Kiedy postanowiłam pokazać wam, że życie po rozwodzie jest możliwe i że rany się da wyleczyć, miałam wypunktować dla was, z czym miałam problem, jak on powstał i jak go rozwiązałam. Doszłam do punktu “Seksualność i bliskość” i rozpisałam się, nie chcąc wydłużać, pomijałam fakty, przycinałam historię. Zatrzymałam się na chwilę i pomyślałam o tych wszystkich kobietach jak ja ponad 3 lata temu, które zadają sobie pytanie, czy życie i seks po rozwodzie są możliwe? 

Jesteście moje drogie warte każdego słowa, więc będzie cały wpis!

Seksualność i  bliskość w moim poprzednim małżeństwie. 

Dzisiaj, gdyby ktoś poprosił mnie o opisanie mojego pożycia małżeńskiego za pomocą jednego słowa to powiedziałabym “jałowe”.
Nie zawsze tak było, przed ślubem było dużo lepiej, początki naszego związku były pełne pasji i chemii, byliśmy młodzi, mieliśmy mniej na głowie to i dało się kochać kilka razy dziennie. Potem przyszły przeprowadzki, studia, praca, obowiązki.

Z czasem zrobiły się trzy razy w tygodniu, potem trzy razy w miesiącu. Nie kwestionowałam tego, założyłam, że z czasem chemia i ogień wygasa i jest to normalne. Pozostaje potrzeba bliskości i chęć zbliżenia się do siebie. Z czasem zrobiło się to zupełnie okazjonalne. On winił stres, ja winiłam zmęczenie i środki antykoncepcyjne. Z jakiegoś dziwnego powodu stwierdziliśmy, że będziemy starać się o dziecko, wtedy seks stał się narzędziem do osiągnięcia celu. Bez skutku, do tego zabrało to już całkiem urok ze zbliżeń. Nasz seks stał się mechaniczny, nadaliśmy mu cel, a cel uświęcał środki.

Mój eks nie był mistrzem bliskości, prędzej dał mi bukiet kwiatów, czy zabrał do kina, niż przytulił i pocałował na środku ulicy. Gdzieżby tam miał mnie złapać za pośladek czy powiedzieć mi coś sprośnego, gdy staliśmy w kolejce w sklepie. Bliskość miała być w domu, a w domu nie było czasu, ochoty czy okazji. Spoglądając na nasze social media, powiedzielibyście, że byliśmy szczęśliwi — regularne wypady na kolacje, kino, spacery. Wszystko to było, tylko że tak troszkę na chłodno. Kolejny raz, nie kwestionowałam tego. Przecież nie wszyscy muszą być wylewni, nie wszyscy muszą epatować uczuciem i seksualnością, nie mówiąc o świntuszeniu i fantazjach seksualnych.

 

Więc jak to jest z tym seksem po rozwodzie?
Potem przyszło rozstanie i nie byle jakie. Jak pisałam w tekście o tym, że mój eks wziął ślub, zostałam zostawiona dla innej, zdradzona z jego koleżanką z biura. Takie coś zbiera żniwa na psychice każdej kobiety, tej z wysokim poczuciem wartości, jak i tej, jaką wtedy byłam zakompleksionej, ze sporą nadwagą, zahukanej i zagubionej Klaudii. Idąc po ulicy, odnosiłam wrażenie, że każdy wie o tym, że facet zostawił mnie dla innej. Wychodziłam z najbliższymi znajomymi, często udawałam silną i pewną tego, że jeszcze będę szczęśliwa, że jeszcze pokaże światu jakiego faceta jestem warta. W środku jednak się rozsypałam. Odwracałam wzrok, gdy obok całowała się para, a gdy przypadkiem spojrzałam na jakiegoś mężczyznę to szybko się karciłam i spoglądałam w inną stronę. Nie wiem, czy w tym okresie czasu, bardziej brzydziłam facetów, czy ich się bałam…

 

seks po rozwodzie

 

 

Od rozstania do momentu spojrzenia na jakiegokolwiek mężczyznę minęło około pół roku. Po tym, jak wyszłam raz na drinka z facetem poznanym na portalu randkowym, poczułam jak bardzo tęsknie za uwagą, komplementami, bliskością, pieszczotami i seksem samym w sobie. Jednocześnie brakowało mi jakiejś nici porozumienia, nic o tym człowieku nie wiedziałam, więc też niczego więcej niż pocałunku w policzek na pożegnanie nie doszło. Tak było jakiś czas, kilku facetów. W końcu wygrał głód, nie pamiętałam, kiedy ostatni raz uprawiałam seks z facetem!!! Pierwszy facet po moim eks, z którym poszłam do łóżka, był ode mnie o 9 lat młodszy!!! Potraktowaliśmy to, jak biznes, obydwoje mieliśmy cel do osiągnięcia: satysfakcje. Ta “transakcja” otworzyła drzwi do poznawania mojego ciała, a przede wszystkim mojej seksualności od nowa. Nie bałam się mówić czego chce, pod koniec dnia, jak nie będzie odpowiadało to przecież znajdę sobie innego.

Poznałam kilkudziesięciu facetów, z jakąś częścią spędziłam czas, na czymś więcej niż herbatce. Z jednym spotykałam się kilka tygodni w celu wzajemnego zaspokojenia potrzeb.

W tym wszystkim zdecydowanie nie chodziło o to, czy ten facet był dobrym człowiekiem, co sobą reprezentował, czy mnie szanował. W danym momencie miałam 100% jego uwagi, maksimum pieszczot i seks. To wystarczało.

Nie widzę nic złego w sypianiu z facetami, tak długo, jeśli kobieta się zabezpiecza, upewnia się, że nie jest w żadnym niebezpieczeństwie i że odpowiada jej układ, w jakim jest. Jeśli ktoś nie szuka poważnego związku, jednak zależy mu na zaspokojeniu potrzeb cielesnych to instytucja “sex friends” lub “friends with benefits” jest strzałem w dziesiątkę. Zalet takiego układu jest tak wiele, jak i wad. Tak już jest ze wszystkim, w tym wypadu trzeba zrozumieć, że jak coś poczujesz do faceta, to masz problem i jest to tylko Twój problem. Wasze drogi mogą się rozejść za pomocą jednego sms, on może postanowić być z inną i sypiać z inną. Odradzałabym wchodzenie w takie układy z kimś, kogo naprawdę cenimy, bo taki układ może tą relację zniszczyć.

 

seks po rozwodzie

 

Seks po rozwodzie jest możliwy, czy to jako składnik luźnych relacji, czy też poważnego związku. Ja, jednak jeśli masz za sobą związek w jakimkolwiek stopniu podobny do mojego, radziłabym nie fiksować się na konkretnym celu typu: muszę znaleźć kogoś, z kim będę mieć dzieci, muszę znaleźć ojczyma dla moich dzieci, muszę znaleźć (tu wstaw co Ci pasuje i co Ci przychodzi do głowy). Poczekaj, poznaj od nowa swoje ciało, swój gust, obserwuj, wychodź do ludzi, rozmawiaj z przypadkowymi facetami w kolejce w sklepie. Tylko po to, by odnaleźć swoje “flow”, przestać reagować na spojrzenie każdego faceta palpitacją serca, mokrymi spodniami lub tak jak ja na początku, obrzydzeniem i odrzuceniem. Jeśli potrzebujesz detoksu od facetów, to sobie go zorganizuj, jeśli potrzebujesz przespać się z dwudziestoma, aby się nasycić, to też to zrób. Najważniejsze, abyś w tym wszystkim pamiętała o sobie, swojej dumie, swoim zdrowiu, swoim bezpieczeństwie, o szacunku do swojego ciała i czasu.

 

Związek z Nikodemem
Kiedy poznałam Nikodema, w sekundzie wiedziałam, że w tej relacji nie będzie chodziło o seks. Chciałam go zatrzymać w swoim życiu, chociażby jako przyjaciela, nie naciskałam na bliskość i to nie ja wyskoczyłam z pierwszym pocałunkiem. Z czasem jednak, kiedy rozwijała się nasza znajomość i zaspokoiliśmy pierwszy głód, Nikodem wyhamował, a ja cisnęłam. Ciągle mi było mało, ciągle czułam głód bliskości. Musieliśmy z Niko oboje wyluzwać. On z gadaniem, że jest już po swoim szczycie seksualnym, a ja… ze strachem, że jeśli nie “najem” się teraz, to kiedyś już nie będę miała.

 

Nauczyliśmy się siebie i swoich potrzeb. Wypracowaliśmy zaufanie, a razem z nim poszerzyły się nasze horyzonty, a to, że siebie znamy, sprawiło, że potrafimy sobie dawać naprawdę dużo przyjemności, pomimo że w mniejszych częstotliwościach niż wydawało mi się konieczne.

 

Temat seksu i bliskości, kiedy jedna strona ma depresję, jest tematem rzeką i bardzo przykro mi, że tak mało jest o tym informacji w internecie. Niestety, ale leki zmniejszają libido. Brak snu, zmęczenie i ciągły stan niepokoju też nie sprzyjają bogatemu życiu łóżkowemu. Czerpiemy z chwil razem ile się da i kiedy się da. Depresja nauczyła nas oboje pokory, mnie zdecydowanie cierpliwości. Przypomniała mi też, że za przyjemność nie jest odpowiedzialna tylko jedna osoba i że nie mogę jej niedoborem obarczać tylko Niko. Jakby na to nie patrzeć są różne sposoby zaspokajania takich potrzeb, a cuda, jakie można dostać w sklepach z akcesoriami erotycznymi są warte uwagi 😉

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.