Długo zastanawiałem się, jak ugryźć ten temat. Niby o depresji i stanach lękowych już pisałem, jednak za cholerę nie byłem gotowy pisać o drugiej części moich codziennych zmagań. Stany lękowe, powiem szczerze, że nawet w języku angielskim brzmi to dokładnie tak, jak się to odczuwa. Anxiety, czyli Angzajety. Po diagnozie zacząłem się sobie przyglądać.

 

Szukałem tego, co wyzwala we mnie lęk, jakiejś powtarzalności, jakiegoś wzoru, modelu, który pozwoli mi zobaczyć, gdzie to się wszystko zaczyna i kiedy. Bezowocnie. Zacząłem cofać się, do coraz głębszych wspomnień, doszukiwać się tych zachowań w latach wcześniejszych, dekady temu, aż po lata szkoły podstawowej. Ku zaskoczeniu odczucia, które towarzyszą mi teraz, zauważyłem w dziesięcioletnim Nikodemie.

Dziwne jest także to, że w zasadzie nie mam żadnych wspomnień z wczesnego dzieciństwa. Nie jestem w stanie przypisać tego, co się dzieje żadnym konkretnym wydarzeniom, jedyne co jest wspólne to odczucie pozytywnego zaskoczenia, gdy mój lęk zostaje przezwyciężony lub zwyczajnie okiełznany. Niestety, w większości wypadków, nie jestem w stanie przezwyciężyć tego uczucia.

Czuje się tak, jakbym w środku się gotował, powoli, aż do momentu wrzenia, wtedy nie jestem w stanie zrobić totalnie nic. Nie ma tutaj modelu, jednego dnia coś, co mnie paraliżuje, następnego będzie zwyczajną czynnością. Nie zliczę, ile razy zrezygnowałem z wyjścia, telefonu, rozmowy, randki, czegoś, co już zaplanowałem, umówionego spotkania.

Obdarty z odwagi. Życie ze stanami lękowymi.

Czasami bardzo prozaiczne rzeczy stają się czymś, co rośnie do rangi zadania. Wiem, że to nie jest racjonalne, że to nie jest nawet normalne, jednak nie jestem w stanie zrobić nic. Rezygnując z wielu rzeczy, które kocham, które sprawiają mi radość, na rzecz paraliżującego mnie strachu, który jest irracjonalny, nienormalny, który sprawia, że czuje się gorzej, strachu, który sprawia, że nie pasuje do tego świata — bo tak nie raz się czułem.

 

Życie ze stanami lękowymi, wychodzenie do ludzi i robienie rzeczy wymaga siły, której większość ludzi nigdy pozna

 

Obrzydzony sam sobą. Są dni, gdy staram się bardzo mocno zabić w sobie strach. Na siłę wykonać jakąś czynność. Gdy całe moje ciało mówi mi, że nie jestem w stanie, gdy mój mózg sprowadza mnie totalnie do parteru, blokując każdy ruch. Czuje się wtedy oderwany od rzeczywistości.

Czasem udaje mi się zwyczajnie dokonać tego kroku, wykonać ten telefon, porozmawiać z kimś, pójść na spacer czy na miasto. Co dzieje się potem? Zazwyczaj to samo, z jednej strony myślę sobie- Hej, rewelacja, widzisz, nie było tak źle, jest wręcz fantastycznie, udało Ci się. Świetnie się bawiłeś, widzisz, strach ma wielkie oczy. Z drugiej strony paniczny strach, że to nigdy się nie powtórzy, że zagryzę się poczuciem winy, że kiedyś dałem radę, a teraz nie mogę. Że to obróci się przeciwko mnie. Zablokuje, zadręczy.

 

Już jako dzieciak, musiałem robić wiele rzeczy, których nie miałem ochoty wykonywać. Coś, co było dobre, dla mnie jednak tragiczne w skutkach. Pomagałem swoim niesłyszącym rodzicom, jeździłem z nimi do banków, na pocztę, do warsztatu, sklepu elektronicznego, cokolwiek było potrzebne do dogadania. Zawsze towarzyszył mi lęk, a potem poczucie dobrze spełnionego obowiązku i zadowolenia z pomocy moim rodzicom, chwilę później, nakręcałem się ponownie, myśląc i dręcząc sam siebie, że skoro odniosłem sukces i dałem radę, to za chwile dostanę poważniejsze zadanie. Nie mam im tego za złe, zrobiłbym wszystko to jeszcze raz, to nie pretensja, to opis.

W tym momencie musiałem przestać pisać, poczułem się tak samo, jak wtedy — moja pamięć zawodzi, jednak moje ciało dokładnie pamięta. Właśnie dostałem ataku.

Obdarty z odwagi. Życie ze stanami lękowymi.

Ostatnio wyszliśmy w góry, po całym dniu wędrówki, piękne osiem godzin na powietrzu. Walka z samym sobą, z moją depresją i lękiem, że kiedyś zamknie mnie w czterech ścianach. Po wszystkim odpoczynek i wyjście na kolacje do lokalnej knajpki. Strach przed rozmową z obcą mi osobą, nie miał sobie równych w ten dzień.

Zwyczajnie odmówiłem pójścia i zamówienia sobie piwa i obiadu, nie chciałem nawet się obrócić, w obawie przed życzliwym uśmiechem barmanki. Poczułbym się winny, że w mojej głowie jest tak nabałaganione, ona tego nie wie, ale ja już tak. Mój mózg, zwyczajnie mnie zablokował. Irracjonalnie, bardzo głęboko, sprawił, że moje ciało fizyczne zostało pokonane.

 

Nie wiem, czy potrafiłem choć trochę oddać to, jak wygląda codzienność z tak zwaną Angzajety — to nie jest lęk, to ciągłe poczucie obawy, poczucie zrobienia czegoś i jednocześnie niemożności ruszenia się w danym kierunku. Niepokój, który sprawia, że jestem w stanie zrezygnować z wszystkiego, bojąc się o to, czy następnym razem dam radę, czy może zwyczajnie kiedyś skończę zamknięty w czterech ścianach.

 

Proszę, nie mów osobie, która przechodzi przez stany lękowe — Wyluzuj, nie stresuj się. W czym problem? Dasz rade.Bo gdyby to było takie proste, nie byłoby tematu.

 

Dziś tak właśnie się czuje, dziś mam ten mega gorszy dzień. Następnym razem, kiedy mnie zobaczysz, będę się uśmiechał…mam nadzieję.