Dziś chciałbym wam pokazać inny obraz depresji, w nieco innym formacie. Możecie czytać od góry do dołu, możecie wybierać, jak Wam się podoba. Każdy krótki tekst jest osobnym odczuciem, przemyśleniem, emocją czy nawet myślą. Możecie to złożyć w całość, możecie potraktować to, jako oddzielne opisy. Zapraszam do odkrycia kolejnego obnażonego oblicza mojej depresji i nowego formatu.

Oddech.

 

Jechaliśmy autem przez wieś, słońce świeciło, przez uchylone okna w aucie wpadał lekki powiew górskiego powietrza, zapach pól zmieszany z wonią rozgrzanego asfaltu. Wjechaliśmy w las, gdzieś w okolicach Żywca i nagle, po tej całej stresującej podróży samolotem, noclegu gdzieś po drodze, po kolejnym głębokim oddechu, moje spięte ciało oraz zabiegany mózg wyluzował. Poczułem totalne rozluźnienie, niczym otwarty wentyl materaca, powoli zeszło ze mnie całe powietrze. Poczułem totalny relaks, wielką ulgę. Powiedziałem do Klaudii – “Wow teraz naprawdę poczułem, że jestem na urlopie.”

Cały stres gdzieś zniknął, czuje się wolny od stresu i zmartwień.

 

My

 

Od paru dni jesteśmy na wakacjach. Cholernie ważna część bycia rodzicem, zapewnienie dzieciakom czasu ze sobą w warunkach, które odpowiadają im i nam. Coś pomiędzy jedziemy na wakacje tu i tu, a co byście chcieli robić. Staramy się wspólnie podejmować decyzje. Znam moje dzieci i wiem, co lubią, staram się wcelować w gusta obojga. Mamy swoje ulubione miejsce, gdzie wszyscy czujemy się wspaniale.

Wakacje z dziećmi to nie jest lekki kawałek chleba, jednak dla mnie jest to coś więcej niż wspólny czas, to wręcz podróż do wnętrza samego siebie i naszych dzieciaków. Odkrywanie siebie na nowo, uczenie się o sobie więcej i więcej. Bliskość, przygoda, czas na rozmowy i na późne chodzenie do łóżka, po wspaniałym dniu. Wyciszenie dla nich i dla nas. Mamy to szczęście, że Klaudii rodzina udostępnia nam azyl, o którym marzyliśmy.

 

Tatą i mężczyzną być. Wakacje i obraz depresji w lekkim uśpieniu.

 

 

Depresja taty, faceta, moja

 

Domyślacie się, że wakacje z dziećmi bywają stresujące, szczególnie z dwójką tak różnych dzieci. Każde z nich ma inne potrzeby, lubi co innego, a my chcemy dać im siebie i to, co lubią. Depresja i stany lękowe nie pomagają w rozluźnieniu się, odpuszczeniu stresu, nieprzejmowaniu się. Sam dystans sprawia, że przechodzą mi po plecach ciarki. 2370 km, przebyte na raty, różnymi rodzajami transportu. Dzień przed wylotem miałem dość mocne skurcze żołądka, ból głowy. Stres związany z podróżą dawał się we znaki.

Dla mnie wakacje, to także szkoła życia, nauka siebie od nowa, przekraczania granic w mojej głowie. Nie jest lekko, czasem warczę na Klaudię jak zły pies, zawsze to ona jest odbiorcą tych trudnych momentów, nauczyłem się, by nie okazywać złych emocji związanych z chorobą w obecności dzieci. Cholernie mi źle z tym, kochamy się, jednak wiem, że to nie fair. Mam najlepszą kobietę pod słońcem. Wierzcie mi. Jest wspaniała. Bez niej bym zginął w wirze własnego umysłu i tej cholernej choroby.

Poczułem się bezpiecznie, może dla ciebie brzmi to niedorzecznie, może parskniesz i pomyślisz: Stary, weź się ogarnij, życie to nie jakieś tam biadolenie. Trzeba być twardym, a nie miętkim. Ja Ci jednak powiem, że depresja i bycie z dziećmi jest dla mnie czymś w rodzaju stanięcia na nogi, pochodnią w ciemnej jaskini, udowodnieniu samemu sobie, że potrafię, że nie jestem do bani, że wszystko ma sens. Czyż nie jest tak?

Depresja sponiewierała mnie, przetargała mnie przez totalne szambo, nie chcę udawać, nie chcę by, ktokolwiek musiał się wstydzić tego, że jest chory, a jest nas masa.

Czuję, że nie muszę, czuję że żyję. 

 

 

 

 

Cisza, spokój, siedzimy, rozmawiamy, dzieciaki bujają się na huśtawce, ja patrzę w ogień. Uspokaja mnie to, raz po raz patrzę w bezchmurne niebo. Daleko, ponad lasem unosi się mgła, zapada zmierzch, oddycham głęboko, powoli. Czuję, jak górskie powietrze wpływa do moich płuc, rytmicznie uspokaja moje serce i głowę. Słyszę świerszcze i psa szczekającego w odległym gospodarstwie. Za naszym domem, prócz pól i lasu, nie ma nic.

Droga ze wsi kończy się na naszym domu. Z balkonu widzę Beskid Żywiecki, czuję, że depresja usnęła. Lęk odszedł i zapomniał o mnie. Mam chwilę dla siebie, dla najbliższych. Być, a nie mieć. To nasz czas, tylko nasz. Depresja pewnie wróci, jednak na razie, nie jest mi straszna. Tak więc chcę się tylko podzielić z Tobą moimi przemyśleniami.

Bywają gorsze dni i lepsze, zaplanuj, byś mógł/ mogła odpocząć, dać sobie szanse na lepsze dni, dać swoim najbliższym najlepszego siebie, obdartego z depresji i lęku. Wiecie jak się czuję? Jakbym stał na ogromnym tarasie świata całkiem nago, troszkę skrępowany tym, ale dumny, że nie mam dziś nic do ukrycia. Nie wstydzę się depresji, autyzmu, rozwodu, emigracji, niesłyszących rodziców, trudnego dorastania. Niczego się nie wstydzę, pokazuję Wam, jak jest. Ty też nie musisz się wstydzić.

AVE