcie rozwodu, a co potem? Co się dzieje z głową, samopoczuciem, wartościami i sercem kobiet i mężczyzn którzy po długich latach, bataliach, walkach, rozterkach stają się partiami z odzysku?

 

Więc dlaczego tak mało wsparcia jest dla rozwodników?

 

Dlaczego tak mało wsparcia jest dla ludzi próbujących stworzyć nowe, dobre związki? Jeśli statystycznie więcej niż połowa ludzi kończąc małżeństwo ma dzieci i ciągle zasługuje na kolejny, tym razem dużo bardziej zgrany i dopasowany związek dlaczego nie ma w Polsce grup wsparcia? Nie ma konkretnych książek czy obiektywnych publikacji o tworzeniu tzw. rodzin patchworkowych czy popularniej nazywanych zrekonstruowanymi? Grupy dyskusyjne zalewają się jadem, nienawiścią i stronniczością. Rozwody, dzieci, byli partnerzy, zmiany, zdrady, różnice zdań i charakterów budzą wiele emocji, a my kobiety bardzo często nie potrafimy ich trzymać na smyczy. Wątki na forach, grupach i czatach uginają się pod naporem przekleństw, zło życzeń i  kąśliwych uwag. Bibliografia jest tak biedna ze można się rozpłakać, a to co zostało napisane ma bardzo kiepskie recenzje wśród psychologów (rozmawiałam z trzema rożnymi i są zgodni). Stworzenie nowego związku z dzieciatym partnerem jest odgórnie określane mianem wyzwania i  w rzeczywistości dokładnie tym jest. Jest trudne, pełne zakrętów, bramek które trzeba zamknąć i nowych dróg które trzeba utworzyć, jest dużo ślepych uliczek, pagórków i równi pochyłych. Każdy typ rodziny patchworkowej niesie inne  wyzwania, każdy układ to inna dynamika. Mamy osoby trzecie: rodziców dzieci, dziadków, znajomych, nauczycieli, sąsiadów i właśnie… kogo jeszcze mamy? Pełnych goryczy internautów, którzy mimo tego że przechodzą lub przechodzili to co my nie potrafią powiedzieć “każdy jest inny, każdy ma inna sytuacje, jeśli nie wiesz co zrobić, zacznij rozmawiać z partnerem, znajdź psychologa” . W odpowiedzi na swoje rozterki dostajesz “Ja bym tą sukę…”, “Uciekaj gdzie pieprz rośnie, zniszczysz sobie życie..”, “matka moich pasierbów też tak robiła i teraz to, to i to..”

W Polsce nie znalazłam zbyt wielu konkretnych grup dyskusyjnych. Na fb jest grupa Akademia Macoch a w interncie grupa na gazeta.pl nazywającą się macochy  i sprawdzając kilka dni temu uderzył mnie tam jeden wątek “to ja dla odmiany pozytywnie”. Serio?! Serio?!

Związek dwójki ludzi i dawanie szczęścia dzieciom powinno być samo w sobie pozytywne! Jasne, są takie momenty i w moim życiu gdzie sobie myślę: “ja pie***le” i będzie ich jeszcze co niemiara. To się właśnie nazywa życie.

A co w grupach na zachodzie? 
Rozwód opisany liczbami. Statystyki a wsparcie.

Teraz szczerze: założyłam konto na dwóch grupach anglojęzycznych, jedna z nich była ukierunkowana w typ macoch jakim jestem ja -bezdzietna. Po tygodniu miałam do wyboru przyłączyć się do jazgotu żalu i nienawiści i najlepiej wystawić rzeczy Nikodema na klatkę schodowa albo się ewakuować z grupy i zwyczajnie poszukać pomocy w rozmowie z partnerem i krótkiej sesji z psychologiem / coachem. Jestem tez na kilku grupach na FB – tutaj zabija mnie w jakim gównie ludzie żyją. Zamiast posprzątać w głowie, życiu, pogodzić się sam ze sobą wchodzą w nowe związki. Zatraceni, zagubieni, z ranami jeszcze krwawiącymi, z dziećmi które nie są świadome tego o co kuźwa tym dorosłym biega. Potem się dziwią że nowy związek kuleje… No kuźwa nie! Będzie latał na fioletowym jednorożcu i pierdział brokatem, a bekać będzie mu się tęczą.

 

 

Nie ma zbyt dużego wsparcia dla osób z rodzin patchworkowych ale też sami sobie nie pomagamy. Zamiast zaczynać nowe trendy, rozmawiać, być obiektywnym i stawać w pozycji “ja to ja, Twój związek to zupełnie inna sprawa” dajemy się ponieść zwierzęcym emocjom, zatruwamy się jadem. Wymagamy od ludzi zrozumienia a sami od siebie nie wymagamy nic.

Jest nas w samej Polsce setki tysięcy kobiet i mężczyzn po rozwodzie. I każde z nas zasługuje na dobry związek, na miłość, na harmonie. Zacznijmy sprzątać nasze podwórka, szczególnie jeśli na tych podwórkach mają się bawić i wychowywać dzieci.Wszyscy wiemy że zasady “bezpieczeństwa i higieny życia” wśród dorosłych to podstawa wychowania mądrych, rozsądnych dzieci które stworzą zdrowe, szczęśliwe związki które STATYSTYCZNIE mają duże szanse się nie rozpaść ale pracę nad tym musimy zacząć MY!