Dziś napiszę o czymś co mnie dotyczy, ale do tej pory wiedziałem o tym tylko ja sam i mój psycholog – Samookaleczenie. Gdy w ostatnich tygodniach, ból się nasilił, zatruł mi życie. Lekarze wysłali mnie na chorobowe, co pogłębiło moją mentalną dolinę, jak wiecie kocham swoją pracę. Pewnego dnia wróciło do mnie wspomnienie, które zniknęło z mojej głowy i nie myślałem o nim przez ostatnie dwadzieścia pięć lat. Tak, ćwierć wieku.

 

Pierwsze co mnie zastanowiło to fakt, że sobie o tym przypomniałem. Drugie to moje zdumienie i zastanowienie nad tym, dlaczego mając jedenaście lat robiłem, to co robiłem. Dlaczego się samookaleczałem?

Jak już wiecie, od grudnia zmagam się z bólem, mniejszym lub większym, ale nieustannie trwacjącym. To uszy, to zatoki, to znów uszy, gardło, zapalenie za zapaleniem. Jedno przechodzi w drugie, trwa to już ponad osiem miesięcy. Antybiotyków cała gama, leczenie alternatywne, krople cuda, spraye z sterydami, a wcześniej usunięcie migdałów. W poprzednim poście o zdrowiu mentalnym ,przyznałem się, że moja głowa nie jest do końca OK. Poruszyłem temat trudności i zaburzeń mentalnych i tego jak świat postrzega takie rzeczy.

 

Samookaleczenie i zdrowie psychiczne. A Ty, dlaczego to robisz?

Chroniczny ból sprawia, że przestajemy się cieszyć życiem, że codzienność dzień po dniu, tydzień po tygodniu staje się coraz ciemniejsza i mniej przyjazna. Nasze ciało reaguje na ten ból w różny sposób. Nie mówię tu o bólu takim jaki może spotkać ludzi chorych na choroby terminalne, nawet najmniejszy ból który trwa wystarczająco długo, może nam złamać psychikę.

Mam zadzieje, że Cię zaciekawiłem, powiem szczerze że obawiam się o tym pisać, obawiam się oceny ludzi, którzy czytają mojego bloga i znają mnie face to face. Innych blogerów, tego środowiska. Jestem dość młody stażem, ale cholera pisząc uskuteczniam dla siebie najlepszą autoterapię, najwyżej poleci pare dziwnych spojrzeń w moją stronę.

 

Otóż, gdy miałem jedenaście lat to dokonywałem, przez jakiś okres czasu, dość intensywnego samookaleczania, zwyczajnie mówiąc – ciąłem się i przypalałem się. Czasem nawet, wbijałem sobie igłę w przedramię. Wróciło to do mnie kilka dni temu. Nie sam akt, nie tnę się, ale wróciło wspomnienie. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego to robiłem oraz dlaczego, nagle sobie o tym przypomniałem. Pewnie teraz myślisz, że jestem nieźle jebnięty na głowę, co?

 

 

Pomyślałem, że porozmawiam o tym z moim psychologiem, dowiem się może czegoś i wyrzucę z siebie tę myśl, sam dojdę do jakiś wniosków. Nierzadko moja praca z psychologiem polega na tym, że to ja sam odnajduję rozwiązania, przez rozmowę i umiejętnie zadane mi pytania. Odkryłem prawdopodobny powód mojego zachowania sprzed ćwierćwiecza. Wychowywali mnie niesłyszący rodzice, nie mogłem z nimi porozmawiać na tematy, które mnie trapiły, opowiedzieć o braku akceptacji, nie miałem wsparcia, byłem w wielu przypadkach, pozostawiony sam sobie. Żeby nie było, to nie jest zarzut, zwyczajnie nasz świat był inny.

 

Doszedłem do wniosku, że samookaleczenie było wołaniem o pomoc, coś w stylu szukania zastępczego problemu. Aktywność, która pozwalała mi zapomnieć, że nie jestem rozumiany przez kogokolwiek, że nie okazuje mi się miłości, że nie mogę porozmawiać z nikim o tym co mnie trapi i męczy.  Może się mylę, ale tutaj właśnie staram się to rozkminić, w tym momencie. Takie kolokwialne zastępowanie problemu, kiedy boli cię głowa, walnij się w kolano, przestanie cię boleć głowa. Czaicie?

 

Kolejną rzeczą, która mnie intrygowała jest to, dlaczego akurat teraz przypomniałem sobie o tym, dwadzieścia pięć lat. I tu dostałem prawdopodobną przyczynę powrotu tego wypartego wspomnienia. Być może, dlatego, że teraz doświadczam bólu, który jest długotrwały, intensywny i głęboko zakorzeniony, stąd powrót “starych” wspomnień. Czaicie? To pokazuje mi jak ważne jest, by ogarniać takie rzeczy z psychologiem, bo samemu można zapędzić się w kozi róg.

 

 

Może tylko ja mam takie problemy i rozkminy. Żartuje. Cała masa ludzi przechodzi przez takie rzeczy. Samookaleczenie, podpalanie, cięcie. Twoje dzieci także mogą, nie twierdzę, że jesteś złym rodzicem, zwyczajnie takie rzeczy mogą się przytrafić każdemu. Moi rodzice nie mieli o tym pojęcia, nikt nie miał. Nie obnosiłem się z tym, to było tylko moje, wewnętrzne wołanie o zrozumienie.

 

Tyle. Chcesz dalej udawać że problem mentalnego zdrowia cię nie dotyczy?

Od napisania tego posta, do publikacji minęło już parę tygodni. Emocje opadły, jestem dość zdystansowany do tego tekstu. Wczoraj siedząc w pubie zauważyłem blizny po cięciach u barmanki, na ramieniu. Tak, żeby nie bardzo było widać. Zrobiło mi się jakoś tak ciepło na sercu, ale i smutno. Uświadamiam sobie, że wielu ludzi przechodzi przez samookaleczane. Smuci, że nikt o tym nie mówi.

Nie interesuje mnie co myślisz o mnie, o ludziach który się tną czy samookaleczają, nie rozumiesz to się nie wypowiadaj. Rozumiesz, powiedz coś. Jeśli chciałbyś podzielić się z kimś swoją historią, pogadać z osobą, która sama przez to przeszła, napisz do mnie. Wiem jak dużo znaczy bycie wysłuchanym, poczucie zrozumienia zamiast użalania się lub drwiny. Obiecuje Ci mój czas i anonimowość.

 

Ave!