Depresja nie jest tylko brakiem balansu chemicznego w mojej głowie. Wróćmy do przeszłości, samookaleczenie, próby samobójcze, przemoc domowa, bicie, bieda i odrzucenie.

To część mojego dzieciństw oraz czasów nastoletnich, których nie wspominam za często, bo chcę pamiętać te dobre chwile. Dziś rozumiem, jak bardzo minuta w przeszłości, może wpłynąć na lata destabilizacji w przyszłości.

Wróciłem ze Spotkania Ludzi Myślących w Sopocie i w trakcie trwania tego eventu zauważyłem zmiany, jakie zaszły we mnie przez ostatni rok. Depresja, odstawienie alkoholu, minimalizm, skupienie się na relacjach i odrzucenie wszystkiego, co nie dodaje mi wartości w życiu. Pisałem już o tym w poście tutaj.

Od jakiegoś czasu słucham niesamowitej książki Johanna Hari – Lost Connections, w czasie jej słuchania, nierzadko zatrzymuję jej bieg, po to, by móc przemyśleć słowa, które usłyszałem. Książka ta pozwoliła mi odkryć wiele warstw, które noszę w sobie. Depresja nie jest tylko brakiem balansu chemicznego w mózgu. Depresja jest odpowiedzią na naszą przeszłość, która sprawiła w nas pewne szkody, które z kolei doprowadziły do braku odpowiedniego balansu chemicznego.

 

Twoje wartości jako toksyczny fast food. Trujesz sam siebie i innych.

 

Zobaczcie sami, patrząc na przykłady, jak żywność i konsumpcjonizm.

 

Kiedyś, jedliśmy relatywnie dobrze, zdrowo. Nasze posiłki były proste, niemniej były zdrowe i dostarczały nam odpowiedniej ilości witamin i minerałów. Dziś jemy posiłki z przetworzonych już produktów, nierzadko sięgając po fast foody, czyli junk food. Fast foody dostarczają nam toksyn, psują nasz organizm, zatruwając nas powoli i niszcząc.

Podobnie jest z wartościami w dzisiejszym świecie. Kiedyś wartości były jasne, kiedyś honor i dane słowo liczyło się. Dzisiejsze wartości są inne, przypominają fast food. Toksyczne programy, toksyczne reklamy, brak jakichkolwiek granic, zasad, nastawienie na sprzedaż, wizerunku, ciała, niewinności. Żyjemy w większości egoistycznie, jeśli nawet nie krzywdzimy, czy nie kradniemy, to nie dajemy nic od siebie. Czysty i smutny konsumpcjonizm. Epoka wyznawania junk wartości, w świecie emocjonalnych zombies, które zostają rodzicami i dalej przesuwają granice wraz z kolejnym pokoleniem.

Siedzimy całe dnie w pracach, które nie przynoszą nam satysfakcji, które niszczą nas i nasze głowy skazując nas na nieszczęśliwe życie, nierzadko depresje, stany lękowe. W dzisiejszych czasach nie ma czasu na dogłębne zmiany, na podążanie za swoim sercem czy marzeniami. Presja świata, rodziny, znajomych — musisz przecież mieć jakiś poziom życia, oczekuje się od Ciebie czegoś, niemniej nikt nie jest w stanie powiedzieć, czego i co będzie wyznacznikiem tego, że już masz ten poziom.

Zastanówmy się, co takiego może być wyznacznikiem? Własny dom? Mieszkanie w kredycie? Ukończone studia? Dzieci? Dobrej marki auto? A może wszystko na raz? Nie wydaje mi się.

Usłyszałem ważne zdanie, z którym się identyfikuję tak bardzo mocno:

“Gdy masz pracę, która sprawia że się spełniasz – twoje życie staje się bogatsze.”

 

Żyjemy w świecie bez relacji, bez więzi. Facebook miał nas połączyć, okazało się, że to tylko złudzenie. Możemy napisać do każdego z naszych znajomych, niemniej posiadanie ich nie jest równoważne z żadną relacją. Przestajemy wychodzić z domów, przestajemy rozmawiać przy obiadowym stole, przestajemy dzielić się czymkolwiek.

 

Twoje wartości jako toksyczny fast food. Trujesz sam siebie i innych.

 

Dlaczego tak bardzo lubię swoją pracę, dlaczego tak bardzo lubię spotkania ze znajomymi blogerami i nie tylko, gdy jeżdżę na konferencje? Dlatego, że możemy porozmawiać, podzielić się kawałkiem siebie i dać go innym. Ważne byśmy potrafili budować relacje, z czasem ta umiejętność może zniknąć, a my zaczniemy żyć w zombieland, gdzie jedyną relacją będzie związek z ekranem i tabletkami pomagającymi nam okiełznać naszą roztrzaskaną w kawałki niczym szkło hartowane mentalność i duszę.

O czym marzę? O relacjach, spotkaniach z przyjaciółmi, śmiechu, szczerych uśmiechach, błysku w oczach, bliskości i rozmowach do białego rana. Oddechu na zimowym poranku, jesiennego szumu liści pod stopami i zapachu łąk, które przemierzam na bosaka.

Depresja wedle książki Johana Hari to schorzenie dziesiątkujące dzisiejszy świat. Depresja i wszystko, co może nas pchać w nałogi, jest także połączone z brakiem relacji. Dodając do tego trudne sytuacje zwane ACEs z dzieciństwa, mamy gotowy model człowieka nieumiejącego poradzić sobie z codziennością, ukrywającego się pod płaszczem choroby, otyłości, zachowań destrukcyjnych, samookaleczenia czy skłonnego do samobójstwa.

Relacje dają szczęście, dziękuje, że tu jesteś.

This website uses cookies to offer you the best experience online. By continuing to use our website, you agree to the use of cookies.