Każdy z nas był nastolatkiem, bez wyjątku. Nie każdy jednak przechodził przez etap wściekłego nastolatka, który buntował się przeciwko całemu światu, często wliczając siebie. Każdorazowo, kiedy Livia lub Maks mają jakiś wyskok, zaczynają pyskować lub strzelają focha, zastanawiam się, co będzie, gdy będą nastolatkami.

 

Kiedy miałam lat 20, powtarzałam jak mantrę „Nie chce mieć dzieci”. Nie myślcie, że to z powodu pieluch, ograniczeń i innych takich, głównie dlatego, że kiedy byłam nastolatką i mama miała mnie już dość, nie potrafiąc odnaleźć słów, żeby skomentować moje tragiczne zachowanie, mówiła mi „zobaczysz, będziesz kiedyś miała swoje dzieci i nie życzę Ci, żeby zachowywały się jak Ty teraz”. To było jak widmo i klątwa. Byłam strasznym, wściekłym nastolatkiem. Tak do wieku 17 lat uczyłam się dobrze, ale zachowywałam tragicznie, potem i naukę trochę zawaliłam, a na świadectwie z technikum dumnie nosze „Niedostateczny” w rubryce zachowanie! W wieku 14 lat miałam pierwszego poważniejszego chłopaka, Krzysiek aka „Leon”, był ode mnie tylko trochę starszy… 6 lat! W wieku 15 lat kręciłam się z ekipą starszą o jakieś 4-7 lat. Piłam wina na ławeczce w parku, chodziłam na koncerty i słynne rybnickie rockoteki w klubie „Medium”. To wszystko to nic… Zawsze pamiętałam o bezpieczeństwie, powrocie do domu na czas i innych takich. Tylko jak ja się odzywałam do rodziców?! Miałam niezawodny sposób na wkurzanie ojca, kiedy dawał mi jakąś reprymendę lub jedno ze swoich moralizatorskich przemówień, stawałam w drzwiach do pokoju. Tak, jak bym miała wyjść w połowie jego gadki z pokoju i chowając twarz za futrynę drzwi, śmiałam się z niego. Doprowadzało go to do szewskiej pasji! Serio takiego wściekłego, wyszczekanego nastolatka to nikomu nie życzę.

Jak wiemy, Nikodem nie był lepszy… ucieczki z domu, narkotyki, panienki, kapele rockowe i bluesowe. Ideał… Ideał jakich mało. Livia ma charakter po nim, więc moje obawy o to, jak nasze życie będzie wyglądało, kiedy stanie się nastolatką nie są wcale bezpodstawne… Boże mniej mnie w opiece!

 

 

Teraz do sedna sprawy i tego, dlaczego ten wpis się tak spontanicznie napisał. Od prawie dwóch lat bujam się po różnych anglo i polskojęzycznych grupach i forach internetowych, gdzie kobiety opisują swoje życie, zmagania, problemy i przyjemności wynikające z bycia macochą. Już kiedyś pisałam, że takie grupy to miejsca stworzone po to, żeby kobiety dały upust swoim emocjom, gdzieś się wygadały i wykrzyczały i w 100% zgadzam się z tą ideą samą w sobie. Tyle że ilość jadu i żółci, która wylewa się w komentarzach, odpowiedziach i tych cudownych poradach jest nie do ogarnięcia. Czasem się udzielam, czasem przemilczę, czasem nie dam rady i pojadę ze szczerą opinią, bez cenzury.

Jedno się nie zmienia, kiedy tematem dyskusji staje się jakieś zachowanie nastolatka, to wszyscy nagle zapominają o tym, że nie stajemy się dorośli na kilka minut po tym, jak się urodziliśmy. Przechodzimy pewne etapy w rozwoju i niestety lub stety okres nastoletni jest normalny, na miejscu, potrzebny naszemu organizmowi i mimo tego, że wiele z nas było grzecznymi podlotkami, to nie wszyscy tak mają.

Nastolatkowie się buntują. Koniec kropka. Robią głupie rzeczy i nie ma tu nic do rzeczy fakt czy są zdolni, szanują innych, czy są z rozbitych rodzin, czy z bogatej rodziny, czy są jedynakami, czy może pochodzą z wielodzietnej rodziny. Od zawsze robili i będą robili głupie rzeczy, a my jako dorośli w prawie 100% przypadków nie znamy całej historii i prawdziwych powodów danego zachowania.

W ramach szacunku do kobiet, które są na grupach i forach, nie będę przytaczała dokładnych przykładów wieszania psów na dzieciakach, jednak wymyślę jeden na potrzeby wpisu.

 

Dziewczyna, lat 16, wychowywana w domu ojca, na weekend jeździ do mamy, ma macochę i dwójkę przyrodniego rodzeństwa. Poznaje chłopaka, z którym nie chodzi o do szkoły i rzadko ma okazję go widywać, więc bardzo często rozmawia z nim przez telefon. Kiedy jest z rodziną, to wysyła do niego smsy i nie zwraca uwagi na to, co rodzina do niej mówi. Raz po raz ignoruję macochę, kiedy ta zwraca jej uwagę i grozi zabraniem telefonu, nasza nastolatka wykrzykuje jej „Nie jesteś moją mamą i nie będziesz mi mówić co mam robić”, macocha reaguje emocjonalnie odpowiada standardowym macochowym tekstem (którego raz czy dwa zdarzyło mi się już użyć) „Ale jestem dorosłym w tym domu i to mnie masz się słuchać”. Dziewczyna wychodzi, trzaska drzwiami i zamyka się w swoim pokoju. Olewa wołanie na kolacje, rano wychodzi do szkoły, nie odzywając się do nikogo.

 

Pytanie, kto z nas odwalił taką akcję z trzaskaniem drzwiami i wychodzeniem swoim biologicznym rodzicom? Nie będę oszukiwać, jeśli powiem, że zrobiłam to dziesiątki razy, mówiąc gorsze rzeczy. Wyobraźcie sobie, że nie było to z braku szacunku do moich rodziców i dlatego, że mnie źle wychowano. Mając lat szesnaście, myślałam, że wiem lepiej, a rodzice są z epoki kamienia łupanego i nie wiedzą, jak dzisiaj wygląda życie nastolatków i nikt mi nie będzie groził i stawiał warunków.

Standardowa reakcja dużej ilości grupowiczów i forumowiczów: brak szacunku, powinnaś zabrać jej telefon, dać jej szlaban, gdzie jest ojciec, to twój dom i twoje zasady, nie podoba jej się to niech się wyprowadzi do matki, dlaczego ojciec nie wkroczył, to nie Ty powinnaś ja dyscyplinować, ona podważa Twoją rolę w domu, pewnie matka jej na to pozwala w domu, źle wychowana, gdyby to było moje dziecko… I tak dalej i tak dalej… Lista się nie kończy i wersji tego, co napisałam, możecie sobie zrobić setki. Raz na jakiś czas pojawi się ktoś odważny, aby zaryzykować swoje życie i opinie w internecie i stanie po stronie nastolatki lub zwyczajnie powie, żeby olać, bo to normalne w tym wieku.

Jest takie polskie przysłowie „Zapomniał wół, jak cielęciem był”. Stare to, ale jak aktualne w tych naszych internetach. Nie wiem, jak to wygląda na innych grupach związanych z rodzicielstwem, ale u nas, kiedy tylko pojawia się temat dziecka, nastolatka, które się źle zachowuje i sprzeciwia, to rozpoczyna się epidemia amnezji. Wszyscy nagle stają się dorośli, odpowiedzialni, wiedzące wszystko, znający prawdy uniwersalne i niezaprzeczalne, źródła wartości i wyznaczniki moralności i szacunku w innych domach. Ci, którzy zaczynają wypowiedzi od „moje dzieci nigdy by…”, „gdybym ja w jej wieku coś takiego zrobiła…” i podobne, mogą sobie darować. Jaką pomoc i poradę tej kobiecie niesie fakt, że czyjeś dziecko jest grzeczniejsze, a Ty jak byłaś młoda, to pieliłaś grzecznie grządki i pomagałaś paniom przechodzić przez ulicę?

 

 

Nie wiem, jak się powinno postąpić w takiej sytuacji, żeby było dobrze. Jak zawsze będę powtarzać, każda rodzina jest inna, każda ma inną dynamikę, historię i inaczej zbudowane relacje. Zauważyłam jednak, że macochy, chociaż jestem pewna, że i biologiczni rodzice się znajdą tej grupie, zaczynają na pewnym etapie traktować dziecko jak podwładnego. Traci się idea partnerstwa, kuleje komunikacja i jasne sygnały i wymagania. Rozmowy prowadzi się, wtedy kiedy coś jest nie tak, kiedy emocje buzują, lecą iskry, a z naszego dzieciaka wychodzi wściekły nastolatek. Bardzo często stawiamy siebie za zły wzór dla dzieci jak na przykład ten telefon. Ilu z nas siedzi i klika na telefonie, kiedy dziecko się o coś pyta lub próbuje z nami rozmawiać. No ale nam można, bo przecież my jesteśmy dorośli i nas uczyli szacunku 30 lat temu, a teraz czasy się zmieniły.

Dla informacji tych, którzy to robią i są tak mądrzy. Mózg młodego człowieka w okolicach 13-14 roku życia rozpoczyna bardzo skomplikowaną transformację. Zmieniają się połączenia w mózgu, poszczególne części mózgu rozwijają się w innym tempie, co powoduje, że najważniejszy organ naszego ciała jest w fazie niezbilansowania. Połączenia szwankują, wielkie rzeczy wydają się błahe, a drobna uwaga powoduje wyrzut testosteronu i adrenaliny, a w efekcie tego, focha roku, łzy i bunt. W skrócie nasz dorastający człowiek ma minimalną kontrolę nad swoimi emocjami.

 

Ja zdaję sobie sprawę, że ciężko jest utrzymywać spokój, kiedy przed naszą twarzą wyrabia nam młoda dziewucha czy młody panicz. Wymagają, strzelają fochy, wydaje im się, że mają świat u stóp i nikt inny nie ma racji. Pamiętajmy jednak, że to fasada. Pod spodem rozwija się i formuje mózg i charakter młodego człowieka, który kiedyś może będzie miał dzieci, rodzinę, karierę i przyjaciół. Naszym zadaniem jako rodziców i opiekunów — a tym są, chcąc, czy nie chcąc macochy, jest pomóc im jak najlepiej ten okres wykorzystać. Pomóc mu walczyć z demonami dorastania i hormonów, a nie walczyć z nim/ nią. Powinniśmy im wysłać jasną wiadomość “Jestem tutaj dla Ciebie, mogę wytrzymać Twoje humory, więc Ty też dasz radę”. Wiem, że nie jest to łatwe, ja sama przekonam się za kilka lat i pewnie wrócę do tego wpisu i będę płakać nad swoim pozytywnym podejściem, chociaż… Może wrócę tutaj i pomyślę sobie: „Babo miałaś wtedy rację, więc dlaczego teraz robisz coś zupełnie innego?!”