Koniec 2017 roku, dla każdego z nas to okres szczególny. Jedni przygotowują się do imprezy sylwestrowej, dla innych to okres podsumowań. Dla mnie to był jeden z najbardziej niezwykłych dwunastu miesięcy. Totalny rollercoaster, nieprzewidywalny rok który właśnie dobiega końca. Chciałbym się podzielić z Wami przemyśleniami i tym co uświadomiłem sobie głęboko w sercu, momentami które mnie dotknęły i zmieniły wiele. 

Nowy rok rozpoczął się spokojnie. rodzinnie, lecz szybko przewrócił nasze życie do góry nogami. Nasze małżeństwo dobiegło końca. Nie twierdzę że byłem bez winy, nie jestem idealnym człowiekiem, jednak umiem rozmawiać i rozwiązywać problemy. Ostatnie pięć lat były dla mnie drogą rozwoju, za każdym razem starałem się zarazić nim moją małżonkę, jednak dziś widzę że zaczęliśmy się oddalać i iść w inną stronę.


Uczuciowo było podobnie. Były kwiaty, prezenty, ciepłe słowa, radość, chciałem się cieszyć i dzielić szczęściem które znajdowałem w codzienności, dzieciach. Tak, dziesięć lat temu byłem skurwielem, nie potrafiłem się cieszyć życiem, uczuciem. Miałem niewyparzony język i potrafiłem nim ranić. Każde z nas skupiało się na dzieciach, a potem sobie. Radziliśmy sobie razem ze wszelkimi przeciwnościami losu, depresją, diagnozą Maksa, narodzinami Livii, zmianą miejsca zamieszkania, nowym życiem w Edinburgh.

Wyprowadziłem się, nie było łatwo, strach przed stratą dzieci, przed rozluźnieniem relacji i strach przed oceną świata. Powiem Wam że to ostatnie do dziś w jakiś sposób mnie nęka. Większość naszych znajomych się ode mnie odwróciła, nawet jak przylatują z PL w odwiedziny do mojej eks, gdy przychodzę do domu po dzieci zamykają drzwi by mnie nie widzieć. Smutne to, naprawdę. Mówię sobie że to świadczy o nich, a nie o mnie. Ale dalej mi ciężko.

2017- rok w którym straciłem wszystko...ale czy napewno?

Dziś grilluje się mnie publicznie za to że poznałem kogoś, a byłem taki zakochany, mawiają. Opowiem wam jak to się wydarzyło. Po rozstaniu zapragnąłem wyjść do ludzi, poznać kogoś, z kimś napić się kawy. Nie robiłem tego lata, znajomy powiedział mi żebym spróbował na czymś co się nazywa Badoo, i tak zrobiłem. W moim naiwnym mniemaniu chciałem poznać kogoś z kim mógłbym wypić kawę, porozmawiać. Posiadałem tam konto dokładnie tydzień, większość pań to jakaś pomyłka, parę normalnych. Poznałem tam Klaudię, już na pierwszej kawie chciałem porozmawiać z nią po raz kolejny, wyjść na spacer. Szybko okazało się że uwielbiamy spędzać czas w swoim towarzystwie. Jednak dla całego mojego dotychczasowego świata to ja popełniłem grzech, to ja byłem ten zły bo miałem prawo poznać kogoś zaraz po tym gdy pokazano mi drzwi. Bolało długo, dziś wiem że nie zrobiłem niczego złego. Ale dla naszych wspólnych znajomych to ja byłem zdrajcą, złym mężem, kimś kto zostawił żonę i dzieci.

2017- rok w którym straciłem wszystko...ale czy napewno?

Dzieci właśnie śpią obok i mają się dobrze. Spędziliśmy wspaniałe wakacje w kraju, z ich mamą, udało się to jakoś pogodzić. Potem w październiku poleciałem na wakacje z dzieciakami i Klaudią do Hiszpanii. Dzieci mieszkają u mnie 3-4 dni w tygodniu, Wakacjami, feriami i świętami staramy się dzielić po połowie. Nawet nie macie pojęcia jak wspaniałe relacje mamy między sobą. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się że dzieci tak rewelacyjnie przejdą przez tą burzę z rozstaniem rodziców.

Mama moich dzieci wkłada wiele serca w to by nasze dzieci były blisko nas obu. Mogłaby robić problemy, źle się wyrażać przy dzieciach o mnie, mogłaby ich zniechęcać do mojej osoby, utrudniać kontakt. Jednak jest wspaniałą matką i rozumie że potrzeby dzieci, rodzice i kontakt z nimi jest czymś co jest wyższe niż własna niechęć do mnie. Mam nadzieje że zawsze tak to będzie wyglądało.

Z mojej strony ma takie same wsparcie i zawsze będę dla niej pomocną dłonią jeśli tylko będzie mnie potrzebować. Nie powiem o niej złego słowa, nie dla tego że tak wypada, ale dlatego że dziś liczą się dzieci i to jakie wzorce im damy.

Z drugiej strony ta cała sytuacja pokazała mi że życie potrafi zaskakiwać, uczy nas tego że nawet najsmutniejszy okres może przerodzić się w pozytywne doświadczenie. Dzieci są szczęśliwe, zadbane, kochane, rozważnie wychowywane. My jako rodzice idziemy w swoją stronę, ja jestem szczęśliwy także, poznałem kogoś, rozwijam się, Rock Daddy ma się także coraz lepiej. Wiele razy zostałem oceniony, wysłano mi dziesiątki wiadomości z czyjąś opinią na mój temat, tych co wiedzą lepiej jak to się stało. Minęło dziesięć miesięcy, a ja dalej jestem rugany za to że odważyłem się poznać kogoś. Wiadomości pełne hejtu,  mówiące o tym jakim muszę być skurwysynem bo zostawiłem swoją rodzinę dla Klaudii. Prawda jest inna, ale nie oczekuję że banda idiotów która szuka sensacji i udowodnienia sobie że są lepsi od innych obrzuca mnie gównem.

2017- rok w którym straciłem wszystko...ale czy napewno?

Malaga 2017

Any way. Ten rok był niczym rollercoaster emocjonalny. Bywały tygodnie gdzie nie miałem sił ani ochoty ruszać się z łóżka. Czułem się strasznie, jakbym stracił nie tylko żonę ale i całą rodzinę, czułem się obdarty z godności, z marzeń. Jednak praca z psychologiem pomogła mi się pozbierać, dzieciaki były dla mnie inspiracją i oddechem od całego świata. Klaudia wsparciem i zrozumieniem którego mi brakowało przez lata.  Zbieram się, analizuję, czasem miewam trudniejsze chwile jednak coraz bardziej rozumiem że to było dobre rozstanie. Słowa “Nikodem uważam że powinieneś być z kimś innym” były dobrymi słowami, słowami troski, żadne z nas nie powinno ignorować takich sygnałów.
Dziś, w ostatnim dniu roku 2017 wiem że ma to sens. 2018 zapowiada się wspaniale, wypady i wakacje z dzieciakami, pare wyjazdów do PL jako prelegent na konferencjach, kolejne nowe doświadczenia, kolejna książka, kolejny etap edukacji w college, rozwój, przeprowadzka, mam nadzieje na podobne relacje z eks i wiem że strach o moje relacje z dziećmi jest bezzasadny. One mnie kochają tak mocno jak ja kocham ich, tęsknimy za sobą, nasza relacja jest oparta na szczęściu i byciu razem tak często jak się da, rozmowie, zabawie, planowaniu i uczeniu się siebie na wzajem.

2017- rok w którym straciłem wszystko...ale czy napewno?

Rok 2017 był lekcją której nigdy nie zapomnę. Był punktem zwrotnym, momentem zmian który pokazał mi że trzeba czasem się zatrzymać, by ruszyć z większym pędem. Skupiłem się na dzieciach i sobie, dostałem szansę na szczęście i potrafiłem je dostrzec. Chciałem podsumować ten rok, powiedzieć że wiele się nauczyłem, że wiele kosztowały mnie te ogromne zmiany. Jestem gotowy na 2018 jak nigdy. Siedzimy z dzieciakami przy śniadaniu, rozmawiamy i czuję dumę że udaje mi się budować tak bliskie relacje między naszymi, tak różnymi dziećmi. 2017 był także pełny chorób, słabego zdrowia moich dzieci jak i mojego. Daliśmy radę.

2017- rok w którym straciłem wszystko...ale czy napewno?

Tobie dziękuję za to że poświęcasz swój czas i wpadasz na bloga, za wiadomości i za to że jesteś, ciesze się że książka Słowo na A jest tak dobrze odbierana. Dziękuję Ci za wsparcie, za zrozumienie i jego brak. Dziękuję hejterom, znajomym którzy pokazali swoje prawdziwe oblicze, ludziom którzy w małostkowy sposób zniknęli z naszego życia. To miłe, wiedzieć że nie warto z Wami iść przez 2018.  Dziękuję wspaniałym ludziom których poznałem w 2017, za nowe doświadczenia, plany, marzenia oraz lekcję pokory. Czuje się jak Feniks który narodził się na nowo.  I z takim przesłaniem wkraczam w 2018, czego Wam także życzę. Widzisz, tylko pozornie straciłem wiele, bilans jest dodatni. Straciłem życie które nie było prawdą, nie było dla mnie, straciłem zbędny balast, zyskałem wszystko.

Ave

 

PS. Ten post jest refleksją, zadumą i jest nasiąknięty optymizmem i nadzieją. Nie żalem i złością, wszystko zależy od tego jak ty chcesz go odczytać, co jest w Tobie. Pozdrawiam

Dystans

2017- rok w którym straciłem wszystko...ale czy napewno?